"Można się spodziewać najgorszego". Kaczyński nie ma złudzeń
Prezes PiS Jarosław Kaczyński stawił się w środę rano w prokuraturze, by zeznawać w sprawie tzw. dwóch wież. Podczas konferencji prasowej polityk przyznał w czwartek, że "to było przesłuchanie zgodne z normami prawa".
Kaczyński uważa jednak, że Roman Giertych w tej sprawie nie powinien być pełnomocnikiem, gdyż obaj są swymi konkurentami politycznymi. – To nie jest sytuacja, która pozwala na zachowanie zgodne z regułami prawa. Oczywiście, adwokat, pełnomocnik nie ma takich zobowiązań jak prokurator czy sędzia. Ja o tym wiem, ale w tym wypadku ta granica została przekroczona – stwierdził.
Polityk stwierdził w Polsce powszechnie łamane jest prawo. – Będziemy robić wszystko, żeby tę sytuację w Polsce odwrócić. Nie tylko odbudować demokrację i praworządność, ale ją zabezpieczyć. Prawo i Sprawiedliwość stoi na straży wolnej Polski, w której nie ma miejsca na obcy dyktat, cenzurę i niebezpieczne eksperymenty migracyjne brukselskich elit – przekonywał.
Kaczyński: Wolność słowa zagrożona
Polityk był też pytany o komentarz do decyzji sądu ws. częściowego zwolnienia Michała Rachonia z zachowania tajemnicy ws. okoliczności publikacji nagrań rozmów telefonicznych Romana Giertycha z Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kurskim.
Jego zdaniem ta decyzja może świadczyć o dążeniu do likwidacji wolności słowa.– Zbliżają się wybory, więc można się spodziewać wszystkiego najgorszego. To jest władza, która nie ma żadnych oporów, ale przede wszystkim to władza zewnętrzna. To władza, która rządzi dzięki poparciu zewnętrznemu, przede wszystkim Niemiec – mówił Kaczyński.
W czerwcu 2025 roku Telewizja Republika opublikowała fragmenty nagrań rozmów telefonicznych z 2019 roku, w których uczestniczył Roman Giertych. Ujawnione materiały obejmowały m.in. rozmowę z Donaldem Tuskiem dotyczącą układania list wyborczych oraz rozmów prowadzonych z ówczesnym liderem Platformy Obywatelskiej Grzegorzem Schetyną na temat ewentualnego startu Giertycha w wyborach parlamentarnych.
Wśród opublikowanych nagrań znalazły się również rozmowy z Jarosławem Kurskim i Wojciechem Maziarskim, którzy w tamtym czasie byli związani z "Gazetą Wyborczą". Dotyczyły one publikacji listu Macieja Giertycha, ojca Romana Giertycha, który apelował do wyborców o nieoddawanie głosu na PiS, argumentując to troską o dobro Kościoła katolickiego w Polsce.
Po ujawnieniu nagrań Roman Giertych zawiadomił organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa. Podobny krok zapowiedział także Jarosław Kurski. Postępowanie w tej sprawie trafiło do Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, a w drugiej połowie lipca Roman Giertych został przesłuchany w charakterze świadka.