"Demokracja nie umiera w jedną noc". Czy Polska zbliża się do czerwonych linii Levitsky'ego i Ziblatta?

Dodano:
Donald Tusk, premier Źródło: Flickr / Kancelaria Premiera (CC BY-NC-ND 4.0)
"Demokracje rzadko kończą się dziś zamachem stanu. Znacznie częściej gasną powoli – poprzez stopniowe osłabianie instytucji, zmianę reguł gry i przekonywanie obywateli, że wyjątkowe okoliczności usprawiedliwiają wyjątkowe środki". Ta myśl Stevena Levitsky'ego i Daniela Ziblatta, autorów głośnej książki "How Democracies Die" z 2018 r., od lat wybrzmiewa jak przestroga dla współczesnych demokracji.

Autorzy pokazują, że największe zagrożenie dla ustroju demokratycznego nie zawsze przychodzi gwałtownie. Częściej pojawia się niepostrzeżenie – pod płaszczykiem reform, konieczności działania czy walki o wyższe wartości. Już po lekturze pierwszych stron monografii widzę, że stanowić może doskonałe narzędzie analityczne do badania zmian instytucjonalnych w Polsce po 2023 roku, kiedy to władzę objęła tzw. „koalicja 13 grudnia”.

S. Levitsky i D. Ziblatt, profesorowie nauk politycznych na Uniwersytecie Harvarda należą do grona najbardziej wpływowych politologów zajmujących się problematyką demokracji liberalnej. W swojej książce „How Democracies Die” – opisują cztery sygnały ostrzegawcze, które mogą świadczyć o autorytarnych skłonnościach rządzących: „odrzucenie demokratycznych reguł gry”, „zaprzeczanie legitymizacji konkurentów”, „tolerowanie przemocy” oraz „próby ograniczania wolności obywatelskich i mediów”. Naukowcy podkreślają, że już pojawienie się choćby jednego z tych wskaźników powinno skłaniać obywateli do wzmożonej czujności.

Czy działania rządu Donalda Tuska odpowiadają wszystkim czterem wskaźnikom zachowań autorytarnych opisanym przez Levitsky'ego i Ziblatta? Formułowanie takiej tezy bez pogłębionej analizy byłoby przedwczesne i metodologicznie nieuzasadnione. Samo występowanie decyzji lub praktyk, które mogą budzić kontrowersje z perspektywy standardów państwa prawa, nie przesądza jeszcze o odejściu od ustroju demokratycznego ani o autorytarnym charakterze systemu politycznego. Ocena kondycji demokracji wymaga zatem systematycznej analizy konkretnych obszarów funkcjonowania państwa. Zasadne jest przyjrzenie się tym zjawiskom i decyzjom, które – w świetle kryteriów zaproponowanych przez Levitsky'ego i Ziblatta – mogą stanowić sygnały ostrzegawcze świadczące o osłabianiu demokratycznych mechanizmów kontroli i równowagi.

Od momentu przejęcia władzy przez koalicję Donalda Tuska w Polsce nie ustaje spór o rzeczywiste cele działań nowego rządu. Zwolennicy przekonują, że podejmowane decyzje mają naprawić państwo i poprawić jakość życia Polaków. Krytycy odpowiadają, że kolejne posunięcia służą przede wszystkim umocnieniu władzy i stworzeniu warunków do jej utrzymania przez następne lata. Najwięcej emocji budzą decyzje dotyczące mediów publicznych, prokuratury oraz funkcjonowania kluczowych instytucji państwa. Przedmiotem ostrej debaty pozostają również działania rządu w obszarze ochrony zdrowia, edukacji czy – szczególnie w ostatnich miesiącach – bezpieczeństwa narodowego. Coraz częściej pojawiają się pytania o to, czy część tych decyzji nie narusza standardów państwa demokratycznego i zasad rządów prawa. Dobrym przykładem jest reakcja władz na incydent z rosyjskim pociskiem, który spadł w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie, pozostawiając po wybuchu krater o średnicy 10 metrów. Premier zapewniał opinię publiczną, że polskie siły powietrzne działały szybko i były przygotowane do zestrzelenia rakiety, gdyby ta kontynuowała lot nad terytorium Polski. Taka narracja spotkała się jednak z krytyką części ekspertów wojskowych, którzy wskazywali, że w realnych warunkach operacyjnych skuteczne przechwycenie tego pocisku mogło być niemożliwe. Rozbieżność między oficjalnym przekazem rządu a ocenami specjalistów stała się kolejnym elementem sporu o wiarygodność komunikacji władz w sprawach bezpieczeństwa państwa.

