• Autor:Ryszard Czarnecki

Przyszła kryska na Starmera

Dodano:
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer Źródło: PAP/EPA / NEIL HALL
Premier Jego Królewskiej Mości Keir Starmer podał się do dymisji. To świetna wiadomość dla Polski i to z paru powodów.

Po pierwsze: karma wraca. Służby lokatora 10 Downing Streat nie wpuściły do Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej polskiego europosła Dominika Tarczyńskiego, który miał przemawiać na wiecu prawicowej opozycji. Te same służby, podległe lewicowemu rządowi, przetrzymały kilka godzin na lotnisku innego prawicowego polityka z Polski, Sławomira Mentzena. Czy to wolność słowa a la Labour Party? Niestety, jest gorzej. Podobne represje spotkały za rządów Partii Konserwatywnej (sic!) prawicowego dziennikarza Rafała Ziemkiewicza i prawicowego polityka Janusza Korwin-Mikkego. Jest więc to problem brytyjski, a nie brytyjskiej lewicy. Nie zmienia to faktu, że wina obecnego rządu w Londynie, gdy chodzi o tłumienie wolności słowa, jest olbrzymia.

Jednak z punktu widzenia Rzeczypospolitej, premier Starmer popełnił rzecz jeszcze gorszą – i dlatego tym bardziej dobrze, że go już nie ma. Chodzi o udział w eliminacji Polski w negocjacjach z Ukrainą. Format trzech stolic: Berlina, Paryża i Londynu omijał Rzeczpospolitą – jedynego członka UE i NATO, który jednocześnie graniczy z Rosją i Ukrainą. Lewicowy szef rządu Wielkiej Brytanii był obok kanclerza Merza i prezydenta Macrona akuszerem tego manewru. Stąd moja radość na wieść o jego ustąpieniu, o którym zresztą rozmawiałem już kilka tygodni temu w swoim programie "RH+. Rozmowy Czarneckiego".

Keir Starmer objął partię labourzystów, gdy była w głębokiej defensywie i poprowadził ją do wiktorii po kilkunastu latach rządów torysów. Ale jako szef gabinetu zupełnie się nie sprawdził. To jednak problem Brytyjczyków. Dla mnie, jako polskiego polityka, ważny był jego stosunek do Polski. Z jednej strony podpisał on w Londynie układ polsko-brytyjski, który był jednak dla nas "nagrodą pocieszenia" po wspólnym marginalizowaniu Warszawy przez oś Berlin-Paryż-Londyn.

Charakterystyczne, i też złe dla Polski, było zbliżenie brytyjsko-niemieckie. Pachniało to grą Berlina i Londynu sprzed ponad stu lat, po I Wojnie Światowej, której ewidentnym celem było osłabienie Polski. Wtedy symbolizowała to osoba premiera Lloyda George'a. Teraz, choć skala niebezpieczeństwa była jednak mniejsza, uosabiała to osoba Starmera.

Znad Tamizy, z drugiej strony Kanału Angielskiego, jak uparcie Brytyjczycy nazywają Kanał La Manche – popłynęły do Polski dobre dla naszego kraju wieści.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...