Tajemnicze problemy kluczowego zakładu. "To część strategicznej infrastruktury"
Skórzec – wieś położona w powiecie siedleckim w województwie mazowieckim. Gmina zajmuje powierzchnię około 119 km² i liczy ponad 8 tysięcy mieszkańców. To tu znajduje się Zbiornica Sórzec, a więc jeden z największych i najnowocześniejszych zakładów pośrednich w kraju, zajmujący się zbiórką i transportem produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego kategorii oraz odpadów zwierzęcych i roślinnych. To zarazem jeden z nielicznych zakładów tego typu w Polsce, chociaż jego rola przy prowadzeniu gospodarstw rolnych jest nie do przecenienia. Dlaczego?
Zbiornica niezbędna w rolnictwie
Zbiornica padłych zwierząt to wyspecjalizowany punkt gromadzenia i przeładunku produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego. Trafiają tam martwe zwierzęta gospodarskie, domowe oraz odpady poubojowe w celu bezpiecznego i legalnego przetransportowania do zakładów utylizacyjnych. Miejsca te pełnią również kluczową rolę sanitarną w zapobieganiu rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych. Co ważne, rolnicy i hodowcy mają prawny obowiązek zgłaszania padłych sztuk i przekazywania ich uprawnionym podmiotom. Innymi słowy, każde zwierze, które padnie, musi zostać zutylizowane.
– Zakłady zajmujące się odbiorem i zagospodarowaniem produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego są niezwykle ważnym elementem bezpieczeństwa państwa i funkcjonowania polskiego rolnictwa. To właśnie one odpowiadają za sprawne usuwanie padłych zwierząt oraz odpadów biologicznych, co ma kluczowe znaczenie dla ograniczania ryzyka rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych, takich jak ASF czy ptasia grypa. Bez tego typu infrastruktury nie jest możliwe utrzymanie bezpieczeństwa sanitarnego gospodarstw rolnych, stabilności produkcji żywności, ani ciągłości działania całego sektora hodowlanego. Rolnicy muszą mieć pewność, że w sytuacjach kryzysowych system odbioru i utylizacji działa szybko, skutecznie i zgodnie z najwyższymi standardami.
Dlatego tego rodzaju przedsiębiorstwa należy postrzegać nie tylko jako działalność gospodarczą, ale jako część strategicznej infrastruktury wspierającej bezpieczeństwo żywnościowe kraju – wyjaśnia Monika Przeworska, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.
Dynamiczna ewolucja
Co ważne, w ostatnich latach dzięki rewolucji technologicznej odpady z przetwórstwa mięsnego zaczęły wracać na rynek jako cenne biopaliwa, kosmetyki oraz czysta energia, napędzając transformację w stronę gospodarki obiegu zamkniętego. – Dekadę temu naszym podstawowym celem była bezpieczna neutralizacja materiału biologicznego. Dziś coraz częściej zajmujemy się odzyskiem surowców, energii i komponentów, które wracają do użytku – podkreśla Marcin Cabaj, prezes Zbiornicy Skórzec.
Współczesne zakłady przetwarzania kierują odzyskane substancje do zaawansowanych gałęzi przemysłu. Tłuszcze zwierzęce stanowią pożądany komponent do produkcji ekologicznych biopaliw, zaś pozyskiwane składniki kolagenowe stały się cennym półproduktem dla koncernów farmaceutycznych oraz kosmetycznych.
Zbiornica Skórzec działa nieprzerwanie od blisko 40 lat i – co ważne dla tej historii – jest w całości finansowana przez polski kapitał. Firma zatrudnia ponad 150 osób, a swoim zasięgiem obejmuje nie tylko województwo mazowieckie, ale również lubelskie i podlaskie, a więc de facto prawie całą wschodnią Polskę.
Tajemnicze problemy
Jednak od kilku miesięcy Zbiornica Skórzec zaczęła mieć problemy. Mieszkańcy gminy skarżą się bowiem na uciążliwy odór i domagają się interwencji. W efekcie, sprawą zajęły się służby i rozpoczęły kontrole. Prowadzą je Inspekcja Weterynaryjna, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska oraz powiatowy nadzór budowlany i starostwo powiatowe. Sprawdzana jest m.in. Weryfikacja przestrzegania przepisów i decyzji administracyjnych w zakresie ochrony środowiska.
