Działacze KO przejęli Domy Kultury w Warszawie. Ujawniono sieć powiązań
Arkadiusz Gruszczyński z "Gazety Wyborczej" wskazuje, że warszawskie domy kultury stały się instytucjami, które w wielu przypadkach stały się zapleczem kadrowym środowiska Koalicji Obywatelskiej. W mieście ma panować system wzajemnych powiązań, w którym polityczne znajomości i lojalność wobec lokalnych struktur partii mają często większe znaczenie niż doświadczenie czy kompetencje.
Najpoważniejszy zarzut dotyczy politycznych nacisków na dyrektorów. Według jednego z rozmówców radni KO regularnie przychodzili z nazwiskami osób, które należało zatrudnić. Sugestie miały być jednoznaczne – odmowa mogła oznaczać utratę stanowiska. - Wokół ciągle kręcą się radni Koalicji Obywatelskiej, którzy podrzucają mi do pracy jakichś ludzi – przyznaje jeden z dyrektorów.
Burmistrz wręczył CV syna radnej PO
Klara, była pracowniczka jednego z domów kultury, wspomina, że po objęciu stanowiska odkryła, że znaczną część kadry tworzą osoby powiązane z Platformą Obywatelską lub rodzinami lokalnych działaczy, które nie mają żadnych kwalifikacji. Wśród pracowników znaleźli się krewni burmistrzów, radnych, byłych posłów oraz działaczy partyjnych.
– Wicedyrektorka szybko mi uświadomiła, że moje koleżanki i koledzy to głównie ludzie związani z Platformą Obywatelską. Za repertuar i zajęcia plastyczne, taneczne, sensoryczne dla dzieci czy kluby seniora odpowiadały żona byłego posła tej partii, ciotka ówczesnego burmistrza, ówczesny radny i jego partnerka, były dyrektor dzielnicowego basenu, a przy okazji członek PO, były szef śródmiejskich struktur Unii Wolności, a także koleżanka żony lokalnego lidera partii – stwierdziła.
Sama wspomina sytuację, gdy burmistrz bez skrępowania wręczył jej CV syna radnej PO, oczekując jego zatrudnienia. Chociaż ten konkretny kandydat miał odpowiednie kwalifikacje, jej zdaniem wiele innych osób zawdzięczało stanowiska przede wszystkim politycznym koneksjom.
Skutki takich praktyk miały być widoczne w codziennym funkcjonowaniu instytucji. Ambitniejsze projekty społeczne i kulturalne były blokowane, natomiast dominowały wydarzenia łatwe organizacyjnie i mało wymagające.
Sieć KO oplotła Warszawę
W tekście "Wyborczej" wymieniono całą serię nazwisk osób związanych z KO, które otrzymały pracę w instytucjach kultury. I tak choćby w Domu Kultury Ursynów zatrudnieni są radny KO z Żyrardowa Marcin Fibich oraz Katarzyna Krzyszkowska-Sut, była radna z Piaseczna, która w 2018 roku kandydowała z list KO. Wicedyrektorką Bemowskiego Centrum Kultury jest Maria Pszczółkowska, radna z Łomianek, której córka kieruje wydziałem kultury w urzędzie Śródmieścia.
Do lutego 2025 roku zastępcą dyrektorki Wolskiego Centrum Kultury był były radny KO Mariusz Krasuski, wcześniej współpracownik ministra cyfryzacji Andrzeja Halickiego. Z Koalicją Obywatelską związani są także wicedyrektor Domu Kultury Śródmieście Piotr Królikiewicz, były wiceburmistrz dzielnicy, oraz Katarzyna Moskalewicz ze Staromiejskiego Domu Kultury, kandydatka KO do rady Targówka w 2024 roku.
W Ursynowskim Centrum Kultury „Alternatywy" pracuje Krzysztof Czubaszek, były burmistrz i wiceburmistrz Śródmieścia oraz były szef tamtejszego wydziału kultury. Na Targówku kierownicze stanowiska zajmują była wiceburmistrz Agnieszka Szmulewicz, dyrektorka Centrum Kultury i Aktywności, oraz były wiceburmistrz i sekretarz lokalnych struktur KO Rafał Dworacki, obecny dyrektor Domu Kultury Zacisze. Wicedyrektorką Domu Kultury Świt jest Katarzyna Kordowiak-Zdunek, która kandydowała z list KO do rady Targówka.
Autor wymienia również Iwonę Maciąg, obecną dyrektorkę Centrum Kultury Ursus i byłą kandydatkę KO do rady Wilanowa, oraz Beatę Rusinowską – byłą posłankę Platformy Obywatelskiej, obecnie dyrektorkę Domu Kultury Ursynów i przewodniczącą rady powiatu żyrardowskiego. Zestawienie tych nazwisk ma pokazywać skalę obecności osób związanych z KO na kierowniczych stanowiskach w warszawskich instytucjach kultury.
Instytucje stały się łupem partyjnym
Jeszcze mocniej wybrzmiewają relacje dotyczące traktowania domów kultury jako politycznego zaplecza. Według anonimowych dyrektorów lokalni działacze postrzegają instytucje publiczne jako obszar, na którym można nagradzać swoich ludzi etatami i wpływami.
Były dyrektor Wolskiego Centrum Kultury Krzysztof Mikołajewski podkreśla w rozmowie z "Wyborczą", że problem nie dotyczy wyłącznie Koalicji Obywatelskiej, lecz szerzej lokalnych układów politycznych, potwierdza istnienie mechanizmów sprzyjających obsadzaniu stanowisk "swoimi".
Jego zdaniem burmistrzowie często wychodzą z założenia, że skoro mają wpływ na wybór dyrektora, najlepiej powołać osobę lojalną wobec środowiska władzy.
Dodatkowe kontrowersje budzą wysokie wynagrodzenia kierownictwa domów kultury. Część dyrektorów zarabia więcej niż prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.