Krytyka po koncercie "(Nie)Zakazane piosenki". Prowadząca narzeka na hejt
Od lat na placu marszałka Józefa Piłsudskiego, 1 sierpnia, w kolejne rocznice wybuchu powstania warszawskiego, organizowany jest koncert "Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki". Przyciąga on tłumy warszawiaków i przyjezdnych, którzy razem z chórem i orkiestrą śpiewają utwory towarzyszące powstańcom i piosenki popularne w latach 40.
Internauci niezadowoleni
Tegoroczne widowisko poprowadzili Justyna Dżbik-Kluge oraz Robert Stockinger. Wcześniej, przez wiele lat, koncert prowadził dziennikarz Tomasz Wolny, który jest mocno zaangażowany we wsparcie powstańców na co dzień. Dla wielu osób Wolny stał się nieodłącznym symbolem sierpniowego wydarzenia. Zmiana gospodarza koncertu była związana z tym, że Wolny pożegnał się z Telewizją Polską w 2024 r. (obecnie współpracuje z Kanałem Zero). Już w ubiegłym roku zabrakło go 1 sierpnia na placu Piłsudskiego. W 2025 r. grupa weteranów wystosowała nawet apel, w którym prosiła, aby przywrócić go do prowadzenia koncertu.
"Ten koncert to tylko Tomasz Wolny", "Z Tomkiem czy bez przybywamy. Ale dzięki temu wykluczeniu Tomek Wolny zyskał niesamowitą sławę i docenienie swojej działalności z powstańcami. A było go po prostu bez rozgłosu zostawić jako prowadzącego i już, ale do tego trzeba było mieć klasę", "Tomek miał dar do tego, aż się chciało go słuchać, a teraz?", "Szkoda, że bez Pana Wolnego. To byłby wyraz szacunku do woli Powstańców. Niestety, tutaj widać, że nawet ich nikt nie słucha", "Ten koncert bez Pana Wolnego to już nie to samo" – portal Jastrząb Post cytuje komentarze niezadowolonych internautów.
"Karma wraca"
Współprowadząca tegoroczny koncert, szefowa Radiowej Czwórki Justyna Dżbik-Kluge, opublikowała długi wpis. Rozpoczęła od pozytywnych akcentów. "Za nami jeden z najpiękniejszych koncertów w roku – 'Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki'. Nazwa jest symboliczna, bo tak naprawdę 1 sierpnia o 20 Warszawiakami są wszyscy, którzy przychodzą na Plac Piłsudskiego, albo włączają telewizory, żeby połączyć się we wspólnym śpiewaniu dla Powstańców Warszawskich. To były dwudzieste "Śpiewanki". Od tylu już lat utrzymuje się i umacnia ta piękna tradycja bycia razem w pieśni. Jednych mobilizuje "Pałacyk Michla", inni wzruszają się na "Modlitwie Armii Krajowej" – wracamy do tego, co działo się w sercach Bohaterek i Bohaterów walczących w 1944 roku z niesprawiedliwością, przemocą, z wrogiem. Dla nich też muzyka była wspólnotą, otuchą i mobilizacją. Dlatego w tym roku to właśnie muzyka była motywem przewodnim – Świadkowie Historii opowiadali w nagraniach archiwalnych jak granie i śpiewanie prowadziły ich przez trudy Powstania. Artyści zagrali nowe, bardziej melodyjne, podkreślające brzmienie muzyki aranże, profesjonalny chór, Chór Warszawiaków i soliści zrobili kawał dobrej roboty, żeby godnie i z należytym szacunkiem odśpiewać wszystkie legendarne, powstańcze melodie" – zauważa.
"Najważniejsze podczas tego koncertu jest bycie razem dla Powstańców. Cieszmy się, że możemy być nadal również z nimi. W honorowej loży przed sceną zasiadło w tym roku kilkanaście osób, którym siły i zdrowie nadal pozwalają uczestniczyć w tak wymagającym jednak wydarzeniu. Pani Danuta, Pani Jadwiga, Pani Halina, Pan Jerzy – rozmawiałam z nimi przed i po koncercie. Byli wzruszeni i wdzięczni. Pani Halina przez kilka minut tłumaczyła mi, jak ważne jest w tym koncercie to, że jesteśmy razem, nieważne kto ma jakie poglądy, że to jest dla niej ważne. Dla mnie również" – podkreśla.
Dalej jednak dziennikarka wskazała, że spotkała ją fala hejtu. "Kolejny raz przy okazji tego koncertu spotykam się z internetowymi komentarzami, które nie mają na celu racjonalnej krytyki, ale zdyskredytowanie mojej osoby i mojej pracy. Czytam, że nie mam umiejętności, że nie dorastam do pięt Tomkowi Wolnemu, a jeden z komentujących na moim profilu napisał: 'Spierd*aj. Ty byłaś nikim, jesteś nikim i pozostaniesz'. Życzliwi ludzie mówią: 'Nie przejmuj się', ale tu nie chodzi o przejmowanie. Chodzi o niezgodę na zło, wyraźne stawianie granic i przeciwstawianie się agresji. (...) Zło trzeba nazywać po imieniu. Nie są dobrymi ludzie, którzy obrażają innych. Nie są dobrymi ludzie, którzy wykorzystują piękne idee do swoich osobistych interesów. Nie są dobrymi ludzie, którzy wykorzystują oficjalne wydarzenia do organizacji swoich, zbudowanych na przekazie 'u nas Powstańcy na wyciągnięcie ręki, bez barierek'. Nie są dobrymi ludzie, którzy stawiają się w opozycji, polaryzują, napuszczają ludzi przeciwko sobie. Nie są dobrymi ludzie, którzy cały przekaz budują na kontrze, na tym, że są lepsi, że historia należy do nich, że mają monopol na 'głos Powstańców'. Ten 'głos Powstańców', który ja słyszałam – również na wtorkowym spotkaniu w Domu Powstańców Warszawskich, z którego nie mam zdjęć, bo poszłam tam porozmawiać, a nie robić PR – prosił o wspólnotę i bycie razem. Minimum przyzwoitości wystarczy, żeby to uszanować. Tym, którym tej przyzwoitości dziś brakuje, powiem krótko: pamiętajcie, karma wraca" – podsumowała.