Nie wierzy w winę syna. "Dlaczego miałby zrobić coś tak potwornego?"

Dodano:
Policja, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / DAREK DELMANOWICZ
W Skawinie odkryto ciała czterech osób, w tym ośmiodniowej dziewczynki. Według jednej z hipotez śledczych, to ojciec dziecka miał popełnić tzw. rozszerzone samobójstwo. – To musiał zrobić ktoś inny – przekonuje dziadek noworodka.

W piątek w mieszkaniu przy ul. Niepodległości w Skawinie znaleziono zwłoki czterech osób: małżeństwa Gabrieli G. (27 lat) i Mateusza G. (35 lat), ich ośmiodniowej córki Luizy oraz 59-letniej matki Gabrieli G.

Policję zawiadomił 59-letni mężczyzna, który pomimo wielokrotnych prób kontaktu nie mógł dostać się do mieszkania swojej córki i zięcia. Dzień wcześniej udała się do nich jego żona, która pomagała w opiece nad noworodkiem. Policjanci i strażacy podjęli decyzję o siłowym wejściu do lokalu.

Zabił trzy osoby i popełnił samobójstwo? Ojciec Mateusza G. broni syna

Śledczy próbują ustalić dokładny przebieg zdarzenia oraz motyw zbrodni. Jedną z hipotez branych pod uwagę jest tzw. rozszerzone samobójstwo. Prawdopodobnie sprawcą był 35-latek. – W toku oględzin ujawniliśmy na ciałach wszystkich osób liczne obrażenia zewnętrzne. Są to obrażenia od narzędzia ostrego, jak również obrażenia zadane ciężkim narzędziem. Zabezpieczyliśmy na miejscu przedmioty, które mogły być użyte – relacjonował prok. Tomasz Waszczuk z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, cytowany przez TVN24. Prokurator podkreślił, że w ciągu ostatnich pięciu lat w rodzinie nie było żadnych policyjnych interwencji. Nie założono też Niebieskiej Karty.

Ze wstępnymi ustaleniami prokuratury nie zgadza się ojciec Mateusza G. – Nie wierzę, by mój syn zrobił coś tak strasznego. To musiał zrobić ktoś inny. On chodził do kościoła, kochał Gabrysię, cieszył się z narodzin Luizy. Trzy lata temu mieli ślub, byli zgodnym małżeństwem, żadnych problemów finansowych. Dlaczego miałby zrobić coś tak potwornego? – powiedział mężczyzna w rozmowie z "Faktem".

Podobne zdanie o Mateuszu G. mają jego koledzy z pracy. – To był grzeczny, porządny facet, dobry dla wszystkich. To się w głowie nie mieści – mówił jeden z rozmówców dziennika. Również sąsiedzi podkreślają, że rodzina G. była spokojna i bezproblemowa.

Źródło: Fakt
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...