Współpracownik Horały zatrzymany w obławie na pedofilów. Poseł wydał oświadczenie
Polityk podkreśla, że mężczyzna od lat nie miał nic wspólnego z jego działalnością, a próby łączenia go ze sprawą nazywa naruszaniem dobrego imienia.
"Nie jest moim asystentem od wielu lat"
Sprawa dotyczy byłego asystenta społecznego Horały, który znalazł się wśród 123 osób zatrzymanych podczas policyjnej operacji "Hellfire", przeprowadzonej przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Według informacji RMF FM, mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące produkowania, posiadania lub rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem małoletnich. Za takie przestępstwa grozi do 15 lat więzienia.
Po publikacjach medialnych poseł PiS opublikował oświadczenie na platformie X. "Osoba, o której mówił mi reporter RMF, nie jest moim asystentem społecznym od wielu lat" – napisał Horała w mediach społecznościowych. Polityk podkreślił również, że w czasie współpracy zachowanie mężczyzny "nie wzbudzało żadnych podejrzeń", a były asystent miał przejść pozytywnie procedurę uzyskania dostępu do informacji niejawnych.
W końcowej części oświadczenia polityk stanowczo odciął się od sprawy i zapowiedział reakcję wobec osób próbujących wiązać go z zatrzymanym. "Próby naruszania mojego dobrego imienia przez łączenie mnie ze sprawą, z którą nie mam nic wspólnego, spotkają się ze stosowną reakcją prawną" – napisał.
"Jedyna wiedza pochodzi od reportera"
Horała przekonuje, że o zatrzymaniu dowiedział się z telefonu od dziennikarza RMF FM. "Jedyna wiedza jaką mam w tej sprawie pochodzi z ustnej relacji dzwoniącego do mnie reportera" – zaznaczył. W rozmowie z rozgłośnią poseł przyznał, że zna zatrzymanego jedynie "luźno" i od dawna nie utrzymuje z nim kontaktu. – Generalnie jakoś tam luźno się znamy. Gdzieś tam rok czy półtora roku temu jakąś kawę wypiliśmy na zasadzie, co tam słychać – mówił Horała.
Według RMF FM zatrzymany nie przyznał się do zarzutów. Prokuratura zastosowała wobec niego policyjny dozór oraz poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł.