Skandal w Mapach Google. Firma: Blokujemy odpowiedzialne konta

Dodano:
Google Źródło: PAP/EPA / DANIEL DEME
Google zabrał głos po incydencie w Mapach Google, w wyniku którego ważne miejsca w Polsce zostały opatrzone obraźliwymi lub fałszywymi nazwami.

Firma zapewnia, że usuwa nieprawidłowe wpisy oraz blokuje konta osób odpowiedzialnych za ich publikację.

Dziesiątki sfałszowanych nazw

Jak ustaliła Interia, do Google Polska trafiła lista 46 obiektów, których nazwy zostały zmienione. W odpowiedzi biuro prasowe spółki przekazało stanowisko. – Na bieżąco usuwamy niewłaściwe nazwy przypisane do wielu lokalizacji w Polsce w Mapach Google. Blokujemy odpowiedzialne za nie konta i rygorystycznie egzekwujemy nasze zasady dotyczące treści – przekazało Biuro Prasowe Google Polska, cytowane przez Interię.

Google przypomniał również, że regulamin zabrania publikowania fałszywych i wprowadzających w błąd treści, podszywania się pod inne osoby oraz zamieszczania obraźliwych, nieprzyzwoitych i wulgarnych wpisów. Firma poinformowała także, że w przypadku naruszeń może zawieszać uprawnienia użytkowników lub całkowicie zamykać ich konta.

Co zmieniono?

Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna", powołując się na informacje CERT Polska, do godz. 10 w poniedziałek zgłoszono 78 przypadków zmienionych nazw w Mapach Google. Zmiany objęły instytucje państwowe, miejsca pamięci, muzea, parki, centra handlowe i obiekty sportowe. Wśród potwierdzonych przypadków znalazły się m.in.:

  • Pałac Prezydencki – "Pałac Kibolski",
  • Biuro Bezpieczeństwa Narodowego – "Biuro Bezpieczeństwa Kibolskiego",
  • Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego – "Plac Dzierżyńskiego",
  • Grób Nieznanego Żołnierza – "Grób Znanego Żołnierza SS",
  • Muzeum Powstania Warszawskiego – "Muzeum Powstania III Rzeszy",
  • Westfield Arkadia – "Waffen SS Arkadia".

Obraźliwe lub prowokacyjne nazwy pojawiły się również przy Parku Stefana Żeromskiego, który opisano jako "Park Stepana Bandery", a także przy byłym niemieckim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, gdzie widniało określenie "polski obóz koncentracyjny".

To nie był atak hakerski

Zdaniem Kamila Porembińskiego, eksperta ds. cyberbezpieczeństwa cytowanego przez Zero.pl, nie doszło do przełamania zabezpieczeń Google. – Tak naprawdę nie doszło do żadnego włamania ani wykorzystania luki w zabezpieczeniach. Google Maps od lat pozwala użytkownikom zgłaszać poprawki – można zaproponować zmianę nazwy miejsca, godzin otwarcia, adresu czy poinformować, że lokalizacja została zamknięta. To funkcja oparta na zaangażowaniu społeczności. Jeżeli odpowiednio duża liczba osób zgłosi tę samą zmianę, algorytmy mogą uznać ją za wiarygodną i ją opublikować – powiedział w rozmowie z Zero.pl.

Ekspert podkreślił również, że określanie całego zdarzenia mianem cyberataku jest nieuzasadnione. Jak wyjaśnił, Google opiera weryfikację zgłoszeń przede wszystkim na algorytmach. – Wystarczy zorganizowana grupa użytkowników, która jednocześnie zgłosi tę samą zmianę. Nie trzeba przełamywać żadnych zabezpieczeń ani posiadać specjalistycznej wiedzy technicznej – dodał.

Źródło: Interia.pl / Dziennik Gazeta Prawna
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...