Strasburg i wojna o gabinety w TK
Odzywam się, choć sytuacja wokół TK wykracza poza granice logiki. Przynajmniej tej prawniczej. I rozum podpowiada, by zostawić ten intelektualny śmietnik. Ale imperatyw moralny jest silniejszy i zwycięża potrzeba wprowadzenia do żenującego dyskursu paru prawniczych prawd.
Do tego mam po prostu déjà vu. Jakbym się cofną do 2015 r. Dlatego tak po ludzku współczuję „sędziom TK oczekujących na ślubowanie” (to nomenklatura autorska prezesa Rzeplińskiego). Współczuję i jednocześnie zazdroszczę, bo im przynajmniej nikt nie ubliża. A różni prawnicy na wyścigi opowiadają publicznie wszelkie głupoty, by uzasadnić dopuszczenie tej czwórki do orzekania bez legalnego ślubowania. Aż do głowy ciśnie się pytanie, kto tym wszystkim adwokatom, sędziom i profesorom przyznał ich tytuły zawodowe i naukowe?
Uważam również, że ktoś wreszcie powinien powiedzieć głośno, że cała szóstka (tak szóstka a nie czwórka) – z ustawowego założenia wyróżniająca się wiedzą prawniczą – sama komplikuje istniejącą sytuację. Wymyślili prawdziwy kosmos – rozwiązanie problemu za pośrednictwem Strasburga. A siedzą od miesiąca w trybunalskiej bibliotece. Nikt nie wie wszystkiego, ale ta grupa miała czas i dostęp do materiałów, by pogłębić wiedzę nt. ETPC, statusu prawnego jego tzw. postanowień tymczasowych, czy nawet strasburskich wyroków.
Tyle o przyczynach. A teraz ad rem. W tej powstałej sytuacji wyjaśniam, co następuje:
po pierwsze, postanowienie tymczasowe ETPC nie stanowi dla Polski międzynarodowego zobowiązania o charakterze prawnym;
po drugie, nawet gdyby stanowiło, albo Polska chciała je wykonać dobrowolnie, to i tak jest problem. ETPC w swej arogancji zareagował szablonowo i nie uwzględnił krajowej specyfiki. A ta uniemożliwia wykonanie postanowienia.
A teraz napiszę dlaczego tak jest. Zacznę od przypomnienia, że tzw. postanowienie tymczasowe ETPC, a dokładniej mówiąc środek tymczasowy (oryginalna nazwa interim measure) nie stanowi konwencyjnego zobowiązania dla państwa. Nie jest przecież wyrokiem ETPC, a więc nie podlega obowiązkowi z art. 46 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.
Środek procesowy
Więcej, takie postanowienie nie jest nawet instrumentem znany Konwencji, a tylko treść Konwencji kształtuje zobowiązania dla państw-stron. Postanowienie tymczasowe jest wytworem praktyki orzeczniczej ETPC. Podstawę prawną wydania tego środka stanowi Regulamin ETPC, który jest aktem wewnętrznym ETPC, a nie częścią Konwencji. Nie podlegał on ratyfikacji, ani żadnej innej formule związania się nim przez państwa-członków Konwencji. Jest, jak każdy regulamin wewnętrzny każdego organu, skierowany wyłącznie do niego, czyli tu do samego ETPC.
Potwierdzenie tej oceny odnajdujemy nawet w treści przedmiotowego postanowienia, gdzie czytamy, że ETPC wskazuje rządowi, powtórzę – „wskazuje” (indicate), a nie „nakazuje”, jak to się przedstawia publicznie – jakie działanie organów państwa polskiego jest potrzebne „w interesie stron i w celu należytego prowadzenia postępowania”. I przywołuje jako podstawę prawną właśnie art. 39 swojego Regulaminu. Jest więc to bardziej sugestia, czy sygnalizacja problemu niż zobowiązanie, nawet natury ogólnej. I takiej ocenie nie przeszkadza nawet zaklinanie, że jest ono natychmiast wykonalne.
