Grecki europoseł: Polska i Grecja powinny skoordynować działania ws. reparacji

Dodano:
Grecki europoseł Emmanouil Fragkos (EKR) Źródło: PAP / CHRISTOPHE PETIT TESSON
Europejskie pojednanie ma ogromną wartość, ale prawdziwe pojednanie nie oznacza zapomnienia. Oznacza pamięć, prawdę, przyjęcie odpowiedzialności i nieustanną czujność, aby historia się nie powtórzyła – mówi DoRzeczy.pl Emmanouil Fragkos z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Jakub Jóżwiak: Dziś przypada 87. rocznica niemieckiej agresji na Polskę, która zapoczątkowała II wojnę światową. Jakie znaczenie ma ta rocznica dla dzisiejszej Europy i w jaki sposób powinniśmy o niej uczyć młodsze pokolenia?

Emmanouil Fragkos: 1 września 1939 r. to nie tylko data z historii Polski. To jedna z kluczowych dat naszej szczególnie powiązanej, niemal wspólnej pamięci historycznej. Agresja nazistowskich Niemiec na Polskę otworzyła drogę do wojny, która pochłonęła dziesiątki milionów ofiar i pokazała, do czego może doprowadzić niemiecki totalitaryzm.

Dla mnie jednak istnieje jeszcze jedna lekcja. Nie powinniśmy uczyć o II wojnie światowej jako o sekwencji dat i operacji wojskowych. Musimy wyjaśniać młodszym pokoleniom, jak do tego doszło: poprzez problematyczny system gospodarczy i narzucony totalitaryzm, poprzez lekceważenie prawa międzynarodowego, rewizjonizm oraz przekonanie, że ci, którzy są silniejsi militarnie, mogą narzucić swoją wolę tym słabszym.

I musimy nazywać rzeczy po imieniu. Każde dziecko powinno wiedzieć, co wydarzyło się w Warszawie, w Auschwitz, w Distomo, w Kalavrytach, w Kandano. Europejskie pojednanie ma ogromną wartość, ale prawdziwe pojednanie nie oznacza zapomnienia. Oznacza pamięć, prawdę, przyjęcie odpowiedzialności i nieustanną czujność, aby historia się nie powtórzyła.

Grecja zapisała się w historii poprzez „OCHI”, co po grecku oznacza “NIE” (odpowiedź greckiego rządu na włoskie ultimatum postawione 28 października 1940 roku, w którym Włochy zażądały od rządu w Atenach podporządkowania się, w przeciwnym razie wojska włoskie wkroczyłyby do Grecji – przyp. JJ) i oporowi wobec sił Osi. Jak ocenia Pan dzisiaj postawę swojego kraju w tamtym okresie i jakie, Pana zdaniem, było jej historyczne znaczenie zarówno dla Grecji, jak i dla ogólnego przebiegu wojny?

Greckie „NIE” stanowi jeden z najważniejszych momentów współczesnej historii Grecji, ponieważ był to przede wszystkim wybór na rzecz godności narodowej. Grecja zdawała sobie sprawę, że ma do czynienia z potężną siłą militarną. Mimo to zdecydowała się stawić opór, zamiast pogodzić się z likwidacją swojej suwerenności.

A to „NIE” nie pozostało jedynie symbolicznym oświadczeniem. Nastąpiła grecka kontrofensywa w Albanii i pierwsza poważna porażka militarna państw Osi w Europie. Kiedy potem wkroczyły nazistowskie Niemcy, opór trwał nadal w fortecach Macedonii, na Krecie, a następnie w ramach Narodowego Ruchu Oporu. Bitwa o Kretę spowodowała szczególnie ciężkie straty w niemieckich siłach desantowych, a Niemcy już nigdy nie powtórzyły operacji spadochronowej na podobną skalę.

Nie ulega wątpliwości, że Grecja zmusiła państwa Osi do poświęcenia czasu, sił i ludzkiego życia na jej podbój. Głębsze znaczenie ma jednak charakter moralny: udowodniła ona, że wielkość kraju nie determinuje wielkości jego oporu.

Potrójna okupacja – niemiecka, włoska i bułgarska – pozostawiła głębokie rany w greckim społeczeństwie i gospodarce. Jakie były najdłuższe w czasie skutki tego okresu dla Pana kraju i w jakim stopniu nadal wpływają one na zbiorową pamięć?

