Tomczyk drwi z Konfederacji po porażce w Krakowie: Absolutne dno

Dodano:
Sławomir Mentzen i Cezary Tomczyk Źródło: PAP
– To, co się stało w Krakowie, świadczy o tym, że możemy dzisiaj zamiast "Konfederacja" mówić po prostu "kompromitacja" – powiedział Cezary Tomczyk w Polsat News.

Wiceszef MON komentował fiasko rejestracji Bartosza Bocheńczaka w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa. Uderzył też bezpośrednio w Sławomira Mentzena.

Tomczyk: Pizza z kartonu po hawajskiej

Bartosz Bocheńczak z Konfederacji nie wystartuje w wyborach na prezydenta Krakowa. Jego komitet złożył 4960 podpisów, ale po weryfikacji okazało się, że liczba prawidłowych nie wystarcza do przekroczenia wymaganego progu 3 tys. O sprawę został zapytany we wtorkowym "Graffiti" Cezary Tomczyk. – Ja się trochę Sławomirowi Mentzenowi nie dziwię, jeżeli chodzi o nerwowość, bo ja też na jego miejscu byłbym chyba nerwowy – powiedział wiceszef MON.

Fiasko związane z kandydaturą Bocheńczaka nazwał "dramatem". Przekonywał też, że sytuacja pokazuje, jak ugrupowanie mogłoby radzić sobie z odpowiedzialnością za państwo. – To jest trochę tak, jak z tymi podpisami. Na samym końcu bierze się odpowiedzialność za własne czyny i ktoś nas z tego rozlicza – stwierdził.

"Kompromitacja, nie Konfederacja"

Wiceszef MON nie szczędził politycznym rywalom złośliwości. – To, co się stało w Krakowie, czyli fakt, że Konfederacja nie zebrała podpisów pod swoim kandydatem, świadczy o tym, że możemy dzisiaj zamiast "Konfederacja" mówić po prostu "kompromitacja" – powiedział. – Sam Mentzen używa tych słów. Oni nie mają dzisiaj kandydata, a partia chce rządzić w Polsce – dodał.

Tomczyk odniósł się również do pozycji Sławomira Mentzena wewnątrz jego ugrupowania. – Mogę uchylić pewnego rąbka tajemnicy, ale na korytarzach sejmowych od dłuższego czasu mówi się, że Sławomir Mentzen nie ma specjalnie mocnej pozycji w samych strukturach i że nie dba o te struktury – stwierdził. – Taki Krzysztof Bosak – jeżeli chodzi o kwestie podpisów – zrobiłby to w pięć minut – ocenił.

Mentzen wyciągnął konsekwencje

Sławomir Mentzen rzeczywiście sam określił już w poniedziałek brak rejestracji Bocheńczaka jako "kompromitację". Jak przekazał, spośród około 5 tys. zebranych podpisów ponad 2 tys. było błędnych. Zwracał uwagę m.in. na pomyłki dotyczące adresu zamieszkania i zameldowania. Lider Nowej Nadziei przyznał, że proces zbierania podpisów można było zorganizować lepiej. W konsekwencji odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa krakowskiego okręgu, zawiesił osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach i skierował ich sprawy do Sądu Partyjnego.

Sam Bocheńczak wziął odpowiedzialność za porażkę. "Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. (...) Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność. Zawaliłem" – napisał w mediach społecznościowych.

Problemy z rejestracją miał również były prezes NIK Marian Banaś. Także w jego przypadku zabrakło wymaganej liczby ważnych podpisów poparcia.

Źródło: Polsat News
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...