W tym miejscu muszę jednak przyznać, że ETPC raczej nie podzieliłby takiej oceny. Wręcz przeciwnie, ETPC czaruje nas na wszystkie sposoby, by wzmocnić rangę tego instrumentu przy pomocy swego orzecznictwa. Otóż wyinterpretowuje on swoje uprawnienie do wydawania takich postanowień z art. 34 Konwencji, choć w tym przepisie nie ma nawet słowa o takich środkach. Czytamy tam in fine, że państwa „zobowiązują się nie przeszkadzać” w żaden sposób skutecznemu wykonywaniu przez obywateli ich prawa do składania skargi. I z tego ogólnego zobowiązania do „nie przeszkadzania”, czyli z obowiązku państwa o charakterze negatywnym ma rzekomo wynikać prawo ETPC do wydawania postanowień tymczasowych, czyli uprawnienie pozytywne – jego kompetencja wobec państw-stron Konwencji. Mówiąc kolokwialnie, na odległość widać, że to lipa. A w języku prawniczym, to nieuprawniona i pozatraktatowa (pozakonwencyjna) forma kreacji własnych uprawnień przez międzynarodowy organ. Przypomnę tylko, że panami Konwencji są jej państwa-strony i tylko one mogą kreować uprawnienia dla stworzonego nią ETPC. Szczególnie te skierowane wobec nich. Sam ETPC nie ma prawa tego robić w drodze rozszerzającej interpretacji. A robi.
Ten cały wywód pokazuje nam jeszcze jeden kontekst – formalną rolę postanowienia. Nie jest ono żadną formułą orzeczenia. Konwencja zna tylko dwa rodzaje orzeczeń ETPC – opinie doradcze (art. 47) i wyroki (art. 42). A postanowienie jest zwykłym środkiem procesowym. Przy tych wszystkich formalnych brakach i jedynie wobec faktu, że państwa z reguły (i politycznej głupoty) zgadzają się na wykonywanie tych postanowień, osobiście umiejscowiłbym je w płaszczyźnie kurtuazji międzynarodowej, a nie bezwzględnego zobowiązania. Tym bardziej, że ETPC nie ma żadnego instrumentu, aby wymusić na państwie jego wykonanie. Art. 46 Konwencji i zawarta tam procedura politycznej presji dotyczy wyroków. W efekcie, za zlekceważenie postanowienia tymczasowego, ETPC może realnie tylko odgryźć się w ostatecznym wyroku.
Dualizm systemów
Ale zostawmy już kwestie konwencyjnych skutków postanowienia tymczasowego ETPC. Nie jest to ważne, jeśli założymy, że państwo uznaje to postanowienie za swoje zobowiązanie i chce je wykonać. W tym przypadku trzeba wyjaśnić coś innego. Odpowiedzieć na pytania jak państwo wykonuje tego rodzaju zobowiązania międzynarodowe i czy akurat to postanowienie skierowane wobec Polski jest możliwe do wykonania?
Zacznę od przypomnienia, że postanowienie to nie jest aktem normatywnym (obowiązującym prawem). Jeśli już uznamy je za zobowiązanie, to jest to zwykły akt stosowania prawa z systemu prawa międzynarodowego. Nie jest więc podstawą prawną dla działania jakiegokolwiek organu, ale stanowi prawnomiędzynarodowy nakaz działania dla jego adresatów, wskazując jednocześnie w swej treści cel do osiągnięcia. Co więcej, takie postanowienie nie wchodzi do krajowego obrotu prawnego. Jest wyłącznie elementem obrotu międzynarodowego i w tej płaszczyźnie wiąże państwo. Z prawem krajowym łączy je tylko art. 9 Konstytucji RP.
A w takiej sytuacji kłania się nam dualistyczna koncepcja relacji między prawem krajowym i międzynarodowym, którą ten art. 9 Konstytucji odzwierciedla. Oznacza to, że zobowiązanie z systemu prawa międzynarodowego nakazuje organom państwa likwidację prawnej schizofrenii. Po prostu mają doprowadzić do tego, by sytuacja prawna lub faktyczna w obrocie krajowym była zgodna z tym co ETPC uznaje za legalne w prawie międzynarodowym (Konwencja).