Jeśli odwiedzicie Muzeum Czartoryskich w Krakowie, przy wejściu zobaczycie tablicę z greckim napisem: „MNIMIS ANOIGO IERON” (co należy tłumaczyć jako “Otwieram Świątynię Pamięci – przyp. JJ). Odnosi się to do miejsca pamięci z czasów, gdy Polska przez wiele lat była podzielona. Pamięć jest naszym świętym obowiązkiem. Pamięć przynosi sprawiedliwość.

Okupacja pozostawiła w Grecji nie tylko ofiary śmiertelne. Pozostawiła głęboko zraniony kraj. Głód w latach 1941–1942 pochłonął dziesiątki tysięcy ofiar, zniszczono setki wsi i osad, infrastruktura i zdolność produkcyjna poniosły ogromne straty, a około 60 000 naszych rodaków – Żydów i Greków – zostało wysiedlonych i zamordowanych w ramach Holokaustu.

Doszło również do grabieży gospodarczej, której konsekwencje wykraczały poza koniec wojny. Grecja wyszła z okupacji ekonomicznie wyczerpana, z zniszczoną infrastrukturą, a kwestia przymusowej pożyczki okupacyjnej pozostaje do dziś częścią greckich roszczeń wobec Niemiec.

Jednocześnie okres okupacji przyczynił się do skrajnej polaryzacji politycznej, która nastąpiła po wyzwoleniu, a ostatecznie doprowadziła do wojny domowej. Jego dziedzictwo miało zatem nie tylko charakter materialny, ale także społeczny i polityczny.

Istnieje też szczególny aspekt, który często jest niedoceniany: bułgarska okupacja we Wschodniej Macedonii i Tracji, gdzie prowadzono politykę brutalnej bułgaryzacji.

Dlatego właśnie okupacja pozostaje żywa w greckiej pamięci zbiorowej. Distomo, Kalavryta, Viannos, Kandanos, Kaisariani to nie tylko nazwy miejscowości. To miejsca pamięci.

W zeszłym roku mieliśmy okazję porozmawiać o Powstaniu Warszawskim i jego tragicznych konsekwencjach – zniszczeniu miasta, grabieżach i masakrach mieszkańców dokonywanych przez wojska niemieckie. Ta rozmowa po raz kolejny pokazała, jak bardzo podobne są doświadczenia Grecji i Polski związane z niemieckim okrucieństwem. Biorąc pod uwagę te wspólne, bolesne doświadczenia, zarówno Grecja, jak i Polska domagały się od Niemiec odszkodowań wojennych, jednak do dziś nie uzyskały żadnej konkretnej odpowiedzi. Dlaczego uważa Pan, że skoordynowane, wspólne działania obu krajów na arenie międzynarodowej miałyby większe szanse powodzenia niż indywidualne roszczenia?

Grecja i Polska mają odmienne ścieżki historyczne i prawne, ale łączy je fundamentalna rzeczywistość: oba kraje poniosły ogromne zniszczenia ze strony nazistowskich Niemiec i uważają, że kwestie reparacji i zadośćuczynienia nie zostały odpowiednio rozwiązane. Całe społeczeństwo greckie, a także Grecja jako państwo, nadal oficjalnie uznaje kwestię niemieckich reparacji wojennych za otwartą.

Moim zdaniem skoordynowane działania Grecji i Polski miałyby trzy zalety. Po pierwsze, przekształciłyby tę kwestię z dwustronnego sporu między Grecją a Niemcami lub Polską a Niemcami w szerszą europejską kwestię sprawiedliwości historycznej. Po drugie, oba kraje mogłyby połączyć dokumentację historyczną, badania prawne i działania dyplomatyczne na arenie międzynarodowej. Po trzecie, trudniej byłoby przedstawić to roszczenie jako wynik wewnętrznej sytuacji politycznej tylko jednego kraju.

Polska dokonała już szczegółowego oszacowania swoich strat wojennych i podjęła próbę nadania tej kwestii wymiaru międzynarodowego. Grecja dysponuje również dokumentacją historyczną i parlamentarną. Kwestia ta musi być traktowana jako sprawa narodowa, z pewnością ponadpartyjna i dobrze skoordynowana.

