• Autor:Maria Kądzielska

DeepSeek buduje procesor. Chiny odgradzają swoją sztuczną inteligencję od świata

Dodano:
Sztuczna inteligencja, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / geralt
Teraz Azja II Agencja Reutera ujawniła, że chińska firma DeepSeek projektuje własny procesor do sztucznej inteligencji. W tym samym tygodniu wyszło na jaw, że Pekin chce zatrzymać najlepsze chińskie programy AI wewnątrz kraju i nie dopuszczać do nich zagranicy. Dwa ruchy, jeden cel: zbudować własną, szczelnie zamkniętą sztuczną inteligencję.

Zacznijmy od procesora. Reuters, powołując się na trzy osoby znające sprawę, podał 7 lipca 2026 roku, że DeepSeek od mniej więcej roku pracuje nad własnym układem. Ma on jednak służyć nie do uczenia modeli, lecz do ich codziennego działania. Ta różnica wygląda na techniczny detal, a w rzeczywistości jest sednem całej strategii.

Sztuczną inteligencję najpierw trzeba wyuczyć, karmiąc ją ogromnymi ilościami danych. To etap najbardziej kosztowny i wymagający najlepszych procesorów świata, a właśnie ich sprzedaży do Chin zakazał Waszyngton. Gdy jednak model jest już gotowy i po prostu odpowiada użytkownikom na pytania, potrzeba znacznie mniej mocy. To do obsługi tego drugiego etapu DeepSeek chce wytworzyć własny układ. Powód jest prosty. Zapytań są miliony dziennie, więc to tutaj kryje się największa i najszybciej rosnąca część przyszłego popytu. Przy tym akurat amerykańskie zakazy prawie nie obejmują tych tańszych procesorów. Do tego DeepSeek sam zbudował swój program, więc może dopasować procesor idealnie do jego potrzeb. Jego przewaga nie polega więc na sile, lecz na dopasowaniu.

Paradoks amerykańskiego zakazu

Dotąd DeepSeek uczył swoje modele na procesorach Nvidii, w wersjach H800 i H100. Do ich bieżącego działania używał głównie układów Ascend od Huawei. Sam Huawei dostarcza mniej więcej połowę chińskiego rynku procesorów do AI, wartego około 50 miliardów dolarów. Teraz DeepSeek chce własnego układu i uniezależnienia się od obu dostawców naraz.

W tym tkwi paradoks amerykańskiej polityki. Zakaz miał odciąć Chiny od najnowocześniejszych technologii. Zamiast tego nauczył je budować własny, równoległy świat i zamykać za sobą drzwi. Można zakazać sprzedaży najlepszych procesorów do uczenia modeli. Nie da się jednak zakazać samego pomysłu na tani układ, który obsługuje program należący już do danego kraju i jest sprzedawany wyłącznie na jego własny użytek.

To właśnie sankcje stały się głównym problemem. Potwierdził to zresztą sam szef DeepSeeka. „Pieniądze nigdy nie były dla nas problemem. Problemem są zakazy dostaw zaawansowanych procesorów” – przyznał Liang Wenfeng w wypowiedzi z lipca 2024 roku, przytoczonej przez tygodnik „Time”. Firma zamieniła to ograniczenie w atut. Jej model R1, pokazany w styczniu 2025 roku, dorównywał zachodnim rywalom a był znacznie tańszy. Wtedy wywołał gwałtowny spadek akcji Nvidii.

Druga ściana: bariera wokół programów

Procesor to jedna połowa tej historii. Druga to same programy. W tym samym tygodniu Reuters ujawnił, że chińskie Ministerstwo Handlu rozmawiało z największymi firmami technologicznymi, między innymi z Alibabą, ByteDance i firmą Zai, o ograniczeniu zagranicznego dostępu do najlepszych chińskich modeli AI. Chodzi zarówno o programy zamknięte, jak i te udostępniane dotąd za darmo, a nawet o takie, których jeszcze nie pokazano.

Trzeba tu zachować uczciwość. To wciąż rozmowy, a nie gotowe legislacje. Kierunek jest jednak czytelny. Reuters przywołał majowe spotkanie chińskich prawników, którego podsumowanie ukazało się w oficjalnym piśmie Najwyższego Sądu Ludowego. Zaproponowano tam trzy poziomy dostępu. Najprostsze narzędzia wymagałyby tylko zgłoszenia, bardziej zaawansowane przechodziłyby kontrolę bezpieczeństwa, a te najcenniejsze byłyby w ogóle wycofane z publicznego obiegu albo dostępne tylko w kraju.

