Ex oriente lux
Miałem zaszczyt być moderatorem pierwszego panelu podczas tego bardzo prestiżowego spotkania, zorganizowanego przez konserwatywną fundację „New Direction”, działającą na szczeblu europejskim, mającą siedzibę w Brukseli i związaną z partią Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
Cała konferencja była „pilotowana” przez reprezentantkę Rumunii w zarządzie „New Direction” – profesor prawa Marię Georgianę Teodorescu, posłankę do Parlamentu Europejskiego z ramienia prawicowej AUR. W moim panelu wystąpili: Vlad Mureșan z Rumunii, wykładowca Uniwersytetu Babeș-Bolyai, Mario Fantini z Włoch, redaktor naczelny „The European Conservative”, oraz Andrej Kolárik ze Słowacji – prawnik, sędzia (!) i dyrektor wykonawczy konserwatywnego „szczytu” organizowanego przez Instytut Ladislava Hanusa.
Konferencja w Rumunii była wyjątkowa, ponieważ dotyczyła nie polityki czy wyborów – co najbardziej interesuje polityków – ale czegoś być może ważniejszego: kultury, cywilizacji i religii. A to przecież powinno interesować polityków najbardziej.
Już Karol Marks – wybaczcie, że cytuję go na portalu niemającym nic wspólnego z lewicą czy marksizmem – wiedział, że obok gospodarczej „bazy” bardzo ważna jest ideologiczna „nadbudowa”.
W perspektywie długoterminowej polityka konserwatywna ma sens tylko wtedy, jeżeli będzie walczyć o tradycyjne wartości na uczelniach, w szkołach, filmie, teatrze i literaturze. Jeśli tego my, konserwatyści, nie będziemy robić, to przegramy – nawet jeśli siłą rozpędu wygramy jeszcze jakieś wybory.
Cytowałem tu Marksa. I jest jak u Alfreda Hitchcocka: było trzęsienie ziemi, a potem napięcie jeszcze rośnie, bo teraz zacytuję szefa Komisji Europejskiej.
Nie, spokojnie – nie Ursulę Gertrud von der Leyen, ale Jacques’a Delorsa, który przez dziesięć lat był przewodniczącym Komisji Europejskiej.
Zapytany po zakończeniu swojej pracy w Brukseli, co zrobiłby inaczej, gdyby jeszcze raz mógł zacząć kierować Komisją Europejską, odpowiedział, że największym błędem było to, iż nie zajmowano się kulturą.
Nie powtarzajmy błędów eurokratów. Nie wchodźmy w buty Brukseli i jej liderów. I po to także była ta konferencja: żeby pokazać, jak ważna dla Europy jest religia oraz kultura, dla której punktem odniesienia jest właśnie religia.
Kultura – szeroko rozumiana – jest czymś trwalszym niż polityka. Bez tej pierwszej nie ma poważnej, zmieniającej życie ludzi i wspólnoty POLITYKI przez duże „P”.
PS
W tekście zawarto tezy mojego wystąpienia na konferencji „New Direction” w Rumunii (Jassy).