Jak zauważają S. Levitsky i D. Ziblatt, przywódcy wykazujący skłonności autorytarne rzadko otwarcie przyznają, że ograniczają prawa i wolności obywatelskie. Zdecydowanie częściej swoje działania uzasadniają koniecznością ochrony bezpieczeństwa państwa, walką z dezinformacją czy potrzebą przywrócenia porządku publicznego. To właśnie w imię tych wartości najłatwiej przekonać opinię publiczną, że wyjątkowe okoliczności wymagają wyjątkowych środków. Warto więc przyjrzeć się bliżej czterem wskaźnikom tendencji autorytarnych opisanym przez harvardzkich politologów. Stanowią one nie tylko teoretyczny model analizy, lecz także praktyczne narzędzie pozwalające ocenić, czy działania obecnej władzy mieszczą się jeszcze w granicach demokratycznych standardów, czy też zaczynają je stopniowo przekraczać.

Pierwszym i zarazem jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych wskazanych przez Levitsky'ego i Ziblatta jest „odrzucenie demokratycznych reguł gry”. Nie chodzi tu wyłącznie o spektakularne działania, takie jak zawieszenie konstytucji czy rozwiązanie parlamentu. Współczesny autorytaryzm działa znacznie subtelniej. Zamiast burzyć demokratyczny porządek jednym ruchem, stopniowo go osłabia – poprzez obchodzenie obowiązujących przepisów, podważanie niezależności instytucji kontrolnych oraz rozszerzanie kompetencji władzy wykonawczej kosztem mechanizmów kontroli i równowagi. Jak przekonują autorzy "How Democracies Die", właśnie takie pozornie rozproszone działania bywają najgroźniejsze. Każde z osobna może wydawać się niewielkie lub uzasadnione bieżącą sytuacją, jednak z czasem prowadzą do stopniowej erozji zasad, na których opiera się demokracja konstytucyjna.

Najbardziej symbolicznym wydarzeniem pierwszych tygodni „nowych rządów” było siłowe przejęcie mediów publicznych. Zwolennicy „koalicji 13 grudnia” argumentowali, że TVP została wcześniej upolityczniona i wymagała natychmiastowych działań. Krytycy odpowiadali, że nawet słuszny cel nie usprawiedliwia obchodzenia procedur oraz wykorzystywania rozwiązań budzących poważne kontrowersje prawne. We współczesnych demokracjach znacznie częściej obserwuje się działania prowadzące do stopniowego obchodzenia lub osłabiania istniejących reguł. Do takich działań zaliczają między innymi podważanie legalności obowiązującej konstytucji, ignorowanie lub obchodzenie orzeczeń sądów (brak publikacji orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego), wykorzystywanie luk prawnych do zwiększania kompetencji władzy wykonawczej, osłabianie niezależności instytucji kontrolnych (plany likwidacji CBA), częste korzystanie z nadzwyczajnych instrumentów prawnych zamiast normalnej procedury ustawodawczej (rozporządzenia zamiast ustaw). Levitsky i Ziblatt zwracają uwagę, że autorytarne tendencje bardzo często rozpoczynają się od przekonywania społeczeństwa, iż obowiązujące reguły można zawiesić, ponieważ sytuacja jest wyjątkowa.

Drugim sygnałem ostrzegawczym wskazywanym przez naukowców jest przedstawianie przeciwników jako zagrożenia dla państwa, a nie jako legalnych uczestników życia publicznego (zaprzeczanie legitymizacji konkurentów). W tym celu prezentuje ich się w „charakterze zdrajców państwa, agentów obcych państw, organizacji przestępczych” – bez przedstawiania wiarygodnych dowodów (na przykład „zarzuty o realizację rosyjskich interesów – agenturalność”, przedstawianie opozycji jako „zorganizowanej grupy przestępczej”). Mechanizm ten prowadzi do polaryzacji społeczeństwa. Jeżeli przeciwnik zostaje przedstawiony jako wróg państwa, łatwiej uzasadnić ograniczanie jego praw politycznych. Przykładem budzącym szeroką debatę publiczną jest sprawa Zbigniewa Ziobry, wobec którego prowadzone są działania organów państwa związane z zarzutami dotyczącymi jego działalności publicznej. Zwolennicy tych działań wskazują na konieczność odpowiedzialności osób pełniących wcześniej funkcje publiczne, natomiast krytycy obawiają się, że mechanizmy prawne mogą być wykorzystywane jako narzędzie walki politycznej. Spór ten pokazuje, jak cienka bywa granica między prawem do rozliczania nadużyć władzy a ryzykiem politycznej instrumentalizacji instytucji państwowych.

