Lex Kujawa: Nadzór sądowy nad służbami bez lekcji z afery szpiegowskiej Tomasza Szmydta
"Nie prowadzimy wojny z Białorusią (…), to jest nasz sąsiad i partner" – gen. Radosław Kujawa
Ustawa w swych rewolucyjnych postanowieniach, po raz pierwszy w historii III RP nadaje sędziom daleko idące kompetencje do władczego ingerowania w stosowaną przez uprawnione służby kontrolę operacyjną oraz do nieograniczonego zapoznawania się z pozyskanymi materiałami operacyjnymi po jej zakończeniu – przy jednoczesnym braku wprowadzenia proporcjonalnych środków gwarancyjnych dla ochrony bezpieczeństwa państwa.
Twierdzę, że jeśli ustawa zostanie podpisana i wejdzie w życie, wywoła katastrofalne skutki dla bezpieczeństwa państwa polskiego.
Po pierwsze, ustawa została uchwalona w kompletnym oderwaniu od przyczyn i skutków afery szpiegowskiej b. sędziego Tomasza Szmydta, która dowiodła skutecznej penetracji sądów ze strony wrogich służb wywiadowczych oraz podatności tego środowiska na operacje werbunkowe.
Po drugie, umożliwi białoruskim i rosyjskim służbom wywiadowczym, poprzez agenturę obecnie uplasowaną w sądach karnych, wgląd w materiały operacyjne polskich służb uzyskiwane w wyniku prowadzonej inwigilacji oraz ingerowanie w prowadzone operacje z racji władczych uprawnień, jakie rzeczona ustawa nadaje sędziom;
Po trzecie, narazi sędziów na wzmożone operacje werbunkowe ze strony obcych służb wywiadowczych, co przy braku systemowej ochrony kontrwywiadowczej sądów i podatności środowiska sędziowskiego na ryzyka, ze względu na wyłączenie sędziów spod jakichkolwiek procedur weryfikacyjnych, może przynieść dla białoruskiego KGB i rosyjskiego SWR oczekiwane rezultaty;
Po czwarte, ustawa wytworzy niebezpieczną sytuację polegającą na koncentracji kompetencji i wiedzy w wąskim gronie sędziowskim. W jednym miejscu zostanie utworzony strukturalny punkt kumulacji wiedzy operacyjnej porównywalny z poziomem wiedzy, jaką dysponują szefowie samych służb — bez zastosowania mechanizmów bezpieczeństwa, jakimi obwarowani są funkcjonariusze służb specjalnych.
To nie wszystkie argumenty przeciwko ustawie. Więcej czytelnik dowie się w dalszej części publikacji.
Za przyjęciem ustawy głosowało 264 posłów (cała koalicja rządowa, a także Klub Konfederacja), przy 1 głosie przeciwnym (poseł Mariusz Gosek z PiS), 176 głosach wstrzymujących się (kluby PiS, Rozwój Plus i Konfederacja KP). Nie głosowało 19 posłów.
Ustawa została przekazana do Senatu RP, który na posiedzeniu w dniach 5 i 6 sierpnia wprowadził do niej kilka poprawek. Poprawki sformułował i zgłosił senator Adam Bodnar. Teraz ustawa wraca do Sejmu w celu przyjęcia lub odrzucenia uchwalonych zmian. Dostępny porządek obrad najbliższego wrześniowego posiedzenia Sejmu RP nie przewiduje głosowania nad przedmiotową ustawą. Niemniej, ustawa w końcu trafi na biurko Prezydenta RP.
Prezydent RP dr Karol Nawrocki nie tyle zawetować ustawę lex Kujawa może, ile zawetować powinien.
Ustawa Lex Kujawa
Kontrola operacyjna obejmuje zespół technik niejawnego pozyskiwania informacji i materiałów przez uprawnione do tego służby: tj. podsłuch telefoniczny, podgląd prywatnych pomieszczeń, monitoring poczty elektronicznej, perlustracja korespondencji, instalowanie aplikacji szpiegowskich na smartfonach i komputerach itp.
