"Wyborcza" miażdży Trzaskowskiego rok po wyborach. "Naprawdę wierzył, że wygrał"

Dodano:
Rafał i Małgorzata Trzaskowscy Źródło: PAP / Radek Pietruszka
– Piliśmy wino, jedliśmy przekąski, widziałem szczery uśmiech na twarzy Rafała. On naprawdę wierzył, że wygrał –  w ten sposób wieczór wyborczy Rafała Trzaskowskiego wspomina jeden z rozmówców "Gazety Wyborczej", która przeanalizowała, dlaczego prezydent Warszawy przegrał starcie z Karolem Nawrockim.

"Ludzie zapamiętali z całej kampanii dwa obrazki: Rafała proponującego ograniczenie wypłat 800 plus dla ukraińskich dzieci oraz schowanie na debacie tęczowej flagi". Tak jeden z polityków Koalicji Obywatelskiej podsumowuje na łamach "Gazety Wyborczej" kampanię Rafała Trzaskowskiego, która miała zakończyć się marszem do Pałacu Prezydenckiego, a skończyła się porażką i wzajemnymi rozliczeniami wewnątrz obozu władzy. W obszernym tekście opublikowanym przez "Gazetę Wyborczą" w rocznicę wygranej przez Karola Nawrockiego drugiej tury wyborów prezydenckich, politycy KO, sztabowcy, doradcy i eksperci opisują kampanię pełną chaosu, złych decyzji i niewykorzystanych szans.

"Tęczowy Rafał" miał zniknąć

Według rozmówców "Wyborczej" sztab uznał, że Trzaskowski musi zerwać z łatką "tęczowego Rafała", jeśli chce wygrać wyborców centrum i część elektoratu prawicy. – Jedni wyborcy oskarżali prezydenta o chwiejność i zmianę zdania zgodnie z panującą modą. Drudzy poczuli się zwyczajnie oszukani: niby prezydent chodził w Paradach Równości, ale w czasie telewizyjnej debaty schował pod pulpit tęczową flagę – mówi jeden z progresywnych polityków KO.

Według rozmówców gazety sztab był ostrzegany, że takie ruchy wyglądają niewiarygodnie. – Alarmowaliśmy sztab, że to wszystko wygląda niewiarygodnie. Ale na tamtym etapie oni nikogo już nie słuchali. W efekcie prawica nadal widziała w Trzaskowskim "tęczowego Rafała", a część liberalnych wyborców zaczęła traktować go jak polityka gotowego porzucić własne poglądy na potrzeby kampanii.

Krzyże, które "spadły prawicy z nieba"

Drugim ciosem była sprawa usunięcia krzyży w warszawskich urzędach. Według relacji osób cytowanych przez gazetę sam Trzaskowski miał nie wiedzieć, co podpisał. – Rafał dowiedział się o sprawie z pańskiego tekstu, zresztą jak cała KO. Jeszcze bardziej kompromitująco brzmi dalsza relacja.

– Trzaskowski nie przeczytał rozporządzenia przed podpisaniem. Co więcej, nie zrobił tego nikt z gabinetu politycznego prezydenta. Skutki polityczne miały być natychmiastowe. – Te krzyże spadły prawicy z nieba. Od razu wiedzieliśmy, że 20 procent Polaków zostało trwale zaimpregnowane na wszystko, co miał powiedzieć Rafał.

Mocne słowa padają także pod adresem samego Trzaskowskiego w trakcie kampanii. Według współpracowników kandydat nie słuchał rad dotyczących wystąpień publicznych. – Nie wiem, ile razy rozmawiałem z Trzaskowskim, że musi być bardziej konkretny na wiecach i w wywiadach. Ale on nikogo nie słuchał. Jeszcze ostrzej ocenia go inny rozmówca. – Wychodził przed ludzi, gadał coś przez godzinę i nikt z tej paplaniny niczego nie zapamiętywał. – Ludzie nie mieli pojęcia, co miał na myśli i z jakim programem idzie po władzę.

Wino, przekąski i wiara w zwycięstwo

Najbardziej symboliczna scena pojawia się jednak już po wyborach. Według relacji jednego z uczestników wieczoru wyborczego, mimo coraz gorszych danych w sztabie długo panowało przekonanie, że Trzaskowski wygrał. – Piliśmy wino, jedliśmy przekąski, widziałem szczery uśmiech na twarzy Rafała. On naprawdę wierzył, że wygrał.

Rozmówca "Wyborczej" twierdzi, że sztabowcy przekonywali kandydata, iż sondażownie zaniżyły jego wynik.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...