Mec. Lewandowski: Sądy stały się władzą polityczną
DoRzeczy.pl: Niedawno na łamach "Rzeczpospolitej" ukazał się Pana artykuł, który wywołał niemały ferment w środowisku prawniczym. Napisał Pan, że w okresie przejściowym, gdy w Europie środowiska liberalno-lewicowe walczą o przetrwanie i utrzymanie władzy, dochodzi o zaprzeczenia zasad tzw. demokracji liberalnej, a rola prawników się zmienia: stają się oni coraz częściej ekspertami w służbie polityków chcących utrzymać władzę.
Mec. Bartosz Lewandowski: To prawda. Wielu prawników już tego zupełnie nie ukrywa. Zwróćmy uwagę na to, co powiedział przedstawiciel obozu liberalno-progresywnego w Polsce, czyli Donald Tusk na spotkaniu z przyjaznymi rządowi środowiskami prawników we wrześniu 2024 r.: jesteśmy w etapie tzw. demokracji walczącej, nie wszystko będzie odbywało się w granicach i na podstawie prawa, bo tego wymaga chwila. Od grudnia 2023 r. mieliśmy cały festiwal działań otwarcie sprzecznych z prawem, maskowanych – zgodnie z zasadą legalizmu pozorowanego – za kadencji Adama Bodnara dobrymi działaniami PR-owymi oraz aktywnością wielu prawników, którzy swoim autorytetem potwierdzali zgodność działań rządu z prawem, czego dowodem były liczne opinie publikowane w oficjalnych komunikatach Ministerstwa Sprawiedliwości.
W tym np. obecnie wybranego przez Sejm kandydata na sędziego TK prof. Sławomira Patyrę.
Dokładnie. Prof. Patyra był jednym z autorów opinii prawnej, która w styczniu 2024 r. posłużyła ministrowi Adamowi Bodnarowi i Donaldowi Tuskowi do odsunięcia od wykonywania obowiązków Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego, choć teza opinii całkowicie przeczyła dotychczasowemu orzecznictwu sądów administracyjnych, zasadom wykładni prawa, co potem potwierdził m. in. sam Trybunał Konstytucyjny oraz Sąd Najwyższy w uchwale o sygn. I KZP 3/24. Wydanie tej opinii zbiegło się z powołaniem prof. Patyry do rady nadzorczej PGE. Co ciekawe ostatnio Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał prowadzenie prokuraturze śledztwa w sprawie przejęcia Prokuratury Krajowej i wyjaśnienie okoliczności oraz mechanizmów odsunięcia Dariusza Barskiego od wykonywania swoich obowiązków. To bardzo ciekawe, bo właśnie zbiegło się to z wyborem prof. Patyry na stanowisko sędziego TK.
Pamiętamy również wypowiedzi prof. Andrzeja Zolla i prof. Marka Safjana, którzy zwracali uwagę na możliwość niezwoływania przez marszałka Sejmu Zgromadzenia Narodowego, aby nie doszło do zaprzysiężenia wybranego prezydenta Karola Nawrockiego.
To prawda. Wielu prawników, którzy dotychczas uznawani byli za osoby o autorytecie w środowisku, popierają czy wręcz zachęcają obecnie rządzących do działań otwarcie naruszających Konstytucję RP. Do momentu, w którym mogli wykorzystywać autorytet do forsowania poglądu na kwestie wyboru sędziów do KRS, wykładni przepisów prawa o ustroju sądów powszechnych, czy zakres ochrony immunitetowej członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, było to dla nich w miarę bezpieczne, bo zaspokajało oczekiwania określonego środowiska politycznego oraz ich elektoratu. Problem pojawił się wtedy, gdy zaczęli otwarcie zachęcać do pozbawienia Polaków możliwości wyboru własnego prezydenta, czyli uderzyli w fundament demokracji. Wielu wtedy przejrzało na oczy, że sprawy zaszły za daleko.
Prof. Wojciech Sadurski zachęca publicznie rządzących do działania „na rympał” np. w kwestii Trybunału Konstytucyjnego.