Rewolucyjne zapisy ustawy o wzmocnieniu sądowego nadzoru nad kontrolą operacyjną, opracowanej przez grupę byłych ludzi służb skupionych wokół gen. Radosława Kujawy polegają przede wszystkim na:
-
przyznaniu sądowi uprawnienia do bycia informowanym o wynikach kontroli operacyjnej po jej zakończeniu oraz do żądania przedstawienia informacji o przebiegu kontroli w trakcie jej trwania, a także na przyznaniu prawa nieograniczonego wglądu do materiałów zgromadzonych podczas jej stosowania,
-
przyznaniu sądowi i prokuratorowi uprawnienia do zakończenia kontroli operacyjnej w każdym czasie,
-
wskazaniu w przepisach zmienianych ustaw terminów zniszczenia przez odpowiednie organy poszczególnych służb materiałów, których wykorzystanie w postępowaniu karnym jest niedopuszczalne, co do których zapadła decyzja sądu o ich zniszczeniu, a także przyznaniu sądowi uprawnienia do bycia informowanym o wykonaniu zarządzenia dotyczącego zniszczenia tych materiałów.
Ustawa nowelizuje przepisy ośmiu ustaw pragmatycznych o Policji, Straży Granicznej, o Żandarmerii Wojskowej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego, Krajowej Administracji Skarbowej i Służbie Ochrony Państwa.
Kontrola sądowa
Co do zasady, w myśl obowiązujący przepisów o zastosowaniu kontroli operacyjnej decyduje Sąd Okręgowy w drodze postanowienia na wniosek uprawnionej służby, po uprzednio wyrażonej zgodzie przez właściwego prokuratora. Sąd wnioski rozpoznaje jednoosobowo w warunkach niejawnych. W posiedzeniu sądu może wziąć udział prokurator i przedstawiciel upoważnionej służby. Sąd podejmuje decyzję w oparciu o materiały uzasadniające zastosowanie kontroli. Kontrolę operacyjną można stosować tylko na czas określony w postanowieniu i nie dłużej niż przez 12 miesięcy. Przed wydaniem postanowienia o przedłużeniu kontroli operacyjnej, sąd ma możliwość zapoznania się z materiałami zgromadzonymi podczas jej stosowania.
Sędziów rozpoznających wnioski służb nie wyłania się w drodze losowania jak w zwykłych sprawach karnych lub cywilnych. O kontroli operacyjnej decydują tzw. sędziowie dyżurujący, którzy w podobnym trybie rozpoznają na przykład sprawy aresztowe. Sędziów dyżurujących wyznacza się według kalendarza. Grafik ustalany jest na każdy miesiąc, który uwzględnia plan dyżurów oraz zastępstw. Nie istnieje jakaś wewnętrzna procedura wyłaniania sędziów o szczególnych, wymaganych walorach i cechach, a eliminacji tych sędziów, którzy są mało wiarygodni lub rodzą określone ryzyka (działalność polityczna, nadużywanie alkoholu, zażywanie, podatność na korupcję, zboczenia seksualne, itd.).
Sędziowie należą do katalogu funkcjonariuszy publicznych wyłączonych spod ogólnych procedur sprawdzających mających na celu ustalenie, czy dana osoba daje rękojmię zachowania tajemnicy oraz nie są objęci okresową weryfikacją. Dostęp do najściślejszych tajemnic posiadają z mocy pełnionego urzędu.
Należy z całą mocą podkreślić, że środowisko sędziowskie nie było i do chwili obecnej nie jest objęte systemową ochroną kontrwywiadowczą.
Sądowe „Getto”
Na potrzeby niniejszego artykułu zwróciliśmy się do rzeczniczki prasowej Sądu Okręgowego w Warszawie z prośbą o przedstawienie zasad i trybu przydzielenia sędziom do rozpoznania wniosków o zastosowanie kontroli operacyjnej. Zapytaliśmy także, czy dla spraw o najwyższej wadze dla bezpieczeństwa państwa przewidziane są jakieś wewnętrzne regulacje dopuszczające sędziów do rozpoznania tego typu wniosków, tak by wyeliminować sędziów o niskiej wiarygodności lub mających podejrzane kontakty.
