170 tys. zł pomocy dla powodzian dla asystentki ministra. Są niejasności
Stowarzyszenie "Nysa Patrzy" ujawniło w mediach społecznościowych, że firma Jolanty Trytko-Warczak, przewodniczącej rady miejskiej w Nysie i działaczki Koalicji Obywatelskiej, otrzymała prawie 172 tys. zł pomocy przeznaczonej dla powodzian.
Firma VENETO, prowadząca działalność spa & beauty, dostała dwa przelewy – na ponad 65,5 tys. zł w listopadzie 2024 r. oraz na blisko 107 tys. zł w lutym 2025 r. Tymczasem stowarzyszenie "Nysa Patrzy" twierdzi, że lokal przy ul. Mickiewicza był nieczynny jedynie od 16 do 17 września 2024 r., a potem normalnie przyjmował klientów.
"Tak, salon był zamknięty przez dwa dni, ale..."
Trytko-Warczak opublikowała na Facebooku obszerny wpis, w którym podkreśliła, że nieprawdą jest, iż poniesione przeze nią straty były niewielkie. "Zalana została zagospodarowana część lokalu, w której znajdowały się m.in. gabinet z solarium, pomieszczenia gospodarcze, kotłownia i magazyn. Woda zniszczyła podłogi, ściany, drzwi, wyposażenie oraz urządzenia. Dokumentacja szkody sporządzona po powodzi wskazuje poziom zalania wynoszący 0,7 m, czyli około 70 cm. Kosztorys dotyczący likwidacji samej szkody budowlanej opiewał na 75 767,69 zł brutto. Obejmował m.in. usunięcie szlamu, osuszanie, demontaż zniszczonych paneli i ościeżnic, prace przy posadzkach i ścianach oraz inne roboty konieczne po zalaniu. Do tego dochodziły straty w wyposażeniu i urządzeniach" – przekazała.
"Tak, salon był całkowicie zamknięty przez dwa dni. Ale przedstawianie tego w taki sposób, jakby trzeciego dnia wszystko wróciło do normy, jest kolejnym uproszczeniem. Wróciliśmy do pracy w minimalnym, możliwym w tamtych warunkach zakresie. Przez dłuższy czas nie mogliśmy wykonywać wszystkich usług, m.in. z powodu braku możliwości bezpiecznego korzystania z wody. Jednocześnie trwało usuwanie skutków zalania, porządkowanie i osuszanie zniszczonych pomieszczeń. W rzeczywistości osuszanie trwało około trzech miesięcy" – zaznaczyła.
Siemoniak: To nie są moi pracownicy
Jolanta Trytko-Warczak jest asystentką społeczną ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. – Nie wiem wszystkiego, nie zajmowałem się tym. Asystenci społeczni to nie są moi pracownicy. Ja zresztą – ponieważ pojawiła się taka dwuznaczna sytuacja wokół słów "asystent społeczny" – postanowiłem zrezygnować w ogóle z asystentów społecznych, bo inne osoby, niemające nic wspólnego z żadnymi powodziami, biznesami itd., też tutaj podlegały jakimś atakom – powiedział polityk KO w programie "Graffiti" w Polsat News.
Minister podkreślił, że Powiatowy Urząd Pracy "to zbadał i uznał, że sprawa jest w porządku, zgodna z przepisami". Jednocześnie oświadczył, że jeżeli władze partii chcą dokładniejszych wyjaśnień, to powinny je otrzymać.