Ceuta w geopolitycznej grze USA, Izraela i Maroka
Orędzie Hassana II zostało wygłoszone kilka godzin po publikacji opinii Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał uznał wprawdzie istnienie historycznych więzi między sułtanem Maroka a niektórymi plemionami zamieszkującymi Saharę Zachodnią, ale nie znalazł podstaw do uznania marokańskiej suwerenności nad tym terytorium. Podtrzymał natomiast zasadę samostanowienia jego mieszkańców poprzez swobodne wyrażenie ich woli. Hassan II wykorzystał korzystny dla siebie fragment opinii, przedstawiając ją swoim poddanym jako potwierdzenie praw Maroka do Sahary Zachodniej, i wezwał ich do wkroczenia na jej terytorium.
W ciągu kilku tygodni władze Maroka zmobilizowały 350 tys. uczestników „pokojowej” inwazji, co najdobitniej świadczy o niewielkim stopniu spontaniczności tego, co do historii przejdzie jako „zielony marsz”. Został on poprzedzony rajdami marokańskich sił zbrojnych na Saharę Zachodnią w celu rozbicia przyczółków walczącego o jej niepodległość Frontu Polisario. „Pokojowy marsz” rozpoczął się 6 listopada, gdy Franco spoczywał już na łożu śmierci. W ciągu kilku dni na Saharę Zachodnią wkroczyły setki tysięcy Marokańczyków. Po wycofaniu się Hiszpanii Maroko i Mauretania przejęły kontrolę nad większością terytorium, rozpoczynając wojnę z Frontem Polisario. Mauretania wycofała się z niej już w 1979 roku i zrzekła swoich roszczeń, po czym Marokańczycy zajęli także większość opuszczonego przez nią obszaru. Większość Sahary Zachodniej kontrolują do dziś. Od obszarów znajdujących się pod kontrolą Polisario oddziela ją zbudowany na pustyni system ufortyfikowanych wałów, pól minowych i posterunków, określany jako marokański mur lub berm. Polisario prowadzi zaś działania, opierając się na zapleczu w algierskich obozach uchodźców.
Napisałem o tych historycznych wydarzeniach dlatego, że uważam, iż także w przypadku ostatniego najścia migrantów na hiszpańską eksklawę w Afryce – Ceutę – mieliśmy do czynienia z działaniem hybrydowym. Kryzys narastał już w ostatnim tygodniu lipca, by 30 lipca przybrać niespotykaną skalę. W kulminacyjnej fali około 72 tys. ludzi przedostało się z Maroka do Ceuty, przy czym zdecydowaną większość stanowili obywatele Maroka. Znamienny był także dalszy przebieg wydarzeń: fala równie gwałtownie opadła, a część przybyszów w krótkim czasie skierowała się z powrotem do Maroka. Nie mieliśmy więc do czynienia wyłącznie ze zwykłym nasileniem nielegalnej migracji. Tym bardziej że według informacji „The Guardian” hiszpański wywiad podejrzewa, iż Maroko mogło świadomie poluzować kontrolę graniczną w związku z napięciem politycznym wywołanym zbliżeniem Madrytu z Algierem. Nie oznacza to, że Rabat musiał bezpośrednio organizować cały ruch – sprzyjało mu również niedawne orzeczenie hiszpańskiego Sądu Najwyższego ograniczające możliwość natychmiastowego zawracania osób przedostających się do Ceuty drogą morską. Skala, gwałtowność i polityczny kontekst wydarzeń dają jednak podstawy, by uznać, że ruch ten był co najmniej kanalizowany przez władze marokańskie. Jaki miały cel? Najpewniej „ukaranie” Hiszpanii za ponowne zbliżenie europejskiego państwa z czołowym regionalnym rywalem Maroka – Algierią. W marcu bieżącego roku Algieria zgodziła się zwiększyć dostawy gazu ziemnego do Hiszpanii gazociągiem Medgaz, biegnącym po dnie Morza Śródziemnego. Wielkość dziennego przesyłu miała wzrosnąć z 28 do 32 mln metrów sześciennych, a więc o 12,5 proc.
Algieria i Maroko stoczyły na przełomie 1963 i 1964 roku wojnę graniczną, określaną jako wojna piaskowa. Maroku nie udało się jednak wymusić zmiany granic ani przejąć obszarów saharyjskich, do których zgłaszało pretensje. Od tego czasu stosunki między tymi państwami pozostają antagonistyczne. Algieria stała się gospodarzem i sojusznikiem Frontu Polisario. W sierpniu 2021 roku Algier zerwał relacje dyplomatyczne z Rabatem, oskarżając Maroko o szereg „wrogich działań”, w tym wspieranie kabylskich separatystów. Obecna inwazja na Ceutę nie jest pierwszym użyciem broni migracyjnej przez Rabat przeciw Hiszpanom w odpowiedzi na działania tych drugich wobec Maghrebu. Poprzednie najbardziej masowe najście na granicę hiszpańskiej eksklawy miało miejsce w maju 2021 roku, miesiąc po tym, gdy Hiszpania przyjęła na leczenie przywódcę Frontu Polisario Brahima Ghaliego. Po poluzowaniu kontroli granicznej przez Maroko do Ceuty w ciągu dwóch dni przedostało się wówczas około 8 tys. migrantów. Kryzys był powszechnie interpretowany jako forma odwetu Rabatu za udzielenie pomocy przywódcy Polisario.