Tu na marginesie wyjaśnię, dlaczego w takich sytuacjach państwa przyjmują dla wykonywania zewnętrznych zobowiązań standard postępowania pochodzący właśnie z koncepcji dualizmu prawnego? A dlatego, że dzięki mechanizmom dualizmu państwo zachowuje kontrolę nad zewnętrznym aktem władczym. To państwo rozstrzyga o sposobie jego wykonania. Owszem, ma obowiązek go wykonać (pacta sunt servanda i zasada pierwszeństwa prawa międzynarodowego), ale samo decyduje jak to zrobić. Taka kontrola po prostu oznacza zachowanie suwerenności. To wiedza z drugiego roku studiów prawniczych.
Ale samodzielność doboru sposobu wykonania oznacza też, że organy państwa działają w takiej sytuacji na podstawie i w granicach prawa krajowego. To skutkuje tym, że zobowiązanie wykonują tylko te organy, które mają stosowne kompetencje, by zrealizować wskazany w postanowieniu cel. Jeśli właściwych jest kilka organów, to te dla jego osiągnięcia, współpracują ze sobą. Znów podkreślę – współpracują, a nie walczą. To cel jest ważny.
Jeśli żaden organ krajowy nie ma potrzebnych kompetencji, albo prawo krajowe w jakiś inny sposób ogranicza możliwości realizacji takiego celu, to konieczna jest wcześniejsza ustrojowa kreacja tych kompetencji lub zmiana takiego prawa. Jeśli konieczne, to nawet Konstytucji. Podkreślę jeszcze raz – zmiana prawa, a nie jego omijanie czy łamanie.
Przeszkoda ustawowa
W omawianym przypadku ETPC wydał postanowienie tymczasowe, gdzie czytamy, że państwo polskie powinno zapewnić, „aby jego właściwe władze powstrzymały się od utrudniania podjęcia i wykonywania obowiązków sędziowskich” w charakterze sędziów Trybunału Konstytucyjnego osobom składającym wniosek, do czasu wszelkiej nowej decyzji w jego sprawie.
I ten fragment, jeśli nikt nim nie manipuluje, sam pokazuje nam, w czym jest rzecz. Tu nie chodzi o „usunięcie wszelkich przeszkód” (jak to ujął Premier), ani „wyłamywanie drzwi do TK siekierą” (jak to ujął wicepremier), aby wnioskodawcy objęli urząd, ale o powstrzymanie się od blokowania tego objęcia. Ale czy jakiś organ to rzeczywiście blokuje? Na pewno nie blokuje tego Prezes TK. Dla niego problem polega na braku wymaganego przez ustawodawstwo ślubowania wobec Prezydenta. Chodzi więc o spełnienie wymogu obowiązującego prawa po stronie samych zainteresowanych, a nie blokadę Prezesa. Potwierdza to stanowisko Prezydenta zawarte w piśmie skierowanym do Prezesa TK, czyli wykładnia operatywna przepisu, o którego rozumienie toczy się zresztą w TK spór kompetencyjny.
Prezes TK nie może zamknąć oczu i po prostu potwierdzić nawiązanie stosunku służbowego, bo naruszyłby ustawę. Przypominam, że Prezes TK nie działa na podstawie postanowienia tymczasowego tylko – podkreślam – ewentualnie je wykonuje. Jeśli prawo krajowe mu nie przeszkadza.
Samo postanowienie tymczasowe nie usuwa też normy ustawowej, ani nie korzysta z pierwszeństwa przed ustawą. Przypomnę, że w obrocie krajowym nawet nie istnieje. Jest w nim tylko Prezes TK i wiążąca go ustawa.
Co kto może
A skoro Prezes TK nie może wykonać postanowienia tymczasowego to powstaje pytanie, czy i co inne organy państwa mogą tu zrobić? Tu odpowiedź jest prosta. Otóż na pewno Sejm może zmienić ustawę o statusie sędziów TK i przeredagować treść przepisu o ślubowaniu osób wybranych na sędziego TK. I wskazać inny organ jako właściwy dla takiego ślubowania, albo je wręcz skasować, czy wymyśleć cokolwiek innego.
