Niemiecki biznes bije na alarm po triumfie AfD. "Zagrożenie dla przemysłu"
Alternatywa dla Niemiec zdobyła w wyborach w Saksonii-Anhalt 43,8 proc. głosów. Wynik odbił się szerokim echem nie tylko w niemieckiej polityce. Do dyskusji włączyli się przedstawiciele największych przedsiębiorstw, w tym osoby związane z firmami Bahlsen, Siemens, Rossmann, Bosch, SAP, Evonik i Infineon.
Szczególne obawy biznesu dotyczą polityki migracyjnej AfD. Niemieckie przedsiębiorstwa od lat zmagają się z niedoborem pracowników, który dodatkowo pogłębiają problemy demograficzne. Jednocześnie AfD opowiada się za radykalnym ograniczeniem migracji.
Szef Bahlsena: AfD nie jest żadną alternatywą
Dyrektor generalny Bahlsena Alexander Kühnen podkreślił, że postulaty AfD stoją w sprzeczności z potrzebami niemieckiej gospodarki. "Potrzebujemy wykwalifikowanych pracowników, potrzebujemy otwartego handlu w Europie, potrzebujemy stabilnych warunków gospodarczych. Na tym tle AfD nie jest dla mnie żadną alternatywą ani z biznesowego, ani z osobistego punktu widzenia" – powiedział, cytowany przez NTV.
Menedżer zaznaczył, że zamykanie rynku pracy według kryteriów narodowościowych byłoby sprzeczne również z modelem funkcjonowania jego przedsiębiorstwa. "Jeśli miałbym myśleć w kategoriach narodowych i stwierdzić, że powinny tu pracować tylko określone narodowości, to muszę stwierdzić, że taki pogląd po prostu do nas nie pasuje" – ocenił.
Jeszcze ostrzej o AfD wypowiedział się prezes chemicznego koncernu Evonik Christian Kullmann. "AfD szkodzi naszej gospodarce, społeczeństwu, naszej przyszłości" – stwierdził.
Były szef Siemensa ostro o programie AfD
Głos po wyborach zabrał również Joe Kaeser, były prezes Siemensa. Jego zdaniem CDU po dotkliwej porażce powinna przeanalizować swoją politykę i sposób komunikowania się z wyborcami. Kaeser krytycznie ocenił jednocześnie gospodarcze propozycje AfD. "Każdy, kto zapoznał się z programem wyborczym AfD, doszedłby do wniosku, że jest to całkowicie zła partia" – powiedział.
Były szef Siemensa zwrócił szczególną uwagę na postulaty dotyczące rezygnacji z euro i opuszczenia Unii Europejskiej. W jego ocenie propozycje tego rodzaju podważają wiarygodność AfD jako ugrupowania zdolnego rozwiązywać problemy gospodarcze Niemiec.
Krytycznie o partii wypowiadali się już wcześniej także szefowie SAP, Infineona i Boscha. "AfD jest zagrożeniem dla niemieckiego przemysłu technologicznego. Nasza branża nie istnieje bez międzynarodowych talentów. Jeśli Niemcy zamkną się na świat, tak jak proponuje AfD, stracimy konkurencyjność szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa" – oceniał w 2024 roku prezes Infineona Jochen Hanebeck.
Podobnego argumentu używał Stefan Hartung, prezes Boscha. "AfD szkodzi gospodarce. Ich narracja uderza w fundamenty naszego rynku pracy. Bez imigracji nie utrzymamy produkcji w Niemczech. AfD udaje, że tego problemu nie ma" – przekonywał.
Rossmann tłumaczy sukces AfD
Inaczej akcenty rozłożył Dirk Rossmann, założyciel sieci drogerii obecnej również w Polsce. Choć także krytycznie podchodzi do AfD, zwrócił uwagę na przyczyny gwałtownego wzrostu jej poparcia. "AfD rośnie, bo ludzie czują się pozostawieni sami sobie i nie wierzą już, że rząd rozwiąże ich problemy. To nie jest chwilowy bunt, to trwała zmiana nastrojów, której politycy nie chcą zauważyć" – powiedział w rozmowie z "FAZ".
Według przedsiębiorcy wielu wyborców obawia się utraty pracy i pogorszenia warunków życia, a AfD skutecznie wykorzystuje te nastroje: "AfD trafia do ludzi, którzy boją się o pracę, o swoje życie, o to, co będzie za kilka lat. Jeśli politycy dalej będą udawać, że problem nie istnieje, AfD będzie tylko rosła".