Chcę jednak wyraźnie zaznaczyć: współpraca nie może być skierowana przeciwko dzisiejszym Niemcom. Musi służyć zasadzie, że pojednanie nie unieważnia sprawiedliwości, a upływ czasu nie sprawia automatycznie, że historycznie nierozstrzygnięta kwestia przestaje istnieć.

Czy miały już miejsce jakieś kontakty lub inicjatywy między Atenami a Warszawą w tej sprawie? Jakie konkretne kroki podjęto do tej pory i jaki powinien być następny etap tej współpracy?

Tak, miały już miejsce konkretne kontakty i jest to szczególnie ważne. W lutym 2023 r. ówczesny polski wiceminister spraw zagranicznych i pełnomocnik Rządu ds. Odszkodowań za Szkody Wyrządzone Agresją i Okupacją Niemiecką w latach 1939–1945, Arkadiusz Mularczyk, odwiedził Ateny i przeprowadził konsultacje polityczne w greckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zgodnie z oficjalnym komunikatem polskiego rządu jednym z wyraźnie określonych celów wizyty była wymiana poglądów na temat ewentualnych wspólnych działań Grecji i Polski w kwestii niemieckich odszkodowań.

Istnieje zresztą interesujący związek historyczny. Pan Mularczyk odwiedził Ateny już jako poseł i otrzymał grecki raport poświęcony ofiarom wojennym. Sam stwierdził później, że raport ten stanowił inspirację do przygotowania analogicznego raportu polskiego, który został przedstawiony w 2022 roku.

Moim zdaniem kolejnym krokiem powinno być zinstytucjonalizowanie tej współpracy: utworzenie grecko-polskiej grupy historyków, politologów i prawników, wymiana archiwów i dokumentacji, a następnie wspólna prezentacja wniosków na szczeblu europejskim i międzynarodowym.

Oczywiście znacie naszą znakomitą współpracę z panem Mularczykiem w Parlamencie Europejskim. To znakomita wspólna działalność, godna naszego celu.

Nie wystarczą same symboliczne oświadczenia. Potrzebna jest konsekwencja, naukowe uzasadnienie i konkretna strategia dyplomatyczna.

Pojawiają się głosy, nawet wśród polityków, że to, co wydarzyło się ponad 80 lat temu, należy definitywnie do przeszłości i nie powinno wpływać na dzisiejsze stosunki międzynarodowe. Jak odpowiada Pan na ten pogląd i dlaczego uważa Pan za ważne, aby podtrzymywać pamięć o tych wydarzeniach?

Przez dwa tysiące lat Żydzi mówili całemu światu o swojej krzywdzie i potrzebie swoim zadośćuczynienia i w końcu je osiągnęli. Wybieranie wygodnego zapomnienia w ciągu niecałego stulecia jest historyczną ucieczką od rzeczywistości i lekkomyślnością. Istnieje ogromna różnica między tym, by nie być więźniem przeszłości, a tym, by zdecydować się na jej zapomnienie.

Europa po 1945 roku została w dużej mierze zbudowana na pojednaniu dawnych wrogów. Jest to jedno z jej największych osiągnięć. Jednak pojednanie udało się właśnie dlatego, że poprzedziło je uznanie i potępienie zbrodni nazizmu i wykształciło się wspólne przekonanie, że pewne rzeczy nie mogą się nigdy powtórzyć.

Pamięć nie jest zatem zemstą. Jest obroną.

Kiedy wspominamy Warszawę, Auschwitz, Distomo czy Kalavryta, nie oskarżamy młodego Niemca o zbrodnię, którą popełnił ktoś osiemdziesiąt lat temu. Prosimy go, tak jak prosimy naszych młodych ludzi, aby wiedział, co się wydarzyło i dlaczego, tak aby istniała podstawa do zadośćuczynienia.

Jest jeszcze jeden aspekt. W dzisiejszej Europie nie możemy powoływać się na prawo międzynarodowe, odpowiedzialność agresora i obowiązek zadośćuczynienia w odniesieniu do współczesnych wojen, a jednocześnie uważać, że te same zasady tracą wszelkie znaczenie, gdy analizujemy naszą własną historię.