Jednak Hiszpania stała się celem działań hybrydowych Maroka także z innych przyczyn, mających szersze międzynarodowe źródła. Po październiku 2023 roku Hiszpania zajęła jedno z najbardziej krytycznych wobec działań Izraela w Strefie Gazy stanowisk w Unii Europejskiej, z czasem określając je wprost mianem ludobójstwa. 28 maja 2024 roku Madryt uznał państwowość Palestyny. We wrześniu 2025 roku hiszpańska ambasador w Izraelu została wezwana do kraju i już nie wróciła do Tel Awiwu, zaś w marcu bieżącego roku została formalnie odwołana ze stanowiska. Hiszpania stała się również jednym z czołowych promotorów na arenie Unii Europejskiej zawieszenia umowy stowarzyszeniowej z Izraelem, a także ograniczeń wobec towarów produkowanych w nielegalnych żydowskich osiedlach na okupowanym terytorium palestyńskim. Na poziomie unijnym nie udało się jednak uzyskać wymaganej większości dla zawieszenia handlowej części umowy.
Hiszpania sprzeciwiła się również amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran, rozpoczętej 28 lutego bieżącego roku. Premier Pedro Sánchez odrzucił „jednostronną akcję militarną” USA i Izraela, a jego rząd odmówił wykorzystania znajdujących się na terytorium Hiszpanii baz Rota i Morón do prowadzenia operacji przeciwko Iranowi. Madryt odrzucał również plany lotów związanych z działaniami wojennymi, w tym amerykańskich samolotów tankujących. Nic więc dziwnego, że Sánchez znalazł się na celowniku amerykańsko-izraelskiej osi.
Nie chodzi tylko o nieustanną, przechodzącą w inwektywy krytykę ze strony administracji Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu. Pojawiły się również głosy wprost podważające hiszpańską przynależność Ceuty i drugiej afrykańskiej eksklawy – Melilli. W czasie, gdy masy ludzi wdzierały się do Ceuty, ambasador Izraela przy ONZ Danny Danon napisał na X, by Hiszpania „wyjaśniła światu, dlaczego utrzymuje kolonialne enklawy w Afryce”, choć oba miasta są integralnymi częściami Hiszpanii, zamieszkanymi przez Hiszpanów od setek lat. Znacznie dalej poszła Komisja ds. Środków Budżetowych Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych. W raporcie towarzyszącym projektowi budżetowemu na rok fiskalny 2027 określiła Ceutę i Melillę jako miasta administrowane przez Hiszpanię, ale „znajdujące się na terytorium Maroka”, oraz zaznaczyła, że pozostają one przedmiotem wieloletnich roszczeń Rabatu. Co więcej, komisja poparła działania sekretarza stanu zmierzające do skłonienia Maroka i Hiszpanii do rozmów o „przyszłym statusie Ceuty i Melilli”. Sformułowania te znalazły się na stronach 86 i 87 dokumentu przygotowanego pod koniec kwietnia.
Maroko od drugiej połowy XX wieku pozostaje jednym z najbliższych sojuszników USA w Afryce i świecie arabskim. W czasie pierwszej kadencji Donalda Trumpa Maroko dokonało normalizacji swoich stosunków z Izraelem, dołączając do nielicznego grona państw arabskich utrzymujących relacje z państwem syjonistycznym. W zamian za to Trump uznał suwerenność Maroka nad Saharą Zachodnią, wbrew stanowisku ONZ i zdecydowanej większości społeczności międzynarodowej. Ostatnią inwazję migracyjną należy więc rozpatrywać nie tylko w kontekście interesów samego Maroka, lecz także szerszego układu interesów łączących Rabat z Waszyngtonem i Tel Awiwem, pozostającymi obecnie w ostrym konflikcie politycznym z Madrytem.
Socjalistyczny premier Hiszpanii nie jest bohaterem mojej bajki. Raczej antybohaterem. Jego politykę imigracyjną można uznać za absurdalną, skrajnie szkodliwą dla jego kraju i całej Europy. Trzeba jednak rozumieć, że w przypadku niedawnej inwazji na Ceutę nie mieliśmy do czynienia ze zwykłym nasileniem nielegalnej imigracji, lecz z wykorzystaniem presji migracyjnej jako narzędzia politycznego przez Maroko. Działanie to wpisuje się zarazem w geopolityczną konfrontację Rabatu, Waszyngtonu i Tel Awiwu z Madrytem. Nie możemy aprobować używania broni migracyjnej przeciwko państwu wchodzącemu w skład strefy Schengen i musimy zdawać sobie sprawę, do czego zdolne są państwa zewnętrzne w celu rozgrywania sytuacji na naszym kontynencie. Nie możemy zatem wpisywać się w obecne narracje trumpistów i syjonistów, które próbują zrzucić winę za tę sytuację wyłącznie na Sáncheza, wykorzystując kryzys do uderzenia w nieprzyjaznego wobec nich premiera europejskiego państwa.