Zainterweniują u Trumpa ws. Polski. "Republikanie są wściekli"
Od kilku dni media i polityków rozgrzewa temat nagłej decyzji amerykańskiej administracji nt. wstrzymania wojsk USA, które miały wkrótce przybyć do Polski w ramach rotacyjnej obecności. Reuters informował, powołując się na anonimowych urzędników z USA, że Pentagon zrezygnował z planów rotacyjnego wysłania około 4 tys. Chodzi o żołnierzy 1. Dywizji Kawalerii. Przedstawiciel armii USA potwierdził tę decyzję w środę, ale nie podał szczegółów. Polskie władze twierdzą, że nie ma obaw o zmniejszenie liczby wojsk USA, które stacjonują na polskim terytorium. Opozycja z kolei przekonuje, że taki ruch Waszyngtonu to efekt nieodpowiedzialnych wypowiedzi premiera Donalda Tuska.
"Gazeta Wyborcza" opisuje w poniedziałek, że decyzja nie spodobała się kongresmenom amerykańskiej Partii Demokratycznej, a także części Republikanów. Źródła dziennika w Waszyngtonie wskazują, że coraz więcej polityków partii Donalda Trumpa jawnie wyraża swoje oburzenie w tej kwestii. Również ci, którzy jesienią będą walczyć w wyborach połówkowych o utrzymanie swojego stanowiska. Zapowiadają interwencję.
"Lekkomyślna i amatorska decyzja"
– Republikanie w Kongresie są wściekli – powiedział gazecie były ambasador USA w Polsce, Daniel Fried. Głos zabrał m.in. senator ze stanu Karolina Północna z ramienia Republikanów Thom Tillis, który ocenił decyzję w sprawie żołnierzy USA w Polsce jako "lekkomyślną", "amatorską" i "a w najgorszym wypadku zabójczą". "Hegseth w dalszym ciągu zaskakuje i okazuje brak szacunku naszym największym sojusznikom oraz najlepszym specjalistom w dziedzinie wojskowości swoimi impulsywnymi decyzjami" – napisał.
Daniel Fried mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że Kongres ma pewne narzędzia nacisku na Biały Dom. Wskazuje na ustawę o autoryzacji wydatków obronnych NDAA 2026, która zawiera restrykcje dotyczące wycofywania wojsk USA z Europy. Zaznacza, że kontrowersyjna rotacja nie podpada pod ustawę, jest jednak jedno "ale". – Kongresmeni mogą ostrzec rząd, że jeśli tego nie naprawi, mogą uchwalić nawet ostrzejsze przepisy, które bardziej związałyby ręce administracji. Mogę sobie łatwo wyobrazić, że znajdzie się odpowiednio wielu Republikanów, którzy dołączyliby w tej sprawie do Demokratów – komentuje.
Analityk z amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) Mark Cancian w rozmowie z dziennikiem wspomina, że zdarzało się w przeszłości, że prezydent zmieniał swoje zdanie pod wpływem "narzekań" kongresmenów. Jak zaznacza, teraz też może do tego dojść.