"Sprawa absolutnie kluczowa". Przydacz: Rząd może liczyć na wsparcie prezydenta
W mediach trwa spór o to, kto odpowiada politycznie za to, że do Polski nie przybędzie ok. 4 tys. żołnierzy USA. Chodzi o pancerną brygadową grupę bojową, która miała trafić do naszego kraju w ramach dziewięciomiesięcznej rotacji na wschodniej flance NATO.
Decyzja nie jest ostateczna?
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej wskazuje, że decyzja Pentagonu może nie być ostateczna. Potrzebna jest jednak współpraca na linii Pałac Prezydencki – rząd. Marcin Przydacz zapewnił, że Karol Nawrocki będzie w tej kwestii wspierał rząd. Jednocześnie zasugerował, kto może być odpowiedzialny za zmianę polityki amerykańskiej administracji wobec Polski.
– Mam tutaj przekonanie, że pewne działania amerykańskie niestety wynikają nie tylko z ich własnych decyzji, ale także i z pewnej narracji, którą sączono przez ostatnie tygodnie i miesiące i która to negatywna wobec Amerykanów narracja, często nieprzemyślane, niepotrzebne wypowiedzi dają asumpt tym, którzy byliby ograniczania wojsk amerykańskich w Europie – stwierdził.
Przydacz apeluje do Czarzastego
Przydacz mówił dalej, że w USA aktywnie działają środowiska, które wskazują, że "skoro Europa i tak nie okazuje swojej solidarności, i tak nie wykazuje swojej proaktywnej postawy, to być może amerykańskie wojska nie są tam potrzebne". Narrację tych grup wzmacniają niestety, jak to ujął, "nieprzemyślane wypowiedzi".
– Pan prezydent, my jako jego administracja staramy się przekonywać co do wartości obecności w Polsce, na wschodniej flance i w Europie szerzej. Natomiast wypowiedzi nieprzemyślane, niepotrzebne, które wynikają raczej z chęci zdobywania malutkich punkcików wewnątrz polskiej debaty publicznej, nie służą temu bezpieczeństwu – powiedział.
– Apeluję z tego miejsca, aby pan premier, pan marszałek Czarzasty powstrzymali się od tych fałszywych i niepotrzebnych, negatywnych antyamerykańskich narracji, bo one nie pomagają sprawie – dodał.