Prof. Sadurski jest świetnym przykładem osoby z tytułem naukowym, któremu po 2023 r. puściły – mówiąc kolokwialnie – wszelkie hamulce. Tak się składa, że czytałem szereg artykułów prof. Sadurskiego i jest on przedstawicielem nurtu, który idealnie wpisuje się w trend występujący w Europie i USA – jakiekolwiek zakwestionowanie panowania środowisk liberalno-progresywnych urasta do rangi zamachu na „demokrację” czy „praworządność”. Przecież temu ma właśnie służyć hasło „przywracania praworządności”, co jest niczym innym jak ponownym odbiciu szeregu instytucji publicznych, do których trafili ludzie z nadania innej władzy niż obecnie rządzącej. I tak wybrana np. niedawno na podstawie dokładnie tych samych przepisów od 2018 r. KRS, spełnia już wszystkie standardy demokratyczne, a poprzednie dwie kadencje nie.
To nie jest zjawisko tylko polskie?
Oczywiście, że nie. W USA przetacza się w naukach prawnych ogromna debata wśród prawników np. na temat zakresu władzy Prezydenta posiadającego najsilniejszy mandat społeczny. Szereg prawników skoncentrowanych wokół grupy intelektualnej forsującej tezę o czasach „porządku poliberalnego” (Postliberal Order) zwraca uwagę, że sędziowie powołani przez prezydentów z Partii Demokratycznej, czy wyraźnie z nimi sympatyzujących, w celach politycznych blokują akty prawne prezydenta Trumpa np. w sprawach imigracyjnych. Powszechnie mówi się o tzw. jurystokracji jako zjawisku patologicznym, gdy niewybrani w demokratycznych wyborach oraz nieodwołalni prawnicy blokują zmiany prawne oczekiwane przez społeczeństwo. To budzi frustrację społeczną. Obserwujemy Wielką Brytanię, w której sądy wymierzają drakońsko wysokie kary za wpisy w mediach społecznościowych, choć w sprawach przestępstw popełnionych przez imigrantów bywają zaskakująco łagodne. Rozjeżdża się poczucie społecznej sprawiedliwości i sprawiedliwości prawników. To nie wróży nic dobrego.
Dlaczego?
Z definicji prawo jest systemem, który powinien chronić wartości wspólnoty politycznej i być regulatorem stosunków społecznych. Jeden z wybitniejszych przedstawicieli socjologicznego nurtu w prawie Eugen Ehrlich już na przełomie XIX i XX w. dostrzegał, że prawo jest pochodną instytucji funkcjonujących w ramach żywego organizmu społecznego, a nie odwrotnie. To dana wspólnota – pod wpływem doświadczeń historycznych, zjawisk kulturowych czy religii – uważa co jest społecznie sprawiedliwe i jakie wartości prawo powinno chronić. Co do zasady nie jest odwrotnie. Doskonale widać to na przykładzie problemów z imigracją do Europy z innych kultur. W Wielkiej Brytanii wzrost słupków sondażowych partii suwerennościowych, takich jak Partia Reform, czy bardziej od niej radykalnej Restore Britain, związane jest w otwartym kontestowaniem niezrozumiałych wyroków sądów brytyjskich, które surowo karzą Brytyjczyków za antyimigranckie wpisy w Internecie, a są wyjątkowo łagodne dla sprawców najokropniejszych przestępstw popełnionych przez imigrantów. Sądy przestały być już władzą wymierzającą sprawiedliwość, a stały się władzą polityczną zabezpieczającą określony kierunek ideowo polityczny. Takim „zbrojnym ramieniem” liberalno-lewicowych sił politycznych. To charakterystyczne dla okresu przejściowego, w którym dotychczasowy establishment traci władzę.
To widać chyba także na przykładzie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
O tak. Pisaliśmy o tym z prof. Ireneuszem Cezarym Kamińskim jakiś czas temu. Prof. Kamiński to ekspert HFPCz i były sędzia ad hoc Trybunału w Strasburgu, który krytykuje wyraźnie szaleńczą politykę tego sądu międzynarodowego. Orzecznictwo ETPCz chroniące, pod pozorem konieczności ochrony praw człowieka, m.in. nielegalnych imigrantów skazanych za ciężkie przestępstwa czy terroryzm, przed deportacją spowodowało bunt znacznej części państw Rady Europy. W maju 2025 r. po raz pierwszy otwarcie przedstawiciele państw europejskich, w tym Włoch czy Danii, wezwali Trybunał w Strasburgu do zmiany orzecznictwa w zakresie spraw migracyjnych. W Wielkiej Brytanii kryzys zaufania do Trybunału w Strasburgu jest na tyle ostry, że zdecydowana większość Brytyjczyków opowiada się za wypowiedzeniem Konwencji rzymskiej z 1950 r. U nas w Polsce podobnie zaangażowanie sądu strasburskiego w wewnętrzne sprawy Polski (np. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego) jest bardzo wyraźne i budzi już nawet nie tyle sprzeciw, ile jest gestem mało prawnie oraz politycznie doniosłym. Nastąpiła swoista inflacja orzecznictwa ETPCz.
