"Nie wierzcie im". Francuz ostrzega Polaków przed "osobą najbliższą"

Dodano:
Katarzyna Kotula, minister ds. równości Źródło: PAP
Olivier Bault | Jako Francuz mieszkający od lat nad Wisłą mam wrażenie, że oglądam film, który już widziałem. Znam jego scenariusz scena po scenie, znam dialogi i znam zakończenie.

25 czerwca Polski Senat przyjął bez poprawek ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu oraz towarzyszącą jej ustawę wprowadzającą, nowelizującą aż 240 obowiązujących ustaw. Obie regulacje trafiły na biurko prezydenta Karola Nawrockiego, który ma 21 dni na ich podpisanie, zawetowanie albo skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego. Instytut Ordo Iuris, w którym pracuję, przekazał głowie państwa szczegółową opinię prawną z jednoznacznie negatywną oceną tej ustawy i apelem o weto, a wraz z Centrum Życia i Rodziny złożył w Kancelarii Prezydenta ponad 62,5 tys. podpisów obywateli pod tym apelem. Jest o co walczyć, bo mowa o pierwszej w historii Polski regulacji umożliwiającej formalizację związków jednopłciowych – choć oficjalnie, dla niepoznaki, na pierwszy plan wysuwane są nieformalne związki heteroseksualne. Sam projekt, jak wynika z Oceny Skutków Regulacji, był inicjowany, lobbowany, współtworzony i opiniowany przez długą listę organizacji LGBT.

Co ciekawe, w uzasadnieniu do polskiej ustawy przywołano przykład mojej ojczyzny, gdzie tamtejszy związek partnerski, czyli PACS, stał się „tańszym zamiennikiem” małżeństwa, bardziej zresztą dziś popularny wśród Francuzów niż małżeństwo (istnieje nawet czasownik „se pacser”, czyli zawrzeć PACS, zamiast „se marier”, czyli zawrzeć małżeństwo – można być pacsowany/pacsowana luż żonaty/zamężna i to brzmi podobnie). Od ponad dekady widać wyraźnie, jak wzrost liczby związków partnerskich i równoległy spadek liczby małżeństw owocuje spadkiem urodzeń, gdyż jak to potwierdziły badania kobiety żyjące w związkach partnerskich, prawdopodobnie ze względu na mniejszą stabilność związku, mają przeciętnie mniej dzieci niż w małżeństwie. Autorzy polskiego projektu sami więc wskazali, dokąd ta droga prowadzi. Pozwolę zatem sobie opowiedzieć Polakom, jak ten francuski film wyglądał w rzeczywistości – i jak na każdym jego etapie politycy zarzekali się, że kolejnego etapu nie będzie.

PACS, czyli "pakt dotyczy pary i tylko pary"

Kiedy w latach 1998–1999 rząd Lionela Jospina forsował pacte civil de solidarité (cywilny pakt solidarności – PACS), opozycja ostrzegała, że to dopiero początek. Minister sprawiedliwości Élisabeth Guigou grzmiała wówczas z trybuny Zgromadzenia Narodowego, przeciw tym, którzy twierdzili, że tekst ustawy miałby być rzekomo „walizką z podwójnym dnem”: „Z całą stanowczością sprzeciwiam się takim insynuacjom”. I zapewniała: „Obszarem, w którym różnica między mężczyzną a kobietą jest założycielska i wręcz konstytutywna dla ludzkości, jest właśnie filiacja. Dlatego PACS nie stanowi prawa o dziecku i rodzinie. Dlatego pakt dotyczy pary i tylko pary”. W tym samym przemówieniu z 3 listopada 1998 r. dodawała: „Moja odmowa adopcji dla par homoseksualnych opiera się na interesie dziecka i jego prawie do środowiska rodzinnego, w którym może rozwijać swoją osobowość”. Czternaście lat później, gdy lewica wprowadzała już „małżeństwo dla wszystkich” wraz z prawem do adopcji (gdyż nie można przecież dać takie prawo tylko jednym małżeństwo a innym nie), ta sama Guigou tłumaczyła rozbrajająco: „W 1998 r. nie było możliwe położenie na stole kwestii małżeństwa homoseksualnego”. Nie było możliwe – czyli zapewnienia składane Francuzom były kalibrowane pod ówczesną akceptowalność społeczną, a nie pod jakiekolwiek przekonania. Po polsku nazywa się to chyba mądrością etapu.

Homomałżeństwa, czyli "GPA jest i pozostanie nielegalna"

Etap drugi nastąpił w 2013 r. Ustawa ówczesnej minister sprawiedliwości Christiane Taubiry otworzyła pod hasłem „małżeństwo dla wszystkich” parom jednopłciowym małżeństwo i adopcję. I znów te same zaklęcia. Prezydent François Hollande zapewniał w telewizji France 2 w marcu 2013 r.: „Surogacja pozostanie zakazana we Francji, dopóki będę prezydentem Republiki”. Minister sprawiedliwości Christiane Taubira wtórowała mu w parlamencie: „Surogacja jest i pozostanie nielegalna”. Premier Manuel Valls dorzucał rok później w wywiadzie dla „La Croix”: „Surogacja jest i będzie zakazana we Francji. To bardzo stanowczy wybór prezydenta Republiki i jego rządu. Francja nigdy się nie wahała w tej sprawie”. In vitro dla par lesbijskich? To nie w tej ustawie, odpowiadał rząd, wyjmując kwestię in vitro z projektu, by „uspokoić debatę” – i obiecując ją aktywistom w kolejnej ustawie o rodzinie. Obietnica odroczenia, nie odrzucenia. Kto wtedy uważnie słuchał, ten wiedział.

