Nowa propozycja KE. Czarnek: Donald Tusk znowu dał się ograć
Komisja Europejska przedstawiła projekt jednej z największych od lat reform unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 – ETS.
Przemysław Czarnek ocenia, że projekt KE jest równoznaczny z klęską polskiego rządu. Kandydat PiS zamieścił na portalu X wpis poświęcony tej sprawie.
"Donald Tusk znowu dał się ograć w Brukseli. Obiecywał realne zmiany w ETS, które miały obniżyć rachunki za prąd. Efekt? Komisja Europejska proponuje jedynie kosmetyczne korekty, a system nadal będzie podbijał ceny energii, osłabiał polski przemysł i drenował portfele Polaków" – stwierdził poseł PiS.
Czarnek twierdzi, że Polska nie potrzebuje łagodniejszego ETS. "Potrzebujemy wyjścia z ETS. Mój projekt ustawy jest gotowy. Czas skończyć z eksperymentem, który niszczy polską gospodarkę i skazuje Polaków na coraz wyższe rachunki za prąd" – dodał Czarnek.
Kto emituje, ten płaci
Jedną z najważniejszych propozycji jest zobowiązanie państw członkowskich do przeznaczania co najmniej 50 proc. dochodów z aukcji uprawnień do emisji CO2 na inwestycje związane z dekarbonizacją. Obecnie, według szacunków Komisji, na ten cel trafia jedynie około 5 proc. wpływów. Środki miałyby wspierać przede wszystkim sektory objęte systemem ETS, w tym rozwój sieci elektroenergetycznych. Od uruchomienia systemu w 2005 r. przyniósł on ponad 260 mld euro dochodów, z czego większość zasiliła budżety państw członkowskich.
Projekt zakłada również spowolnienie tempa ograniczania liczby uprawnień do emisji. Zgodnie z propozycją od 2031 r. roczny wskaźnik redukcji miałby spaść z 4,3 proc. do 3,1 proc., a od 2036 r. do 1,7 proc. Komisja chce w ten sposób złagodzić tempo zaostrzania systemu. Jak podkreślił jeden z wysokich rangą unijnych urzędników, "chcemy kontynuować zasadę »kto emituje, ten płaci«, ale chcemy dodać do niej kolejny bardzo ważny wskaźnik, a mianowicie że emitent otrzymuje również wynagrodzenie za zmniejszanie ilości swoich emisji".
Projekt reformy będzie teraz negocjowany przez państwa członkowskie oraz Parlament Europejski. Proces legislacyjny może potrwać około roku, a nowe przepisy wejdą w życie dopiero po uzyskaniu zgody obu instytucji.