Sąd Okręgowy w Warszawie jako jedyny w kraju rozpoznaje wnioski o kontrolę operacyjną najważniejszych służb: ABW, CBA, KGP, CBŚP, CBZC, KAS czy SOP. W Sądzie tym, wąska grupa sędziów wydziałów karnych skupia najbardziej wrażliwą wiedzę pozyskaną w wyniku zastosowania przez służby kontroli operacyjnej.
Co istotne i nieobojętne dla negatywnych skutków wejścia w życie ustawy lex Kujawa, Sąd Okręgowy w Warszawie jest przykładem chyba największych patologii pod względem naruszeń niezawisłości sędziowskiej w skali całego kraju. Wystarczy wskazać na fakt kierowania warszawskim sądem przez sędzię-emerytkę Beatę Najjar i skandal wywołany jej decyzjami kadrowymi, polegającymi m.in. na bezprawnym odsunięciu od orzekania niepokornego wobec obecnej władzy sędziego Dariusza Łubowskiego.
Warto więc przytoczyć informację w całości. Podkreślenia w tekście pochodzą od redakcji:
1.przydział sędziów do rozpoznawania wniosków Prokuratora Krajowego o zastosowanie przez uprawnione służby kontroli operacyjnej został uregulowany zarządzeniem Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie Nr 279/2017 z 24 listopada 2017 r. na podstawie art. 22 § 1 pkt 1 lit. a i b oraz art. 8 pkt 2 ustawy z 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych;
2.zgodnie z tym zarządzeniem, sprawy są rozpoznawane w ramach naprzemiennych miesięcznych dyżurów pełnionych przez sędziów orzekających w pionie karnym naszego Sądu; to jest Wydziałów IX i X (druga instancja) oraz VIII, XII i XVIII (pierwsza instancja); zatem taki dyżur na dany Wydział przypada raz na 5 miesięcy i przechodzi w tej kolejności na następny rok;
3.z dyżurów w tych sprawach są zwolnieni sędziowie Wydziału XI (penitencjarny) i XV (wykonywania orzeczeń);
4.Przewodniczący Wydziału lub Zastępca Przewodniczącego Wydziału, na który przypada dyżur w danym miesiącu, wyznacza spośród sędziów swojego Wydziału sędziego dyżurującego danego dnia oraz jego zastępcę (na wypadek, gdyby wyznaczony sędzia dyżurny np. z powodu choroby nie mógł objąć dyżuru) z odpowiednim wyprzedzeniem według imiennej listy alfabetycznej, z uwzględnieniem zaplanowanych urlopów;
5.sprawy tego rodzaju nie podlegają losowaniu; wszystkie sprawy, które danego dnia wpłynęły do Kancelarii Tajnej naszego Sądu, są rozpoznawane przez sędziego dyżurującego w tym dniu; nie jesteśmy w stanie przewidzieć z wyprzedzeniem jakie sprawy wpłyną konkretnego dnia np. za miesiąc, czy za dwa miesiące;
6.nie dzielimy spraw według kryterium spraw o najwyższej wadze dla bezpieczeństwa państwa i wrażliwości dla praw obywatelskich oraz pozostałych; wszystkie sprawy wpływające danego dnia rozpoznaje sędzia dyżurny, wszystkie traktowane są w ten sam sposób i wszyscy sędziowie orzekający w tych sprawach są traktowani równo – wszyscy mają dostęp z mocy ustawy do orzekania w sprawach oklauzulowanych;
7.nie mamy żadnych informacji o podejrzanych kontaktach jakiegokolwiek sędziego; gdyby tak było, zostałyby wszczęte odpowiednie procedury dyscyplinarne wobec takiego sędziego.
Twierdzenie, że w Sądzie Okręgowym w Warszawie wszyscy sędziowie są traktowani równo, delikatnie mówiąc – mija się z prawdą. Opinii publicznej znany jest przecież fakt zorganizowania w strukturze sądu dla kilkunastu sędziów karnistów swego rodzaju „getta”, do którego ich zesłano i którym odebrano prawo do wydawania wyroków oraz do orzekania.
