Playmaker Emmanuel
Wszczęte przeciwko kandydatowi Republikanów śledztwo zakończyło się oczywiście dopiero po wyborach prezydenckich, ale wystarczyło, żeby obniżyć jego szanse wyborcze na tyle, że minimalnie przegrał z Marine Le Pen wejście do drugiej tury. Monsieur Macron słusznie kalkulował, że w II turze przeciwko Monsieur Fillonowi najprawdopodobniej przegra, natomiast przeciwko Madame Le Pen wygra niemal na pewno. Tak zresztą się stało.
Minęła dekada i rządzący drugą kadencję lokator Pałacu Elizejskiego ponownie zagrał wymiarem sprawiedliwości. Tym razem francuska Temida niespodziewanie przywróciła możliwość kandydowania na prezydenta Republiki Francuskiej stałej rywalce Macrona, przywódczyni Zjednoczenia Narodowego (dawniej: Frontu Narodowego), pani Marine Le Pen. Urzędujący prezydent zrozumiał, że faktyczny zastępca pani Le Pen, a oficjalnie przewodniczący partii, europoseł Jordan Bardella, w sondażach prezydenckich idzie jak burza i ma realną szansę wygrać przyszłoroczną elekcję. Co więcej, jego szanse na zwycięstwo wydają się nawet większe niż szanse weteranki francuskiej prawicy, Marine Le Pen. Stąd formalno-prawne dopuszczenie liderki obozu narodowej prawicy do kandydowania – z czego natychmiast skorzystała, od razu grzebiąc szanse europarlamentarzysty Bardelli. Oczywiście Le Pen ma szansę wygrać wybory, ale Bardella miał tych szans jeszcze więcej. W ten sposób Temida V Republiki – kukiełka w rękach Macrona (bo nic się w tej kwestii przez dekadę nie zmieniło) – wykonała ruch, który zwiększa szanse obozu liberalno-lewicowego na zwycięstwo w przyszłym roku. Sprytne to. Czy wystarczające? Zobaczymy.
Trzeba przyznać, że Macron zachował się tutaj jak szachista, który przewidział ruch swojej przeciwniczki zarówno w wyborach A.D. 2017, jak i A.D. 2027. To zwiększa szansę na postawienie szacha-mata francuskiej prawicy, ale jeszcze – póki co – o niczym nie przesądza. Oczywiście ci w Europie, którzy robili larum, twierdząc, że rządząca prawica w Polsce i na Węgrzech rzekomo gra kartą wymiaru sprawiedliwości, teraz podkulili ogon i nawet się nie zająkną ani nie pisną o tym, jak skrajnie uzależniony politycznie jest wymiar sprawiedliwości nad Sekwaną i Loarą. Cóż, wiadomo – lewica kocha double standards, czyli „podwójne standardy”.