To nie była nagła awaria? Szokujące relacje kierowców po wypadku autobusu w Warszawie

Dodano:
Autobus komunikacji miejskiej w Warszawie Źródło: PAP / Albert Zawada
Autobus, który w niedzielę zderzył się z tramwajem, staranował samochody i wjechał do przejścia podziemnego w Warszawie, od miesięcy miał sprawiać poważne problemy techniczne.

Tak wynika z relacji kierowców i pracowników Miejskich Zakładów Autobusowych, do których dotarła "Rzeczpospolita". Jeśli informacje te potwierdzą śledczy, sprawa może wykraczać daleko poza sam wypadek. Pojawią się pytania o sposób serwisowania warszawskich autobusów, reagowanie na zgłoszenia kierowców i dopuszczanie pojazdów do ruchu.

"Co chwila był wyłączany z użytkowania"

Według ustaleń dziennika autobus, który ubrał udział w wypadku przez długi czas stał wyłączony z eksploatacji. Wymontowano z niego silnik i skrzynię biegów, które naprawiały dwa różne zespoły – zewnętrzny, autoryzowany serwis oraz mechanicy MZA. Po powrocie do ruchu problemy miały jednak nie ustąpić. Kierowcy zgłaszali błędy elektroniki, komunikaty "usterka silnika" i "usterka silnika OBD", a także problemy z jazdą. – W związku ze zgłoszeniami kierowców pojazd co chwila był wyłączony z użytkowania. Stale były podejmowane próby jego naprawienia – relacjonują pracownicy.

Według kierowców autobus szarpał podczas ruszania, miał problemy z przyspieszaniem, tracił napęd i sprawiał trudności podczas podjazdów pod wzniesienia. Rozmówcy "Rzeczpospolitej" twierdzą, że w zajezdni od dawna krążyły opinie o możliwych problemach po jednej z napraw. – Na zajezdni krążyła opinia, że serwis źle podłączył jakieś układy elektroniczne i że będzie je poprawiać – mówią kierowcy.

MZA odrzuca hipotezy

Miejskie Zakłady Autobusowe nie zgadzają się z pojawiającymi się spekulacjami. Spółka podkreśla, że nie ma podstaw do wiązania wypadku z awarią potencjometru przyspieszenia, a taka usterka – według MZA – powinna unieruchomić autobus, a nie doprowadzić do jego niekontrolowanego przyspieszenia. Jednocześnie prezes MZA Jan Kuźmiński przyznał, że przebieg zdarzenia jest wyjątkowy. – To był bardzo dziwny wypadek. Moim zdaniem to niemożliwe, żeby wszystkie układy zawiodły – powiedział.

Śledztwo ma wyjaśnić, czy wcześniejsze usterki autobusu miały jakikolwiek związek z dramatycznym wypadkiem. Kierowcy MZA apelują, by poza analizą zachowania prowadzącego dokładnie sprawdzić również historię napraw pojazdu i wielokrotnie zgłaszane problemy techniczne.

Źródło: Rzeczpospolita
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...