Ukraiński politolog o gloryfikacji UPA. "Problem tkwi w wewnętrznej polityce Polski"

Dodano:
Flaga Ukrainy Źródło: Pixabay / wal_172619
"Naiwnie byłoby liczyć na to, że Ukraina będzie pisała swoją historię na nowo po myśli Polski" – mówi Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog.

W ubiegłą środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydował o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia "Bohaterów UPA".

W wydanym dekrecie ogłosił, że nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy".

Ukraiński politolog: Kult Bandery to skutek wojny

Większość polskich polityków i komentatorów nie kryje oburzenia. Głos zabrał Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" wskazał, że nie sądzi, iż "Zełenski oczekiwał akurat tak gwałtownej reakcji Polski". "Formalnie w takich sytuacjach prezydent podpisuje rozporządzenie, ale propozycja pochodzi od osób z jego otoczenia albo dowódców wojskowych. Być może ktoś postanowił w ten sposób zrobić taki patriotyczny krok i zainicjował taką decyzję. Ostatnio było wiele inicjatyw, m.in. utworzenie memoriału bohaterów walki o niepodległość. Miały miejsce ponowne pochówki osób związanych z OUN i UPA. Trwa kampania informacyjna związana z tematem patriotyzmu ukraińskiego i walką o niepodległość. Nie od dzisiaj mamy z Polską pewien dysonans w stosunku do OUN i UPA. W warunkach wojny uwaga do tych formacji nagle wzrosła. Dotychczas, oprócz zachodniej Ukrainy, nigdy nie mieliśmy kultu Bandery. Ale teraz jest. Taki jest skutek wojny. Nikt w Kijowie swoją decyzją nie chciał urazić Polaków" – przekonuje.

Politolog mówi, że nie wiadomo, czy ktoś z otoczenia prezydenta odradzał mu taką decyzję. "Ale na pewno są ludzie, którzy promują takie podejście. Chodzi o Instytut Pamięci Narodowej oraz niektóre osoby w biurze prezydenta. I nie mam wątpliwości co do tego, że osoby te nie przejmują się reakcją Polski. Owszem, w Polsce to wywołało trzęsienie ziemi, ale to też pokazuje protekcjonalny stosunek do Ukrainy. OUN i UPA to część historii Ukrainy i nie da się tego wytrzeć. Stanowisko Polski nie zmieni stosunku Ukraińców do tych formacji" – stwierdza.

"Ukraina nie będzie pisała historii po myśli Polski"

Fesenko, odpowiadając na pytanie o rozliczenie ludobójstwa na Polakach, powiedział, że "do zabójstwa Ukraińców też dochodziło".

"Naiwnie byłoby liczyć na to, że Ukraina będzie pisała swoją historię na nowo po myśli Polski. Przecież nie chodzi o historię. W Polsce z różnych powodów nasiliły się antyukraińskie nastroje i niektórzy polscy politycy, w tym prezydent, próbują to wykorzystać, podgrzewając te nastroje. Myślę, że problem tkwi w wewnętrznej polityce Polski. Temat OUN i UPA w Ukrainie nie pojawił się wczoraj, tyle że stosunek Ukraińców do tego tematu mocno się zmieniał po 2014 r. Wszystko przez wojnę z Rosją i to się nie zmieni w namacalnej przyszłości. Ale to (stosunek do OUN/UPA – red.) wynika z wewnątrzpolitycznych procesów w Ukrainie i to nie ma związku z historią. To nie jest związane z Polską i w żaden sposób nie jest przejawem jakichś antypolskich nastrojów. Chodzi o nasilenie nastrojów radykalno-patriotycznych. Ale proszę zrozumieć jedną rzecz – nie będzie przepisywania historii Ukrainy według polskich wzorców. Słusznie powiedział minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski, który mówił o tym, co nas łączy, a nie dzieli" – podsumował.

Źródło: rp.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...