Refundowane in vitro dla lesbijek – TAK, surogacja dla gejów – stanowczo NIE

Etap trzeci: ustawa bioetyczna z 2021 r., dająca parom kobiet i samotnym kobietom dostęp do in vitro refundowanego przez ubezpieczenie społeczne. Obawy, że skoro lesbijki dostają „prawo do dziecka” bez ojca, to geje zażądają dostępu do surogacji, rząd zbywał jedną formułą, powtarzaną jak refren. Minister zdrowia Agnès Buzyn w lipcu 2019 r.: „Surogacja jest wyraźnie zakazana i nie ma możliwości ześlizgu”. Jej następca Olivier Véran w Senacie: „Przez całą debatę rząd nieustannie potwierdzał swój sprzeciw wobec surogacji. To linia czerwona”. Minister sprawiedliwości Éric Dupond-Moretti w czerwcu 2021 r.: „Linia czerwona rządu: nie dla GPA”. Wreszcie sam prezydent Emmanuel Macron w liście z października 2021 r.: „Nie ma mowy o zezwoleniu na surogację we Francji, ponieważ podważa godność ciała kobiety i prowadzi do jego utowarowienia”. Trudno o mocniejsze zapewnienia. A jednak ten sam Véran, w dniu ostatecznego głosowania nad ustawą, przyznawał, że surogacja „musi przyjść za pięć, dziesięć, piętnaście lat”, bo „społeczeństwo ewoluuje”. Zaś Erwann Binet, sprawozdawca ustawy o homomałżeństwach w 2013 r., wyznał 10 lat później, tj. w 2023 r.: „Sądzę, że za naszego życia zobaczymy pewną formę legalizacji surogacji”.

Surogacja, czyli dalszy odcinek filmu

Nie trzeba było czekać piętnastu lat. Już w sierpniu 2025 r. Gabriel Attal – były premier, sekretarz generalny partii Macrona, zadeklarowany homoseksualista żyjący w związku z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej – wezwał do debaty o legalizacji „etycznej surogacji”. W maju tego roku, ogłaszając start w wyborach prezydenckich 2027 r., potwierdził: „Zawsze mówiłem, że ta debata istnieje i nie należy jej ukrywać”. Linia czerwona, zakaz absolutny, godność ciała kobiety? To było raptem pięć lat temu. Ćwierć wieku wystarczyło, by przejść od „paktu, który dotyczy pary i tylko pary” do otwartego postulatu kupowania dzieci na zamówienie u wynajętych matek – bo tym właśnie jest surogacja. Dziecko stało się nad Sekwaną „projektem rodzicielskim”: towarem, który można usunąć, jeśli nie wpisuje się w bieżący projekt życiowy, albo zamówić, jeśli natura – na przykład homoseksualna natura związku – prokreacji nie przewiduje.

Na tym polega istota rewolucji, której pierwszym ogniwem był PACS i której pierwszym polskim ogniwem ma być „osoba najbliższa”. Jak wskazuje Ordo Iuris w opinii dla prezydenta, prawdziwą stawką nie są praktyczne udogodnienia – te w sprawach zdrowotnych, majątkowych, spadkowych czy bankowych są od dawna dostępne bez tworzenia nowej instytucji – ani nawet przywileje podatkowe, lecz trzy dobra chronione konstytucyjnie: małżeństwo, degradowane do jednej z opcji na rynku uznawanych przez państwo związków między dwiema (na razie) osobami, dzieci, które tracą prawo do posiadania ojca i matki (oraz prawo do życia – na mocy tzw. wytycznych aborcyjnych rządu Tuska), oraz rodzina, która pozbawiona ram przestaje różnić się od innych bliskich relacji. Zresztą dane z państw, które tę drogę przeszły, pokazują, że z jednopłciowych związków partnerskich korzysta ledwie 1–5 proc. populacji, dla której rzekomo je stworzono. Nie o udogodnienia tu chodzi, lecz o zmianę cywilizacyjną.

Niech nie mówi, że w Polsce będzie inaczej. Rewolucja idzie już tutaj dwutorowo. Obok ustawy o „osobie najbliższej” rząd Donalda Tuska, wykorzystując wyrok ultra vires (wydany poza obszarem kompetencji UE) TSUE z 25 listopada 2025 r., szykuje rozporządzenia nakazujące traktowanie zawartych za granicą „małżeństw” jednopłciowych jak małżeństw, nawet jeśli odbywa się to z pogwałceniem polskiej Konstytucji i wielu polskich ustaw – ZUS już to zapowiedział, a sądy administracyjne w Lublinie, Gorzowie i Olsztynie nakazują transkrypcję zagranicznych aktów „ślubu” par jednopłciowych. Wystarczy pojechać do Görlitz, wziąć tam „ślub” i wrócić spacerkiem do Zgorzelca. Kolejnym etapem – pod hasłami „równości” i walki z „dyskryminacją” – będzie adopcja, potem żądanie in vitro, wreszcie debata o surogacji. Wiem, bo to wszystko już widziałem. Francuscy politycy na każdym etapie zarzekali się, że następnego nie będzie – i na każdym etapie kłamali. Dlatego decyzja, przed którą stoi dziś prezydent Nawrocki, nie dotyczy „ułatwień dla par”. Dotyczy tego, czy Polska wejdzie na równię pochyłą, z której – jak pokazuje przykład mojej ojczyzny i wielu innych krajów zachodnich – nikt jeszcze nie zdołał zawrócić.

Autor pracuje w Instytucie Ordo Iuris

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...