Żywność jak dla zwierząt. To jedli rosyjscy żołnierze na Ukrainie
Rosyjski Komitet Śledczy prowadzi dochodzenie w sprawie dostaw fałszowanych konserw mięsnych dla armii rosyjskiej, która prowadzi walki na Ukrainie. Śledztwo zostało wszczęte po tym, jak wykryto dużą partię budzących wątpliwości puszek w magazynach 25. Armii Rosji w okupowanym obwodzie ługańskim.
Zamiast jedzenia wysokiej jakości, tuszonka z chrząstkami i skrobią
Według materiałów śledczych, do żołnierzy na front trafiło około 170 ton konserw, które miały być "tuszonką wysokiej jakości". Badania wykazały jednak, że zamiast pełnowartościowego mięsa zawierały głównie skóry, chrząstki, nadmierną ilość skrobi oraz karagen. Konserwy były sprzedawane wojsku jako produkt wysokiej jakości, chociaż ich rzeczywisty skład przypominał tanią karmę dla zwierząt. "W puszkach zamiast mięsa wysokiej jakości (...) są resztki skór i chrząstek, podwyższona zawartość skrobi oraz karagenu" – opisuje "Rzeczpospolita. Choć karagen sam w sobie jest powszechnie dopuszczony do użytku, to jego nadmierne użycie w produkcie, który określono jako "wysokojakościowy", budzi wątpliwości.
Prokuratura skontrolowała zakład przetwórstwa mięsnego w Seljatino pod Moskwą i potwierdziła liczne nieprawidłowości produkcyjne. Stwierdzono m.in. rażąco obniżoną zawartość białka. Produkty uznano za nieodpowiednie dla żołnierzy, zwłaszcza wykonujących zadania bojowe.
Korupcja. Ktoś na tym zarobił
Okazuje się, że na procederze mieli zarabiać powiązani ze sobą biznesmeni i wojskowi urzędnicy. Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej wszczął postępowanie w sprawie oszustwa popełnionego przez zorganizowaną grupę na wyjątkowo dużą skalę. Szkody budżetu szacowane są na 700 mln rubli (36 mln zł). W proceder zaangażowanych było sześć osób – wśród nich Wiktor Taraziewicz, który do maja 2026 r. był naczelnikiem wydziału żywności w departamencie zaopatrzenia Ministerstwa Obrony Rosji – informuje "Rz".
Według gazety sprawa ta pokazuje problemy rosyjskiego systemu zaopatrzenia wojskowego podczas wojny z Ukrainą.