Krzesimir Dębski: Pamięć o Wołyniu nie oznacza nienawiści
"11 lipca, 83, rocznica Rzezi Wołyńskiej. Są daty, które dla wielu są tylko kolejnym dniem w kalendarzu. Dla mnie 11 lipca jest dniem bólu, pamięci i zadumy. Moja rodzina została zamordowana podczas Rzezi Wołyńskiej. Choć nie było mnie wtedy na świecie, noszę w sercu ciężar tej tragedii. To część historii mojej rodziny, której nie da się wymazać ani zapomnieć. Każdego roku wracają wspomnienia, opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i świadomość, jak wiele istnień zostało odebranych w niewyobrażalnym okrucieństwie. Myślę o tych, którzy do końca wierzyli, że przeżyją. O dzieciach, matkach, ojcach i dziadkach, którym odebrano wszystko. Pamięć o Wołyniu nie oznacza nienawiści. Oznacza wierność prawdzie i szacunek dla ofiar. Nie ma prawdziwego pojednania bez pamięci i bez uczciwego spojrzenia na historię" – napisał kompozytor w mediach społecznościowych.
"Dziś zapalam świecę dla mojej rodziny. Dla wszystkich, którzy nie doczekali jutra. Dla tych, których groby często pozostały bezimienne, ale którzy na zawsze pozostaną w naszych sercach. Niech nigdy nie zostaną zapomniani. Cześć Ich Pamięci" – dodał Krzesimir Dębski.
Dębski wspomina Wołyń. "Nieszczęsna ziemia"
O swoim podejściu do rzezi wołyńskiej, kompozytor opowiedział w wywiadzie udzielonym w 2025 roku Łukaszowi Warzesze na łamach tygodnika "Do Rzeczy". "Im więcej wiemy na ten temat, tym mniej zrozumiałe jest to również dla mnie. Może tło historyczne jest częścią wytłumaczenia. Uważam, że to była nieszczęsna ziemia, na której pogromy, straszliwe zbrodnie, morderstwa zdarzały się od wieków. Bardzo młodzi chłopcy, niemający nawet 18 lat, Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, byli wcielani do carskiego wojska, tak jak mój dziadek od strony mamy. Wysłano go do Port Arthur, na wojnę rosyjsko-japońską, a to była wojna okrutna. Mój dziadek powrócił stamtąd na piechotę. Na początku trochę jeszcze o tym opowiadał, ale gdy zaczęła się druga wojna światowa, gdy zaczęto mordować Żydów, wśród których się wychowywał, kompletnie przestał o swoich doświadczeniach z wojny na Wschodzie wspominać. Po zbrodniach ukraińskich w 1943 r. całkowicie zapadł się w sobie. Całymi dniami siedział i patrzył w okno. Przestał się po prostu odzywać, całkowicie" – wspominał.