"Za głupia czy za stara?". Richardson odrzucona przez TVP
Monika Richardson przez wiele lat była związana z mediami publicznymi. W TVP prowadziła m.in. show "Europa da się lubić". Obecnie Richardson określa siebie jako "drobna przedsiębiorczyni, celebrytka i influencerka". Prowadzi na YouTube kanał "Monika Richardson zaprasza", gdzie prowadzi rozmowy z gośćmi. U Richardson byli m.in. Maciej Orłoś, Katarzyna Bonda i Prof. Jan Hartman.
Choć prezenterka ogłosiła jakiś czas temu, że jej przygoda z telewizją definitywnie dobiegła końca, najwidoczniej zmieniła zdanie. Szansą na powrót do TV miał być udział w nowym programie TVP "Omnibus – szybcy i mądrzy". W show znane osoby rywalizują ze sobą, odpowiadając na pytania.
Jednak jak relacjonuje Monika Richardson, jej zgłoszenie nie zostało przyjęte przez producentów programu. "Wiadomość z ostatniej chwili: nie zakwalifikowałam się do teleturnieju "Omnibus. Szybcy i mądrzy" w TVP. Zadzwoniło do mnie słodkie dziecko od producenta Rochstar z tą smutną wiadomością. Ale powiedziała, że zapiszę sobie mój numer...! Jak myślicie: jestem za głupia czy za stara?" – pyta gorzko swoich obserwatorów.
Richardson ujawnia, ile zarabiała w TVP. Kwota robi wrażenie
Monika Richardson w TVP pracowała od lat 90. prowadząc wiele programów, w tym popularny show "Europa da się lubić". W 2011 r. rozstała się z TVP i przeszła do kanału TTV. Po dwóch latach wróciła do telewizji publicznej i do 2019 r. współprowadziła "Pytanie na śniadanie", a także reaktywowaną przez TVP2 "Europę da się lubić". Razem z Michałem Olszańskim, w maju 2019 r., poprowadziła słynny wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. Jesienią została odsunięta od programu i zniknęła z mediów publicznych.
W jednym z ostatnich wywiadów Monika Richardson odniosła się do okresu swojej największej rozpoznawalności, kiedy była związana z TVP i brała udział w programie "Taniec z gwiazdami". Opowiedziała o swoich dochodach oraz zasadach współpracy z publicznym nadawcą, podkreślając, że, pod względem finansowym, był to dla niej wyjątkowo korzystny etap w życiu.
– Ja zarabiałam w pewnym momencie bardzo dobrze i powiem wam, że to była tak zwana dwururka [gwarantowana pensja niezależnie od liczby zleceń – przyp. red.] – wyznała w podcaście "Mój świat". – Kontrakt gwiazdorski to znaczy, czy się stoi, czy się leży 40 tysięcy się należy – wyjaśniła.
Była gwiazda Telewizji Polskiej zaznaczyła przy tym, że nie znajdowała się wśród najlepiej opłacanych prezenterów stacji. – Byli jednak lepsi ode mnie, bo niektórzy zarabiali w TVP 80 i 100 tysięcy złotych, żeby była jasność – podkreśliła.