Tajemnicza śmierć małżeństwa z Wrocławia. Mąż był profesorem
Zawiadomienie o zdarzeniu wpłynęło do wrocławskiej policji w środę w godzinach wieczornych. Syn przyszedł odwiedzić rodziców, którzy mieszkali przy ul. Sierakowskiego we wrocławskiej dzielnicy Sępolno. 45-latek odnalazł ciało matki i wezwał policję. Okazało się, że ciało ojca znajdowało się w pomieszczeniu gospodarczym na terenie posesji.
Jak ustalił "Fakt", ofiarami są 77-letni emerytowany profesor jednej z wrocławskich uczelni oraz jego 76-letnia żona. Śledczy wciąż nie ujawniają, czy tragedia miała charakter kryminalny, czy doszło do innego zdarzenia. Mężczyzna przez lata miał być wykładowcą i kierownikiem katedry.
Jak poinformował wcześniej "Fakt" komisarz Wojciech Jabłoński z wrocławskiej policji, zgłoszenie o odnalezieniu ciał wpłynęło od 45-letniego syna małżeństwa. Mężczyzna również jest związany ze środowiskiem akademickim i mieszka niedaleko rodziców. Sąsiedzi podkreślają, że regularnie ich odwiedzał i utrzymywał z nimi bliski kontakt. Sąsiedzi mówią, że małżeństwo mieszkało na Sępolnie od kilkudziesięciu lat i było dobrze znane w okolicy.
Sąsiedzi są w szoku
Mieszkańcy osiedla twierdzą, że już w poniedziałek, 11 maja pod dom małżeństwa przyjechała karetka pogotowia. – Zabrali żonę do szpitala, ale jeszcze tego samego dnia wróciła do domu. Pamiętam, że wyjeżdżali bez sygnałów. Dopiero jak byli dalej od ulicy, to je włączyli – relacjonuje anonimowo sąsiadka.
Na razie nie wiadomo, czy interwencja pogotowia miała jakikolwiek związek z późniejszą tragedią.
– Bardzo spokojni, kulturalni ludzie. Nic nie wskazywało, że może dojść do takiej tragedii – mówi rozmówca "Faktu.
Prokuratura na razie nie zdradza szczegółów postępowania. – Na tym etapie nie wypowiadamy się szerzej na temat sprawy. Czynności cały czas trwają – przekazał "Faktowi" prok. Damian Pownuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej.
Nieoficjalnie wiadomo, że pod uwagę branych jest kilka scenariuszy. Najważniejsze dla wyjaśnienia sprawy mają być wyniki sekcji zwłok oraz opinie biegłych.