Nawet "Iustitia" krytykuje pomysł ws. Berka w TK. "Warto trzymać się wysokich standardów"
Kandydatura Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego budzi kolejne zastrzeżenia. Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia", przyznaje, że od strony prawnej nie ma przeszkód do wyboru ministra, ale przypomina o standardach, które sama obecna większość parlamentarna chciała wprowadzić. Jednym z nich miała być czteroletnia karencja między zasiadaniem w rządzie a objęciem stanowiska sędziego TK.
Donald Tusk poinformował, że wyraził warunkową zgodę na odejście Macieja Berka z rządu i jego kandydowanie do Trybunału Konstytucyjnego. Premier przekonywał, że nie zna osoby lepiej przygotowanej do pomocy w naprawie sytuacji w TK.
Inaczej na sprawę patrzy prezes "Iustitii" Bartłomiej Przymusiński. Zwraca uwagę na ustawę o TK uchwaloną przez obecną większość parlamentarną. Choć przepisy ostatecznie nie weszły w życie, przewidywały m.in., że członek Rady Ministrów powinien odczekać cztery lata, zanim będzie mógł zostać sędzią Trybunału.
– Od strony prawnej ta kandydatura formalnie jest poprawna. Natomiast uważam, że słusznie wskazuje się na to, że te nowe standardy, które miały rządzić wyborami sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zostały przez Sejm wyrażone w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym – powiedział Przymusiński w TVN24.
Jak zaznaczył, chociaż ustawa nie obowiązuje, pokazywała, jakie zasady chciała ustanowić obecna większość.
– Warto takich wysokich standardów się trzymać, nawet jeżeli nie są obowiązującym prawem. I z tego powodu ta kandydatura oczywiście budzi kontrowersje – ocenił.
"Mogą mieć z tym problem"
Przymusiński nie kwestionuje przygotowania merytorycznego Berka.
– Kwalifikacji prawniczych nikt panu ministrowi Berkowi, myślę, że nie odmawia, bo rzeczywiście pokazywał swoimi działaniami to, że jest prawnikiem wysokiej próby – zaznaczył.
Problemem jest jednak jego obecne zaangażowanie w politykę. Zdaniem szefa "Iustitii" odbudowa TK powinna polegać również na odsunięciu od niego osób bezpośrednio związanych z partiami i rządem.
– Jeżeli przez ostatnie lata mówiliśmy głośno o tym, że politycy nie powinni zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym, że byli posłowie nie powinni zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym, to przecież wcale nie chodzi nigdy o to, że to są osoby z określonego ugrupowania politycznego, tylko że to są osoby, które były politykami, nieważne, z jakiej strony sceny politycznej – podkreślił.
Pytany, jak kandydaturę mogą odebrać osoby zaangażowane w walkę o praworządność, odpowiedział:
– Myślę, że mogą mieć z tym problem, bo jeżeli mówimy o określonych standardach, to mówimy o nich w odniesieniu do każdej strony sceny politycznej.
Porównanie do Pawłowicz i Piotrowicza
Przymusiński nawiązał również do wyboru do TK Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Zastrzegł, że poziom politycznego zaangażowania Berka jest inny, jednak jego zdaniem sam problem pozostaje.
– Ten stopień zaangażowania w politykę pewnie nie był aż tak wysoki jak w przypadku pani Pawłowicz czy pana Piotrowicza, którzy byli członkami izby parlamentarnej, ale jednak ona jest – powiedział.
Prezes "Iustitii" uważa, że rządzący mają jeszcze możliwość ponownego przemyślenia kandydatury. – Dobrze by było, gdyby odnowa Trybunału Konstytucyjnego dokonywała się w atmosferze, która nie wzbudza takich kontrowersji – stwierdził.
– Jeszcze większość parlamentarna, czy pan premier mają czas, żeby zastanowić się nad tym, czy to jest najlepsze rozwiązanie, żeby usunąć ten cień polityczności z Trybunału Konstytucyjnego – dodał.
Na koniec Przymusiński ponownie podkreślił, że problemem nie są kompetencje prawnicze ministra. – Nikt nie odmawia mu kompetencji, ale czasami trzeba być jak ta żona Cezara, która powinna być poza wszelkimi podejrzeniami – podsumował.