IPN kończy poszukiwania ofiar rzezi w Hucie Pieniackiej. Ekshumacje dopiero za rok
Polska ekspedycja, która przez ostatnie dni badała teren nieistniejącej już wsi, natrafiła na zbiorowe miejsca pochówku, w których – według wstępnych szacunków – mogą spoczywać szczątki około 100 osób.
Przełom czwartego dnia
Prace ruszyły 9 czerwca. Początkowo archeolodzy badali teren w pobliżu dawnej świątyni. Przełom nastąpił czwartego dnia, kiedy natrafiono na pierwsze ludzkie szczątki. Już wtedy było jasne, że badacze mają do czynienia ze zbiorową mogiłą. Kości były częściowo spalone, a sposób ich ułożenia wskazywał, że ofiary zostały pogrzebane w pośpiechu, bez trumien i bez jakiegokolwiek poszanowania.
Instytut poinformował, że szczątki noszą ślady nadpaleń i urazów.
Przebadano ponad 4 tysiące metrów
Jak poinformował ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, w trakcie ekspedycji przebadano ponad 4 tys. metrów kwadratowych terenu. – Przestrzeń, którą przebadaliśmy, to ponad 4 tys. m kw. Na terenie odnaleźliśmy szczątki, to wykop liczący ok. 200 m kw. Natomiast sama jama, czy jamy, bo jeszcze nie wiemy, czy są obok siebie, to ponad 72 m kw. – powiedział. Łącznie ludzkie szczątki odkryto w około 25 miejscach. – Na całej tej przestrzeni 72 metrów kwadratowych są szczątki noszące ślady uszkodzeń – dodał.
Choć obecnie mówi się o około stu osobach, IPN podkreśla, że rzeczywista liczba ofiar może być dużo większa. – Odsłoniliśmy niewiele, więc trudno powiedzieć. Zakładając jednak i łącząc relacje, które znamy, biorąc pod uwagę przestrzeń, na której odnaleziono szczątki, to będzie na pewno bardzo dużo osób – raczej kilkaset niż kilkadziesiąt – zaznaczył ks. Trzaska. Na razie wszystkie odnalezione szczątki zostały zabezpieczone.
Ekshumacje najwcześniej za rok
To jednak nie koniec prac. Kolejnym etapem będą ekshumacje, ale – jak zaznacza IPN – potrzebne są odrębne zgody strony ukraińskiej. Zdaniem przedstawicieli Instytutu realny termin rozpoczęcia tych działań to dopiero przyszły rok.
– Nawet gdybyśmy otrzymali zgodę wcześniej, rozpoczęcie prac jesienią byłoby trudne i ryzykowne. Ziemia jest tutaj twarda, a przy złej pogodzie praca staje się bardzo utrudniona – tłumaczył ks. Trzaska. Same ekshumacje mogą potrwać od sześciu do nawet dziesięciu tygodni.