Na początku 2025 w Sądzie tym, przy XII Wydziale Karnym utworzono specjalną sekcję (nazywaną popularnie „gettem”), do której trafiło kilkunastu sędziów. Jako kryterium selekcji negatywnej przyjęto udział w rozmaitych procedurach przed Krajową Radą Sądownictwa po 2018. Kierownikiem sekcji został sędzia Piotr Gąciarek, jeden z liderów stowarzyszenia „Iustitia”, który zasłynął żądaniem rozliczenia swoich kolegów z sądu oraz szokującymi publicznymi wypowiedziami. Sędzia Gąciarek KRS określił jako „prawdziwy nowotwór”, który „zatruwa polskie państwo”, kolegów powołanych po 2018. nazwał „przebierańcami w togach”, a sędziów Sądu Najwyższego „uzurpatorami”. Obecnie sekcją kieruje sędzia Piotr Maksymowicz.
Zdaniem sędziego Adama Jaworskiego, legalnego zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie i wiceprezesa stowarzyszenia „Sędziowie RP”, faktycznym celem powołania sekcji „była nie tylko systemowa dyskryminacja sędziów powołanych po 2018 roku, ale przede wszystkim zapewnienie, aby sprawy karne czy wnioski o przedłużenie tymczasowego aresztowania były rozpoznawane przez wybraną grupę sędziów”. Ta sama wybrana grupa sędziów rozpatruje wnioski służb specjalnych o zastosowanie kontroli operacyjnej.
Ponadto, sędzia Jaworski w poście na swoim oficjalnym profilu na platformie X wytknął także, że sędzia Beata Najjar konsekwentnie nie respektuje uchwał KRS, którymi uwzględniono odwołania sędziów od zmienionych podziałów czynności.
W Sądzie Okręgowym w Warszawie segregacja sędziów nadal obowiązuje i nie zanosi się na jakiekolwiek zmiany.
Afera szpiegowska zdrajcy Szmydta
Sędzia Tomasz Szmydt wyjechał z Polski na Białoruś pod koniec kwietnia 2024. Już w dniu 6 maja wystąpił na konferencji prasowej w Mińsku w siedzibie państwowej agencji BiełTA, gdzie oświadczył, że zrzeka się urzędu sędziego i poprosił białoruskie władze o ochronę. Jako powód podał sprzeciw wobec polityki polskich władz wobec Białorusi i Rosji oraz przekonywał, że Polska pod wpływem USA i Wielkiej Brytanii zmierza w kierunku konfliktu.
W następnych miesiącach regularnie występował w białoruskich i rosyjskich mediach, w których rozpowszechniał treści zgodne z linią propagandową reżimu Łukaszenki oraz Putina. Według doniesień prasowych Szmydt zamieszkał w Drozdach – elitarnej dzielnicy Mińska sąsiadującej z rezydencją Aleksandra Łukaszenki.
W listopadzie 2024 prezydent Łukaszenka podpisał dekret przyznający Szmydtowi azyl polityczny. Białoruska agencja państwowa przedstawiała go jako osobę prześladowaną w Polsce z powodów politycznych. Sam Szmydt publicznie dziękował Łukaszence i mówił, że czuje się bardziej Białorusinem niż Polakiem.
Kilka dni po opuszczeniu Polski prokuratura wszczęła postępowanie dotyczące działalności Szmydta na rzecz obcego wywiadu, a następnie postawiła mu zarzut zbrodni szpiegostwa (art. 130 § 1 k.k.), uzyskała zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie oraz doprowadziła do wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania. W kolejnym kroku uzupełniła zarzuty o tzw. aferę hejterską (art. 258 § 1 k.k.). Prokuratura zwróciła się także do Interpolu z wnioskiem o tzw. czerwoną notę. Interpol odmówił, powołując się na art. 3 statutu organizacji, który zakazuje przetwarzania danych dotyczących działań przeciwko bezpieczeństwu państwa kwalifikowanych jako przestępstwa polityczne.
Śledztwo przeciwko Szmydtowi jest zawieszone. Formalną przesłanką stała się niemożność przeprowadzenia czynności procesowych z udziałem Szmydta, ze względu na jego pobyt poza granicami kraju.