Czyli nauki prawne czeka zmiana?
Myślę, że jest to całkowicie czytelne. System praw człowieka w wydaniu liberalnym, które znamy od dziesiątek lat w Europie trzeszczy i grozi zawaleniem. W naukach prawnych pojawi się coś nowego. Regularnie czytam to, co piszą prawnicy o orientacji liberalno-progresywnej na łamach prasy zagranicznej. Częstym gościem z Polski jest tam Adam Bodnar, Marek Safjan, Wojciech Sadurski czy np. były sędzia TK Mirosław Wyrzykowski. W wydawanym i wspieranym z niemieckiego budżetu Verfassungsblog można znaleźć szereg tekstów, które pokazują dyskusję wśród prawników co zrobić, aby zatrzymać marsz „populistów” po władzę i – skąd to znamy – obronić „demokrację liberalną”. To właśnie na łamach tego periodyku były sędzia ETPCz András Sajó zatrudniony na Central European University ufundowanym przez George’a Sorosa pisał w 2023 r. o konieczności wdrożenia tzw. „praworządności walczącej” – władza w celu zabezpieczenia czy przywrócenia praworządności może posługiwać się metodami odbiegającymi od litery prawa. Sajó to guru dla prawników wspierających rząd Donalda Tuska i nauczyciel Adama Bodnara, który nawet odznaczył go jako RPO. W zeszłym roku można było przeczytać teksty stanowiące de facto afirmację pierwszej cenzury w kampanii wyborczej w Niemczech – dwóch kandydatów z AfD zostało wyeliminowanych z wyborów lokalnych przed rejestracją z uwagi na ich stosunek do kwestii reemigracji. Decyzje te utrzymały sądy administracyjne landów zachodnich.
Jednak chyba nie wszyscy prawnicy to zwolennicy tzw. demokracji czy praworządności „walczącej”?
Oczywiście że nie. Wielu nie tylko krytycznie patrzy na działania swoich kolegów oraz koleżanki zaprzęgniętych do bieżącego sporu politycznego, ale nawet otwarcie to krytykują. Dostrzegam coraz większe zaangażowanie prawników, którzy wyraźnie widzą potęgujące wykraczanie przez organy Unii Europejskiej z ram traktatowych oraz wkraczanie w sferę konstytucyjną oraz zastrzeżoną dla państw narodowych. Uważam, że główną osią sporu w gronie prawników będzie w najbliższych latach właśnie kwestia suwerenności, bowiem odchodzący liberalno-lewicowy establishment chce przenieść ciężar wszelkich decyzji w Europie właśnie na szczebel unijny. To wyraźnie widać w coraz bardziej śmiałych orzeczeniach TSUE.
W Europie istnieje już sieć prawników, którzy badają to zjawisko oraz dokonują krytycznej analizy takich zjawisk. Od zeszłego roku mam zaszczyt być członkiem międzynarodowej sieci badawczej profesorów Europy centralnej przy węgierskim Uniwersytecie w Miszkolcu. W ramach Central European Academy naukowcy z naszej części Europy pracują nad wspólnymi badaniami oraz publikacjami z obszaru współczesnych zjawisk polityczno-prawnych. To wyjątkowe grono specjalistów akademików, sędziów, prokuratorów, adwokatów, którzy wydają monografie, artykuły czy konferencje na temat obecnych nurtów i zjawisk w prawie europejskim. W tym roku przeprowadziliśmy – pod kierunkiem prof. UKSW Marcina Wielca – bardzo szczegółowe badania na temat odpowiedzialności organów władzy publicznej za naruszenia prawa, co jest szczególnie aktualne w kontekście tego co dzieje się w Polsce. Interesuje to również np. prawników węgierskich bowiem program polityczny nowego rządu w Budapeszcie wyraźnie przypomina program rządu Donalda Tuska o stosowaniu prawa „tak jak my je rozumiemy”. Wyniki prac badawczych w wersji bardziej przystępnej dla nie-prawników można przeczytać na blogu sieci profesorów pod adresem: https://www.ceaclaw.org/blog. Serdecznie zachęcam.