"Lody za pasek". Horna-Cieślak niespodziewanie pojawiła się w Pszczynie

Dodano:
Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak Źródło: PAP / Leszek Szymański
Po fali krytyki związanej ze sprawą zakończenia akcji "lody za pasek" Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak osobiście pojawiła się w Pszczynie.

W mediach społecznościowych przekonywała później, że wokół całej sprawy doszło do "absurdalnej manipulacji", a żadnego zakazu nie było. Relacja właścicielki "Lodziarni Pod Dębem" rzuca jednak inne światło na kulisy wizyty.

Burza wokół "lodów za pasek"

Afera wybuchła po informacji, że po 25 latach zakończona zostanie akcja darmowych lodów dla uczniów ze świadectwem z czerwonym paskiem. Właściciele "Lodziarni Pod Dębem" poinformowali, że decyzja ma związek z pismem otrzymanym od Rzecznika Praw Dziecka. Według stanowiska Biura RPD akcje uzależniające nagrody od wyników w nauce mogą wywoływać negatywne skutki społeczne, generować presję, promować niezdrową rywalizację i prowadzić do wykluczenia dzieci, które nie osiągają najlepszych wyników.

Sprawa szybko wywołała falę komentarzy. Mieszkańcy Pszczyny bronili wieloletniej tradycji, a w mediach społecznościowych pojawiły się setki krytycznych wpisów pod adresem Rzecznik Praw Dziecka. Publicysta Łukasz Warzecha nazwał działania urzędu "kretyńską interwencją".

"Za wszelką cenę chciałam uniknąć tego spotkania"

Jak relacjonuje właścicielka lodziarni, pierwsze pismo w sprawie "lodów za pasek" trafiło do niej już w lipcu ubiegłego roku. Chciała wtedy wyjaśnić sprawę bezpośrednio z rzeczniczką. – Pracownicy Biura RPD odesłali mnie z kwitkiem. Obiecali jednak, że pani rzecznik na pewno skontaktuje się telefonicznie – mówiła. Według jej relacji przez kolejnych dwanaście miesięcy do takiego kontaktu nie doszło. Dopiero gdy sprawa stała się głośna w całej Polsce, Monika Horna-Cieślak zdecydowała się na osobistą wizytę w Pszczynie.

Sama właścicielka nie ukrywa, że nie była zainteresowana rozmową. – Pani rzecznik nie zapowiedziała swojej wizyty. Zadzwoniła do mnie późnym popołudniem, że chciałaby się ze mną spotkać. Za wszelką cenę chciałam uniknąć tego spotkania. Zgodziłam się po dłuższych namowach – powiedziała. Jak relacjonowała, podczas rozmowy Monika Horna-Cieślak przekonywała ją, że "to nie jest tak" i że szkoda, iż wcześniej nie rozmawiały na ten temat.

Pani Jolanta Hałas twierdzi jednak, że treść pisma odebrała jednoznacznie. – Nawet jeśli w piśmie nie było napisane "kategorycznie zabraniam", to jednak było napisane, że powinnam to zatrzymać. Chciałam uniknąć problemów w sytuacji, gdyby ktoś jeszcze raz wysłał na mnie donos, że kontynuuję praktykę "lodów za pasek". Skąd mam wiedzieć, jakie konsekwencje by mi za to groziły? – pytała.

Wspólne zdjęcie i "manipulacja"

Po spotkaniu Monika Horna-Cieślak opublikowała w serwisie X wspólne zdjęcie z właścicielką lodziarni. "Poziom absurdalnej manipulacji wobec p. Joli oraz mnie osiągnął niebywałe szczyty. Nie było żadnego zakazu. Przesyłamy razem z ekipą z Lodziarni pod Dębem moc życzliwości!" – napisała. We wpisie na X rzeczniczka poinformowała również o planowanych "wspólnych działaniach" z właścicielką lodziarni i starostwem.

Źródło: X / Niezależna.pl/ DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...