Tomasz Szmydt pełnił urząd sędziego od 1999 do maja 2024.W 2012 został powołany na stanowisko sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
W 2017 został delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości, rok później trafił do Biura Krajowej Rady Sądownictwa, gdzie pełnił funkcję dyrektora Wydziału Prawnego. W 2019 wrócił do orzekania w WSA w Warszawie.
Szmydt orzekał m.in. w sprawach dotyczących odmowy wydania poświadczeń bezpieczeństwa dla dostępu do informacji niejawnych.Poznał wrażliwe dane personalne funkcjonariuszy służb specjalnych, których sprawy rozpatrywał, w tym wielu oficerów operacyjnych AW i ABW oraz niejawne uzasadnienia decyzji szefów służb specjalnych o cofnięciu lub odmowie wydania im poświadczenia bezpieczeństwa. Dostęp do ściśle tajnych informacji miał z mocy sprawowanego urzędu.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Szmydt został pozyskany do współpracy z białoruskim lub rosyjskim wywiadem. Nie wiadomo także, w jaki sposób był łącznikowany: czy poprzez oficjalną rezydenturę wywiadu, czy też przez pion nielegalny, czy należał do większej siatki szpiegowskiej czy też nie. Nie wiemy ponadto, czy mieliśmy do czynienia z przypadkiem operacji „gambitu pionka”, polegającej na poświęceniu Szmydta, dla odwrócenia uwagi krajowych służb od wyżej uplasowanej w strukturach sądów powszechnych agentury. Opinii publicznej nieznane są także ustalenia ABW dotyczące szkód, jakie Szmydt swoją działalnością szpiegowską wyrządził państwu polskiemu.
W mediach pojawiały się informacje o tym, że werbunek mógł mieć miejsce rok przed ucieczką. Wtedy bowiem Szmydt przebywał kilka dni na Białorusi. Pojawił się także wątek stambulski jako miejsce kontaktu i pozyskania. Niewykluczone jednak, że zdrajca Szmydt współpracował z obcymi służbami od wielu lat i oprócz klasycznych zadań informacyjnych typował także osoby ze swojego środowiska zawodowego do werbunku (por. afera hejterska).
Niemniej dla polskich służb specjalnych ucieczka Szmydta i wyznaczona mu przez białoruskie służby późniejsza rola w prowadzonej wojnie informacyjnej przeciwko Polsce była kompletnym zaskoczeniem, a także obnażyła brak jakiejkolwiek systemowej ochrony kontrwywiadowczej środowiska sędziowskiego. Okazuje się, że kontrwywiad w sądach nie ma żadnego rozpoznania operacyjnego. Jest głuchy i ślepy na przejawy penetracji wrogich służb.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na stosunek do tej sprawy gen. Radosława Kujawy – sekretarza stanu w KPRM odpowiedzialnego za nadzór nad służbami specjalnymi. W niedawnym wywiadzie udzielonym na kanale „Didaskalia”, w odpowiedzi na zawoalowane pytanie red. Patrycjusza Wyżgi o możliwość porwania zdrajcy Szmydta i ściągnięcia go do Polski, w celu postawienia przed sądem karnym gen. Kujawa odparł: „Nie prowadzimy wojny z Białorusią (…), to jest nasz sąsiad i partner”. Ta publiczna zapowiedź braku zastosowania akcji odwetowej wobec wrogiego państwa za agresywne działania na polskim terytorium wiele daje do myślenia. Wypowiedź gen. Kujawy można także interpretować jako publiczne zapewnienie Szmydtowi swego rodzaju immunitetu, chroniącego go przed „niekonwencjonalnymi operacjami” naszych służb zmierzającymi do ukarania go za zdradę stanu.
Afera szpiegowska Tomasza Szmydta nie była incydentem wynikającym z wypadku przy pracy, zbiegu okoliczności lub błędu proceduralnego, lecz ze strukturalnej cechy systemu — dostępu do informacji niejawnych „z mocy pełnionego urzędu" bez żadnej weryfikacji ex post, która w połączeniu z przymiotami niezawisłości i nieusuwalności z urzędu, czyni sędziego członkiem „wyjątkowej kasty”, stojącej obok, a niekiedy naprzeciwko państwu.