Gmina wezwała również właściciela zbiornicy do wyjaśnień. Wójt gminy Jerzy Długosz przyznał publicznie, że właściciel firmy poinformował, iż zgodnie z posiadanymi zezwoleniami na miejscu odbywa się pasteryzacja odpadów zwierzęcych. – Właściciel odbył spotkanie z radą gminy, na którym przedstawił nam program minimalizowania tej uciążliwości funkcjonowania tego zakładu. W ciągu najbliższych miesięcy problem tego uciążliwego zapachu zostanie zniwelowany. Wiadomo, że jest to proces, który nie trwa jeden dzień – powiedział w rozmowie z "Radiem dla Ciebie".
Warto podkreślić, że właściciel Zbiorni Skórzec od dłuższego czasu inwestuje i wprowadza działania, które mają rozwiązać zaistniałą sytuację. Jak mówi, zależy mu na dobrych relacjach z mieszkańcami i gminą. – Sama forma transportu, wywozu, czy też momenty przeładunku generują oczywiście emisję zapachową, ale pracujemy nad tym. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom zainwestowaliśmy dodatkowe środki w filtrację powietrza, jak np. w kurtyny zamgławiające, czy filtr węglowy. Do końca miesiąca wszystko będzie gotowe. Jesteśmy też po szeregu spotkań i nie absolutnie pozostajemy głusi na informacje ze strony mieszkańców – tłumaczy Marcin Cabaj, właściciel Zbiorni Skórzec.
Przedsiębiorca chciałby również przy zakładzie wybudować biogazownię, która ostatecznie rozwiązałaby problem, ponieważ transport odpadów do instalacji odbywałby się pod ziemią. Ponadto, jedna biogazownia o mocy 1 MW produkuje około 9 GWh zielonej energii rocznie, a taki wolumen pozwala na całkowite pokrycie zapotrzebowania na prąd dla około 3 tysięcy gospodarstw domowych. Cabaj podkreśla, że obecne zakłady przetwarzania nie mają już nic wspólnego z instalacjami sprzed dekad.
Tyle, że na to nie chcą zgodzić się mieszkańcy, którzy m.in. zgłosili uwagi do projektu Planu Ogólnego Gminy (POG). Jak wskazują, problemem nie są tylko przykre zapachy, ale także potencjalna możliwość roznoszenia niebezpiecznych substancji na kołach jeżdżących samochodów, co może zagrażać okolicznym gospodarstwom hodowlanym.
Ogromne pieniądze w tle
– Społeczeństwo musi zdać sobie sprawę, że odpady pochodzenia zwierzęcego nie znikają same. Jeśli nie stworzymy infrastruktury, która je obsłuży, problem nie zniknie, ale wróci w dużo gorszej formie (...) Żeby system działał, potrzebna jest jedna rzecz – zrozumienie. Cały system działa tylko wtedy, gdy wszystkie jego elementy – od mieszkańca, przez firmy, po infrastrukturę – są ze sobą spójne. To, co wyrzucamy dziś, wraca do nas jutro – w jakości środowiska, zdrowiu i kosztach, które wszyscy ponosimy – tłumaczy prezes Zbiornicy Skórzec.
W całej sprawie ważna jest jeszcze jedna rzecz – ogromne pieniądze. Z szacunków Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) wynika, że na terenie Unii Europejskiej każdego roku generuje się ponad 20 mln ton produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego. Eksperci wskazują, że potencjał tego biznesu jest ogromny i cały czas rośnie, a do 2031 roku globalny rynek związany z upcyclingiem może osiągnąć wartość blisko 100 mld dolarów.
Pytanie, czy obecne problemy Zbiorni Skórzec, która od blisko 40 lat z powodzeniem funkcjonuje na rynku można więc uznać za przypadek? Niewykluczone, że to dopiero cisza przed burzą. Zwłaszcza, że za rogiem czai się zachodnia konkurencja, która bez skrupułów wypycha polskich przedsiębiorców z rynku.