Tylko w tym przypadku jest to decyzja polityczna, która – by zamienić się w prawo – powinna znaleźć akceptację na wszystkich szczeblach procesu legislacyjnego. Sejm musi więc wcześniej postarać się o zgodę Prezydenta na rezygnację z funkcji organu wobec, którego takie osoby składają ślubowanie. Bo inaczej będzie veto. Albo koalicja rządząca powinna przekonać opozycję, by to veto odrzucić. Ja tu wcale nie drwię. Piszę o bardzo poważnej kwestii – relacji między wolą polityczną (kto zmusi posła) a zobowiązaniem międzynarodowym. I w tym przypadku organem właściwym do zainicjowania takiego działania jest rząd. To on jest stroną postępowania przed ETPC i to on powinien podjąć stosowną inicjatywę ustawodawczą.
Wreszcie trzecia forma dla wykonania postanowienia tymczasowego ETPC, to zwykłe działanie Prezydenta. Otóż Prezydent mógłby wycofać wniosek o spór kompetencyjny z TK, przymknąć oczy na ten cyrk ze ślubowaniem w Sejmie, odstąpić od swoich zarzutów odnośnie do przebiegu sejmowej procedury wyboru i zaprosić osoby wybrane do złożenia ślubowania. Ale czy to możliwe? I nie chodzi mi tu o zwykłe ludzkie ambicje. To jest pytanie, czy Prezydent cofając się do punktu wyjścia i odbierając ślubowanie, nie doprowadziłby do sytuacji co najmniej niepoważnego traktowania swego urzędu? A może wręcz do zatwierdzenia stanu bezprawia, bo jego wcześniejsze zarzuty dotyczą łamania prawa. To nie kwestia dyskusji nad kolorem kupowanej sukienki. W takiej sytuacji nie da się tak po prostu zmienić zdania.
I właśnie dlatego uważam, że ten klincz to robota samych zainteresowanych. Włączyli się w polityczną grę i zgodzili odegrać komedię w Sejmie, zamiast spokojnie czekać na przyjęcie przez Prezydenta. A potem wyskoczyli z tym Strasburgiem. Stare chłopy a jak dzieci.
Na zakończenie rozważań podkreślę jeszcze fakt natury ogólnej, który nie powinien być pominięty. Otóż samo działanie ETPC w tej sprawie jest rażącym naruszeniem Konwencji. ETPC pragnie się wtrącić w procedurę kreacji sędziów TK. Chce wykorzystać tu swoje uprawnienia do orzekania o prawie jednostki do sądu (art. 6 Konwencji), którym w swym orzecznictwie objął nie tylko kwestię postępowania przed sądem, ale też element kreacji sądów krajowych. Robi to uznając TK za sąd krajowy. A to akurat jest sprzeczne z rzeczywistą pozycją konstytucyjną TK. Tu przypomnę, że takie strasburskie rozumienie prawa do sądu jest kontynuacją fałszywego założenia prawnego ze sprawy Xero flor v. Polska (2021) i zostało zablokowane przez TK w sprawie K 6/21 jako niezgodne z Konstytucją.
Zresztą robi to nie tylko ETPC. Podobne założenie, tj. traktowanie polskiego TK jako sądu krajowego wbrew jego konstytucyjnej pozycji przyjął też TSUE w sprawie C-448/23 (Komisja Europejska przeciwko Polsce, wyrok z 18 grudnia 2025). On też chce stworzyć sobie furtkę do kontrolowania kompetencji Prezydenta RP. W tym wyroku też jest sygnał, że Prezydent ma obowiązek przyjęcia ślubowania od osób wybranych do TK niezwłocznie (pkt 271).
A za chwilę oba trybunały międzynarodowe pójdą dalej. To już widać, słychać i czuć. I dlatego koalicja rządząca chce wstawić do TK osoby, które – wbrew Konstytucji – uznają pierwszeństwo prawa międzynarodowego i unijnego nad Konstytucją. Bo TK może to zatrzymać. Dla zwolenników oddawania suwerenności jst więc jasne – należy go rozbroić w wymiarze personalnym. W tym temacie polecam zainteresowanym tekst naukowy “A Review of the Constitutionality of the ECtHR Case Law in the Context of the States Parties’ Obligation Under Art. 46(1) ECHR: A Study Based on the Example of Poland”, Law, Identity and Values, 2025, vol. 5, nr 2, s.111-143.