Wielomski: Dlatego władze UE potrzebują tego konfliktu zbrojnego
W rozmowie z Jerzym Karwelisem na kanale YouTube Do Rzeczy prof. Adam Wielomski publikujący w tygodniku "Do Rzeczy" mówił m.in. o rozmaitych aspektach wojny Rosji z Ukrainą i niebezpieczeństwie jej eskalacji terytorialnej.
Wielomski na kanale Do Rzeczy o proxy war
Publicyści poruszyli w tym kontekście kwestię wojen zastępczych (proxy war) i pochylili się nad zagadnieniem, czy obecnie na świecie trwa hybrydowa trzecia wojna światowa, czy jest to raczej seria wojen zastępczych. Wielomski przypomniał, że mocarstwa atomowe nie toczą ze sobą wojen i najprawdopodobniej się to nie zmieni, ponieważ w wyniku takiego starcia ludzkość mogłaby zostać unicestwiona. Podkreślił też, że m.in. z tego powodu Zimna Wojna między USA a ZSRR nie przeszła w światowe starcie kinetyczne, mimo obustronnie napędzanej ideologicznie nienawiści wobec przeciwnika.
Z tego powodu, nawet gdyby doszło do trzeciej wojny światowej, Wielomski nie spodziewa się ani bezpośredniej walki USA z Chinami, ani z Rosjanami, a raczej serii starć zastępczych. Jak zaznacza, w przyszłości historycy napiszą, czy to, co dzieje się teraz było wojną światową, czy szeregiem regionalnych wojen proxy.
Europejskiej państwo federalne
Jeden z wątków rozmowy dotyczył stosunku władz Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych do konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Karwelis zapytał, czy nadaktywność części państw europejskich w różnych formatach może wyeskalować i umiędzynarodowić ten konflikt.
Wielomski powiedział, że widzi takie niebezpieczeństwo. – Unia Europejska – ja to ciągle powtarzam – potrzebuje tego konfliktu zbrojnego dla uzyskania własnej tożsamości. Na zasadzie: walczymy o demokrację, prawa człowieka i Ukrainę z Rosją. Jesteśmy wolnością, a walczymy przeciwko tyranii Władimira Putina – ocenił publicysta. – Jest to Unii Europejskiej potrzebne – o czym też ciągle mówię – do federalizacji i przekształcenia Europy w państwo federalne ze wspólną polityką obronną i zagraniczną kierowaną większością głosów – powiedział. – Dlatego UE mocno podlewa ten konflikt i jest zainteresowana jego trwaniem – dodał.
USA a wojna na Ukrainie
Zdaniem Wielomskiego kierownictwo brukselskie, politycy tacy jak Ursula von der Leyen czy Kaja Kallas nie do końca rozumieją, że nie toczy się bezpośrednio wojen pomiędzy mocarstwami dysponującymi bronią atomową. Bruksela chciałaby bardzo zaangażować w wojnę o Ukrainę Stany Zjednoczone, najlepiej w taki sposób, żeby Rosjanie zaatakowali żołnierzy państw europejskich, co miałoby wywołać militarną reakcję Waszyngtonu na podstawie artykułu 5 Traktatu o NATO. Jednak Amerykanie, ani za prezydentury Trumpa, ani wcześniej, nie zamierzali włączać się w wojnę z Federacją Rosyjską, tym bardziej że groziłoby to eskalacją nuklearną. Za czasów Bidena byli zainteresowani toczeniem proxy war, a Trump z kolei chce pokoju i dogadania się z Moskwą.
W ocenie publicysty Amerykanie być może ruszyliby Europie na pomoc, gdyby Rosja naprawdę zaatakowała państwa europejskie, np. zaczęła bombardować Kindżałami, Iskanderami czy Oriesznikami miasta polskie niemieckie czy brytyjskie. Ale USA na pewno nie zaangażowałyby się, jeśli zorganizowana zostałaby jakaś rosyjsko-europejska potyczka na którejś z granic. Dlatego w opinii Wielomskiego władze Unii Europejskiej zastanawiają się, jak wprowadzić USA do wojny, a USA ani myślą to robić.
Wielomski uważa jednak, że władze Unii Europejskiej bez Stanów Zjednoczonych nie zdecydują się na konflikt zbrojny z Rosją, ponieważ byłoby to całkowicie przeciwne nastrojom społeczeństw państw członkowskich.
– Politycy zachodni to wiedzą, dlatego patrzą, jak użyć Amerykanów, a Amerykanie nie są tacy głupi – powiedział. – Już Biden, który był przecież globalistą do kwadratu absolutnie, nie chciał w to mieszkać Amerykańskich żołnierzy i zapowiedział, że żaden amerykański żołnierz nie stanie na polu bitwy na Ukrainie – przypomniał gość kanału Do Rzeczy.