Bezpośrednim powodem obaw jest amerykański program Mythos firmy Anthropic, stworzony dla specjalistów od cyberbezpieczeństwa. Zhou Hongyi, założyciel chińskiej firmy 360 i ważny dostawca dla instytucji państwowych, publicznie apelował, aby Chiny zbudowały własny odpowiednik Mythosa. To zresztą echo amerykańskich decyzji z czerwca 2026 roku, gdy Waszyngton ograniczył eksport zaawansowanych modeli Anthropic. Obie strony traktują dziś najlepsze programy AI jak broń strategiczną, którą w razie potrzeby zatrzymają dla siebie.

To nie jest zwycięstwo

Chiny wyścigu o AI nie wygrywają. One się odgradzają. Tam, gdzie liczy się prawdziwa czołówka technologiczna, przewaga Ameryki w surowej mocy obliczeniowej rośnie, a nie maleje.

Raport ośrodka Council on Foreign Relations z grudnia 2025 roku, porównujący ogłoszone plany Nvidii i Huawei, szacuje, że najlepsze amerykańskie procesory do AI są dziś około pięć razy mocniejsze od najlepszych układów Huawei. Do 2027 roku ta różnica ma urosnąć do mniej więcej siedemnastu razy. Autorzy zwracają uwagę na rzecz zaskakującą. Procesor Huawei z 2026 roku jest słabszy niż straszy najlepszy układ tej firmy. To może oznaczać, że chińskie fabryki, przede wszystkim SMIC, nie radzą sobie z produkcją wydajnych procesorów na dużą skalę.

Chiny wciąż nie potrafią przeskoczyć kilku barier. Brakuje im szybkiej pamięci, sprawnych metod składania procesorów i wydajnych fabryk. Obecne chińskie fabryki produkują za dużo wadliwych układów i zużywają zbyt wiele prądu. SMIC utknął na starszej technologii produkcji, bo amerykańskie ograniczenia odcięły mu dostęp do najnowocześniejszych maszyn do wytwarzania procesorów. Sam założyciel Huawei Ren Zhengfei przyznał we wrześniu 2025 roku w rozmowie z chińskimi mediami państwowymi, że układy jego firmy są „wciąż o pokolenie w tyle” za amerykańskimi.

Jest jeszcze druga słabość, mniej widoczna niż sam procesor. To oprogramowanie, które nim steruje. Zheng Weimin, członek Chińskiej Akademii Inżynierii, ujął to zwięźle. Uznał, że prawdziwym problemem chińskich procesorów AI nie jest sama wydajność, lecz brak dojrzałego zaplecza programistycznego wokół nich. „Gdyby to zaplecze było mocne, użytkowników przyciągnęłoby nawet 60 procent wydajności Nvidii” – stwierdził. Chodzi o środowisko programistyczne CUDA, na którym Nvidia zbudowała swoją pozycję i które chińskim rywalom najtrudniej odtworzyć.

Dlaczego to sprawa Europy

Dla europejskiego czytelnika ta historia ma bardzo praktyczny wymiar. Przez ostatnie miesiące wiele firm, także w Europie, chętnie sięgało po tanie chińskie modele, dostępne za darmo lub za ułamek ceny rozwiązań amerykańskich. Chiński pomysł, by zamknąć najcenniejsze programy w kraju, pokazuje, że i ta droga jest zawodna. Kto oparł swoją działalność na chińskim modelu, może pewnego dnia zostać od niego odcięty.

A własnej realnej alternatywy Europa niemal nie ma, poza francuskim Mistralem. Raport byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego o konkurencyjności Unii pokazał, że w ponad 80 procentach produktów i usług cyfrowych Europa jest zależna od dostawców spoza kontynentu. Ogłoszony przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen program InvestAI ma zebrać około 200 miliardów euro, ale budowa pierwszych europejskich wielkich centrów obliczeniowych ma ruszyć dopiero w 2027 roku. Dla porównania same amerykańskie koncerny technologiczne już wydają na sztuczną inteligencję setki miliardów dolarów.

Świat sztucznej inteligencji rozchodzi się więc na dwie osobne części, coraz mniej do siebie pasujące, każda z własnymi procesorami, oprogramowaniem i zasadami. Chińska bariera nie jest oznaką triumfu, lecz przyznaniem, że w otwartej rywalizacji na szczycie Chiny przegrywają, więc wolą zamknąć bramę i budować za nią własny, szczelny świat. Czy w świecie podzielonym na dwa zamknięte obozy zostanie jeszcze miejsce dla tych, którzy własnej sztucznej inteligencji nie zbudowali? A Europa wciąż jej nie ma.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...