28-letni lekarz-milioner z KO. "Niezadowolenie w strukturach sięga sufitu"
Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz i radny Koalicji Obywatelskiej w warszawskiej dzielnicy Ursus, tylko w ubiegłym roku zarobił 1,6 mln zł. Z jego oświadczenia majątkowego wynika również, że posiada nowy samochód za ponad pół miliona złotych oraz mieszkanie warte blisko milion złotych.
Pełne prawo wykonywania zawodu uzyskał zaledwie półtora roku temu. Co więcej, nie ma specjalizacji. Mimo to pracuje w czterech warszawskich, publicznych placówkach medycznych, a nawet pełni funkcję koordynatora SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie (placówka jest własnością miasta).
Szpital Południowy poinformował, że Dawid Kacprzyk w 2025 roku wypracował łącznie 3 976 godzin, co daje 331 godzin miesięcznie i średnio 11 godzin dziennie. Placówka podkreśliła, że zarobki młodego lekarza nie odbiegają od stawek rynkowych. Z kolei Naczelna Izba Lekarska przekazała, że 28-latek jest wśród 1 proc. najlepiej zarabiających medyków w Polsce.
W czasie dyżurów lekarz i radny KO występował w telewizji i brał udział w politycznych spotkaniach.
Lekarz-milioner z KO. Radnych zapytano o Dawida Kacprzyka
Portal Intera.pl skontaktował się z radnymi dzielnicy Ursus. Pełniący z ramienia KO funkcję przewodniczącego rady Dariusz Pastor odmówił serwisowi komentarza.
Jeden z radnych opozycji powiedział, że "Koalicja Obywatelska schowała głowę w piasek i się nie odzywa". "Czekają pewnie na to, co tam będzie się działo ze strony władz miasta i Naczelnej Izby Lekarskiej. Wiem, że w strukturach są bardzo niezadowoleni. Niezadowolenie sięga sufitu ze względu na to, że to kolejna nieprzyjemna rzecz, która w nich uderza, a z którą bardzo wiedzą, co zrobić" – dodał.
Radni – niezależnie z którego ugrupowania – przyznają jednak, że o sprawie Dawida Kacprzyka wcześniej nie wiedzieli – dowiedzieli się z niej dopiero z mediów.
– Jestem w szoku, że miał takie zarobki – mówi portalowi jeden z radnych opozycji.
Inny zauważa, że "jest przewodniczącym Komisji Oświaty". – Jej posiedzenia się odbywały, on im przewodniczył. Nie rzuciło nam się w oczy nic szczególnego, jeśli chodzi o jego nieobecności – dodał.
Radny zauważył, że Dawidowi Kacprzykowi nieobecności się zdarzały, ale – jak tłumaczył – "były one na tyle rzadkie, że nie wykraczały poza normę".
– On w ogóle jest bardzo aktywny. Może trochę jego aktywności nieco osłabły, ale nie było w tym przesady. Być może zdarzyło się, że raz na miesiąc Komisja Oświaty się nie odbyła. Nie mieliśmy poczucia, że inne zajęcia odciągały go od działalności w Radzie – mówił.
Podkreślił, że "wszyscy mamy jakieś roboty, wszyscy prowadzimy jakieś działalności lub jesteśmy na etatach". – Jak do tej pory nie miałem potrzeby, żeby się interesować tym, jak się rozwija kariera u pana radnego Kacprzyka – wskazał.
Kolejny radny dzielnicy Ursus zauważa w rozmowie z portalem Interia.pl, że w ostatnim czasie Dawida Kacprzyka było trochę mniej.
– Na pewno na początku kadencji był bardziej aktywny. Wydaje się, że od kiedy objął stanowisko koordynatora SOR w Szpitalu Południowym, frekwencja znacząco mu poleciała – powiedział.
"Nie wyglądał, jak Szumowski w pandemii"
Inny radny stwierdził, iż nie wydaje mu się, żeby nawet taką podstawową aktywność w radzie faktycznie można było połączyć z pracą po 11 godzin dziennie w szpitalu.
Radny dzielnicy Ursus pytany, czy po Dawidzie Kacprzyku widać było zmęczenie wynikające z przepracowania w szpitalu, odparł, że "nie wyglądał jak minister Szumowski w pandemii COVID". – Nic nie wskazywało na skrajne przepracowanie – dodał.