Trzecim sygnałem ostrzegawczym wskazywanym przez Levitsky'ego i Ziblatta jest stosunek elit politycznych do przemocy. Za niepokojące uznają sytuacje, w których politycy usprawiedliwiają przemoc swoich zwolenników, bagatelizują ataki na przeciwników, odmawiają potępienia aktów agresji, jak również sugerują możliwość użycia siły wobec oponentów. Jednocześnie badacze podkreślają, że moment, w którym rywal polityczny przestaje być traktowany jako przeciwnik, a zaczyna być przedstawiany jako wróg państwa, stanowi jedno z najważniejszych ostrzeżeń przed erozją demokracji. Z perspektywy krytyków pojawia się pytanie, czy „proces rozliczeń rządów PiS” nie zaczyna zastępować normalnej konkurencji politycznej? Demokracja wymaga bowiem uznania, że przeciwnik może wygrać kolejne wybory i również posiada demokratyczny mandat.

Czwarty wskaźnik Levitsky'ego i Ziblatta dotyczy próby ograniczania wolności obywatelskich i mediów (stosunku do niezależnych i wolnych mediów). To właśnie ten obszar wydaje się najbardziej kontrowersyjny. Profesorowie z Harvardu wskazują, że autorytarni przywódcy często uzasadniają ograniczenia wolności koniecznością ochrony bezpieczeństwa państwa, walką z dezinformacją lub potrzebą przywrócenia porządku. Szczególnie niepokojące są działania obejmujące ograniczanie niezależności mediów, wykorzystywanie organów państwa przeciwko dziennikarzom, utrudnianie działalności organizacji pozarządowych, nadmierną inwigilację obywateli, selektywne stosowanie prawa wobec przeciwników politycznych, ograniczanie prawa do zgromadzeń. Nie ulega wątpliwości, że media publiczne przed 2023 rokiem były przedmiotem szerokiej krytyki za stronniczość. Jednocześnie sposób przeprowadzenia zmian wywołał pytania o granice dopuszczalnej ingerencji władzy wykonawczej. Z perspektywy krytycznej można postawić pytanie, czy celem reformy było stworzenie bardziej pluralistycznych mediów publicznych, czy raczej zastąpienie jednego modelu wpływu politycznego innym? Jedno jest pewne – demokracja potrzebuje mediów krytycznych wobec każdej władzy. Gdy media stają się przede wszystkim narzędziem aktualnie rządzących, obywatele tracą możliwość niezależnej oceny działań państwa.

Na końcu pozostaje najważniejsza lekcja płynąca z książki Stevena Levitsky'ego i Daniela Ziblatta. Demokracja nie umiera jednego dnia. Nie kończy się wraz z wyjazdem czołgów na ulice ani ogłoszeniem stanu wyjątkowego. „Znacznie częściej gaśnie po cichu” – wtedy, gdy obywatele przyzwyczajają się do kolejnych odstępstw od zasad, uznając je za konieczne, przejściowe lub usprawiedliwione polityczną racją stanu. Dlatego żadna władza – niezależnie od tego, czy określa się jako liberalna, konserwatywna czy centrowa – nie powinna oczekiwać od obywateli bezwarunkowego zaufania. Demokracja nie opiera się na wierze w dobre intencje rządzących, lecz na sile instytucji, przejrzystych procedur i rzeczywistym pluralizmie. To one ograniczają władzę i przypominają, że nawet demokratyczny mandat nie daje prawa do dowolnego interpretowania reguł gry.

Najważniejszym obowiązkiem obywateli nie jest więc bezkrytyczne kibicowanie „swoim”, lecz konsekwentne patrzenie każdej władzy na ręce. Historia pokazuje, że demokrację rzadko niszczą jej otwarci wrogowie. Znacznie częściej osłabiają ją ci, którzy przekonują społeczeństwo, że dla dobra państwa warto zrobić jeden wyjątek od obowiązujących zasad. Na przykład obiecują „stosować prawo – tak je rozumieją”. Problem w tym, że od jednego wyjątku bardzo często zaczyna się nowa reguła.

Swoją refleksję chciałbym zakończyć jednym z najbardziej znanych i zarazem najbardziej aktualnych ostrzeżeń św. Jana Pawła II: „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Słowa te Papież zawarł najpierw w encyklice Centesimus annus (1991), a następnie powtórzył je podczas historycznego przemówienia w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej 11 czerwca 1999 roku.

Dziś, gdy spory polityczne coraz częściej prowadzą do podważania autorytetu instytucji państwa, słowa Ojca Świętego brzmią z wyjątkową siłą. Powinny być przestrogą nie tylko dla jednej formacji czy jednego obozu politycznego, lecz dla wszystkich, którzy sprawują lub aspirują do sprawowania władzy. Bo demokrację można osłabić nie tylko otwartym zamachem na wolność, ale także stopniowym przyzwyczajaniem obywateli do przekonania, że cel uświęca środki. Pozostaje mieć nadzieję, że zarówno obecni rządzący, jak i ich polityczni konkurenci potraktują to przesłanie jako zobowiązanie.

Konrad Wierzbicki
badacz problemów społecznych

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...