Maskirowka
Ucieczka Szmydta wywołała medialną burzę i sprowokowała żywiołową dyskusję na temat potrzeby poddania sędziów certyfikacji. Wielu ekspertów, dziennikarzy i polityków wskazywało na celowość objęcia sędziów, szczególnie tych, którzy mają z racji orzekania dostęp do informacji niejawnych o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego, jakąś formą okresowej weryfikacji. Postulowano wprowadzenie przepisów umożliwiających służbom specjalnym roztoczenie nad sądami parasola kontrwywiadowczego.
Nawet ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar odniósł się do tego problemu stwierdzając, że „sędziowie i prokuratorzy uzyskują dostęp do informacji niejawnych automatycznie, bez weryfikacji”, a sprawa Szmydta uzasadnia debatę „jak pogodzić niezależność sądów z ochroną bezpieczeństwa państwa”. Bodnar przedstawił nawet mglisty zarys reformy zasad dostępu do informacji niejawnych: efektywniejsze postępowanie sprawdzające wobec kandydatów na sędziów i prokuratorów, badania psychologiczne, opiekę psychologiczną i superwizję dla czynnych sędziów, a także szkolenia z zakresu bezpieczeństwa geopolitycznego oraz zagrożeń wynikających z działalności obcych służb.
Warto w tym miejscu odnotować opinię Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) dotycząca procedury i kontroli dostępu sędziów do informacji niejawnych, uzyskaną przez ministra Adama Bodnara w odpowiedzi na jego wniosek i opublikowaną na stronach rządowych w sierpniu 2024 r. ODIHR odradza co prawda jakikolwiek mechanizm poświadczenia bezpieczeństwa sędziów prowadzony przez służby kontrwywiadowcze lub inny organ władzy wykonawczej, wskazując, że mogłoby to stanowić niedopuszczalny nacisk władzy wykonawczej na sądownictwo, niemniej wskazuje trzecią opcję.
Jeśli ustawodawca uzna mechanizm weryfikacji sędziów i prokuratorów za konieczny, ODIHR rekomenduje, by: (1) poświadczenie bezpieczeństwa obejmowało tylko sędziów faktycznie potrzebujących dostępu, na zasadzie ad hoc, ograniczone do klauzul "tajne"/"ściśle tajne"; (2) proces prowadził niezależny organ, a nie służba specjalna; (3) rola służb, jeśli jakakolwiek, była ustawowo ograniczona i niedecydująca; (4) decyzje o odmowie wydania poświadczenia podlegały zaskarżeniu do niezależnego sądu.
Pojawiły się także nieliczne głosy samych sędziów popierających zgłaszane rozwiązanie. Zaznaczyć należy, że były to wypowiedzi ostrożne, a wręcz zachowawcze. Przykładowo, sędzia Stanisław Zdun z Sądu Okręgowego w Warszawie (b. wiceprzewodniczący KRS), w wywiadzie udzielonym dla red. Michała Rachonia w Telewizji Republika opowiedział się za objęciem sędziów postępowaniem sprawdzającym, ale tylko jednorazowo i to przed powołaniem na urząd. O innych wariantach poddawania sędziów okresowej kontroli wypowiadał się w programie z widoczną niechęcią. Trzeba w tym miejscu podnieść, że Stanisław Zdun należy do stosunkowo nielicznej grupy sędziów, która z odwagą godną podziwu sprzeciwiła się bezprawiu i zamachowi na urząd I zastępcy Prokuratora Generalnego – Dariusza Barskiego, odmawiając w kilkudziesięciu przypadkach legitymacji do zastosowania kontroli operacyjnej ze strony uzurpatora prokuratora Dariusza Korneluka.
Zgodnie z przewidywaniami debata zakończyła się niczym. Rząd nie zaproponował i nie wdrożył do chwili obecnej żadnych zmian natury prawno-instytucjonalnej. Zmiany personalne na stanowisku ministra sprawiedliwości w rządzie premiera Donalda Tuska ostatecznie wygasiły prowadzone dyskusje i jakiekolwiek plany reformy. W lipcu ubiegłego roku Adama Bodnara zastąpił Waldemar Żurek – były kontrowersyjny sędzia i bohater afery hejterskiej, który natychmiast porzucił ostrożne koncepcje swojego poprzednika.