Pamięć historyczna nie powinna zatruwać stosunków między narodami. Powinna sprawiać, że będą one szczere i oparte na bardziej autentycznej współpracy.

W Polsce działają obecnie ważne instytucje poświęcone zachowaniu tej pamięci, takie jak Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, które co roku przyjmują setki tysięcy zwiedzających, zwłaszcza młodzieży. Czy istnieją w Grecji podobne instytucje lub muzea, które systematycznie pielęgnują pamięć o ofiarach?

Grecja dysponuje ważnymi instytucjami i miejscami pamięci, ale uważam, że przed nami jeszcze długa droga, aby greckie doświadczenia z II wojny światowej były prezentowane z taką systematycznością i w tak szerokim międzynarodowym kontekście, jak ma to miejsce w Polsce.

Muzeum Wojny w Atenach posiada ważną sekcję poświęconą wojnie z lat 1940–1941, okupacji, ruchowi oporu i wyzwoleniu. Żydowskie Muzeum Grecji pełni niezwykle ważną rolę w zachowaniu pamięci o Holokauście i oferuje programy edukacyjne skierowane specjalnie do młodzieży i nauczycieli. Istnieją również miejsca takie jak Kaisariani, Distomo, Kalavryta, obóz w Chaidari oraz areszt przy ulicy Korai w Atenach. Te ostatnie, na przykład, mieszczą się w budynkach, które służyły jako areszty podczas niemieckiej okupacji.

Istnieją również ważne inicjatywy cyfrowe, takie jak archiwum „Wspomnienia z okupacji w Grecji”, w którym zgromadzono dziesiątki relacji ocalałych.

Polsce udało się przekształcić pamięć w edukację. Jest to przykład, który warto przeanalizować.

Polska jest krajem, który poniósł największe straty spośród wszystkich krajów uczestniczących w II wojnie światowej — życie straciło około sześciu milionów ludzi, a Warszawa została niemal całkowicie zrównana z ziemią. A jednak w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci byliśmy świadkami, jak kraj ten odrodził się niczym feniks z popiołów, z szacunkiem odbudowując swoje historyczne dziedzictwo i stając się jedną z najbardziej dynamicznych i szanowanych sił współczesnej Europy. Jakie są Pana wrażenia z tej drogi, jaką przebyła Polska? Co Pana zdaniem udało się osiągnąć temu narodowi i jak postrzega Pan to jako grecki polityk?

To, co osiągnęła Polska, jest naprawdę imponujące. Użyłbym tylko nieco innego sformułowania historycznego: Polska była jednym z krajów, które poniosły najcięższe straty podczas II wojny światowej i należała do najbardziej dotkniętych w stosunku do liczby ludności. Około sześciu milionów obywateli Polski straciło życie, a Warszawa została zniszczona na niespotykaną dotąd skalę. To sformułowanie jest dokładniejsze niż stwierdzenie, że Polska poniosła największe straty bezwzględne spośród wszystkich krajów uczestniczących w wojnie.

A jednak patrząc dziś na Warszawę, widzi się coś znacznie więcej niż tylko nowoczesną europejską stolicę. Widzi się miasto, które postanowiło odbudować nawet fragmenty swojego historycznego centrum niemal kamień po kamieniu. Jest to akt o głębokim znaczeniu politycznym: „Możecie zniszczyć nasze budynki, ale nie możecie wymazać naszej tożsamości”.

Polska przetrwała najpierw nazistowską okupację, a następnie dziesięciolecia komunistycznej niewoli. Mimo to po 1989 roku udało jej się zbudować silną gospodarkę, przystąpić do Unii Europejskiej i zyskać coraz większe znaczenie polityczne w Europie.

Jako Grek postrzegam Polaków jako naród, z którym łączy nas więcej wspólnych cech, niż być może nam się wydaje: silna świadomość historyczna, przywiązanie do niepodległości narodowej, głęboka tożsamość kulturową oraz historia pełna okresów, w których inne mocarstwa próbowały decydować o jej losie.

I być może właśnie to jest największym osiągnięciem współczesnej Polski: nie zadowoliła się samym przetrwaniem swojej historii; przekształciła swoją historyczną wytrwałość w narodową pewność siebie.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...