Polska w niemieckiej strefie. Zaskakujący pomysł premiera Brandenburgii
Premier Brandenburgii Dietmar Woidke od dłuższego czasu postuluje wprowadzenie w Niemczech regionalnych stref cen energii elektrycznej. Jego zdaniem prąd powinien kosztować mniej tam, gdzie jest produkowany najtaniej, przede wszystkim z odnawialnych źródeł energii. Obecnie cena energii w Niemczech jest jednolita i wynosi około 25 eurocentów za kilowatogodzinę, podczas gdy według Woidkego w niektórych regionach mogłaby spaść nawet do 5–7 eurocentów. Polityk przekonuje, że takie rozwiązanie zwiększyłoby konkurencyjność energochłonnego przemysłu, zwłaszcza chemicznego, farmaceutycznego i hutniczego.
Polska w niemieckiej strefie
Według regionalnej stacji RBB rozważana strefa mogłaby objąć nie tylko wschodnie landy Niemiec, ale również Polskę. Nasz kraj miałby stać się odbiorcą tańszej, ekologicznej energii produkowanej w Brandenburgii i innych regionach. Taki scenariusz miał być omawiany podczas spotkania Woidkego z marszałkiem województwa dolnośląskiego Pawłem Gancarzem.
Pomysł popierają także niektórzy eksperci. Felix Müsgens z Brandenburskiego Uniwersytetu Technicznego zwraca uwagę, że z powodu niewystarczającej infrastruktury przesyłowej Niemcy tracą nawet 3 mld euro rocznie na ograniczaniu produkcji energii z OZE. Jego zdaniem wspólna strefa z Polską mogłaby obniżyć ceny energii w Brandenburgii, a w dłuższej perspektywie pozwoliłaby eksportować nadwyżki zielonej energii do Polski.
Projekt budzi kontrowersje
Projekt budzi jednak kontrowersje. Europejskie Stowarzyszenie Operatorów Sieci Energetycznych sugeruje utworzenie większej liczby stref cenowych w Europie, a dla Niemiec proponuje ich aż pięć. Sprzeciw wobec takiego rozwiązania zgłaszają jednak południowe landy, zwłaszcza Bawaria i Badenia-Wirtembergia. Obawiają się one wzrostu cen energii dla mieszkańców i przedsiębiorstw oraz utraty inwestorów na rzecz północnych i wschodnich regionów, gdzie prąd byłby tańszy. Zastrzeżenia zgłasza również bawarski resort gospodarki, ostrzegając przed osłabieniem konkurencyjności całej niemieckiej gospodarki, dodatkowymi kosztami administracyjnymi i utrudnieniami dla transformacji energetycznej.
Sceptycznie do wspólnej strefy z Polską podchodzi także dyrektor Izby Przemysłowo-Handlowej w Cottbus André Fritsche. Uważa on, że początkowo mogłaby ona doprowadzić do wzrostu cen energii, a jej wdrożenie wymagałoby kosztownej rozbudowy sieci przesyłowych. Jednocześnie przyznaje, że w średnim i długim okresie rozwiązanie mogłoby przynieść korzyści obu stronom, umożliwiając Polsce odbiór nadwyżek zielonej energii z Brandenburgii.