Inicjatywę przejął gen. Radosław Kujawa, były wieloletni funkcjonariusz Zarządu Wywiadu UOP i AW oraz wieloletni szef SWW, obecnie zastępca Tomasza Siemoniaka, ministra koordynatora ds. służb specjalnych.
Wraz z grupą swoich współpracowników przygotował projektu ustawy nadającej sędziom niespotykane w historii III RP uprawnienia do władczego ingerowania w kontrolę operacyjną realizowaną przez służby oraz nieograniczonego zapoznawania się z materiałami operacyjnymi uzyskanymi w drodze tejże kontroli, w kompletnym oderwaniu od afery szpiegowskiej b. sędziego Szmydta i wynikających z niej ryzyk dla bezpieczeństwa państwa zidentyfikowanymi jeszcze przez Adama Bodnara, a także przemilczeniu rekomendacji międzynarodowej organizacji ODIHR.
Moim zdaniem, zwiększenie uprawnień nadzoru sądowego nad kontrolą operacyjną można rozpatrywać w przyszłości tylko i wyłącznie pod warunkiem traktowania tego jako elementu głębszej i systemowej reformy: reformy służb specjalnych, obejmującej m.in. wyłączenie procedur certyfikacji dostępu do tajemnic państwowych spod jurysdykcji służb i przeniesienia tych kompetencji do niezależnego urzędu cywilnego, objęcia sędziów i prokuratorów postępowaniem sprawdzającym, wprowadzenia poprzez ustawę rzeczywistej parlamentarnej kontroli nad służbami specjalnymi oraz zakończenia stanu anarchii w sądownictwie.
Prezydenckie weto
Zachowanie uprzywilejowanego statusu sędziów, polegającego na wyłączeniu ich spod ogólnych przepisów dotyczących postępowania sprawdzającego, brak okresowej weryfikacji i procedury doboru sędziów rozpoznających wnioski uprawnionych służb o zastosowanie kontroli operacyjnej, brak ochrony kontrwywiadowczej, a także silny korporacyjny opór środowiska przed jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą – to wystarczające argumenty na rzecz odmówienia przez Prezydenta RP złożenia podpisu pod ustawą nadającą sędziom tak znaczne uprawnienia do władczego ingerowania w działalność operacyjną służb.
Ponadto, długotrwały i głęboki kryzys w sądownictwie, podważanie przez rząd Donalda Tuska prerogatyw prezydenckich i statusu sędziów powołanych po 2018, nieuznawanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego i próby jego siłowego przejęcia („We wrześniu muszę mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do gmachu”), paraliżowanie pracy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, oraz nielegalne przejęcie Prokuratury Krajowej – stanowią dodatkową przesłankę dla zawetowania ustawy lex Kujawa.
Wystawienie sędziów pozbawionych parasola kontrwywiadowczego na operacje obcych służb, to przysłowiowa kropka na „i”.
Od daty otrzymania od Marszałka Sejmu RP ustawy Prezydent ma 30 dni na jej rozpatrzenie. Warto, aby w tym czasie Szef Kancelarii Prezydenta zapoznał się z aktami prowadzonego śledztwa przeciwko Tomaszowi Szmydtowi oraz zażądał od szefa ABW raportu na temat przeprowadzonego po ucieczce tego zdrajcy audytu szkód dla bezpieczeństwa państwa wyrządzonych jego działalnością szpiegowską.
Nie mam złudzeń, że Prezydent spotka się z ostracyzmem ze strony Premiera, ale będzie to dodatkowym argumentem na rzecz weta.
O autorze: Piotr Woyciechowski jest niezależnym ekspertem ds. służb specjalnych, byłym wiceprzewodniczącym Komisji Likwidacyjnej WSI i członkiem Komisji ds. Weryfikacji WSI. Zasiada w Radzie Bezpieczeństwa i Obronności przy Prezydencie RP. W niniejszej publikacji wyraża wyłącznie swoje opinie i poglądy.