"Biorę pełną odpowiedzialność". Szef CBA reaguje na śledztwo ws. Pegasusa
Sprawa dotyczy wykorzystywania przez funkcjonariuszy oprogramowania Pegasus.
"Nikt nie stoi ponad prawem"
W opublikowanym w niedzielę rano oświadczeniu Tomasz Strzelczyk zapewnił, że CBA współpracuje z prokuraturą w prowadzonych postępowaniach, także w śledztwie dotyczącym pozyskania i wykorzystania systemu Pegasus. "Moim priorytetem jest, aby Centralne Biuro Antykorupcyjne działało w oparciu o bezwzględne poszanowanie obowiązującego prawa. Kieruję się zasadą, że nikt nie stoi ponad prawem, niezależnie od zajmowanego stanowiska czy pełnionej funkcji" – napisał szef CBA.
Dodał, że konsekwencją działań prokuratury było natychmiastowe zwolnienie ze służby jednej z funkcjonariuszek, wobec której przedstawiono zarzuty. "Wszelkie działania naruszające przepisy prawa lub procedury wewnętrzne będą spotykały się z natychmiastową i stanowczą reakcją" – podkreślił Strzelczyk.
Na końcu oświadczenia zaznaczył również, że bierze "pełną odpowiedzialność za politykę kadrową prowadzoną obecnie w Biurze".
Zarzuty dla trojga funkcjonariuszy
12 czerwca Prokuratura Krajowa poinformowała o przedstawieniu zarzutów Jarosławowi W., byłemu dyrektorowi Delegatury CBA w Warszawie, Katarzynie S., byłej naczelnik Wydziału I Operacyjno-Śledczego tej delegatury, oraz Angeli P., ekspertce tego samego wydziału. Według śledczych cała trójka miała działać wspólnie przy dwóch czynach związanych z nielegalnym stosowaniem kontroli operacyjnej.
Pierwszy zarzut dotyczy działań wobec adwokata. Jak wskazuje prokuratura, funkcjonariusze mieli doprowadzić do objęcia go kontrolą operacyjną i wielokrotnego przedłużania tej kontroli mimo braku podstaw prawnych. Zarzuty obejmują także nieuprawnione pozyskanie danych z telefonu, w tym wiadomości SMS, e-maili oraz korespondencji z komunikatorów iMessage i WhatsApp. Śledczy wskazują, że działania te naruszały tajemnicę obrończą i adwokacką. Drugi zarzut dotyczy zastosowania kontroli operacyjnej wobec osoby związanej z branżą PR. Według prokuratury miało do tego dojść na podstawie materiałów pozyskanych wcześniej podczas działań wobec adwokata.
Śledczy twierdzą, że wnioski kierowane do sądu opierały się na materiałach zdobytych bezprawnie, a funkcjonariusze mieli wprowadzić w błąd pierwszego zastępcę prokuratora generalnego oraz sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie.
Podejrzani nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Wobec Angeli P. zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze.