Awantura po wpisie dziennikarki. Stanowski nie wytrzymał
W sobotę "Gazeta Wyborcza" opublikowała tekst "Internetowy lincz na profesorce z Wrocławia odniósł skutek...", w którym ubolewano nad przekraczającą granice krytyką skierowaną w stronę Barbary Mróz-Gorgoń.
"Dr hab. Marek Migalski apelował, by nie oceniać polskiej nauki na podstawie jej dokonań. Krzysztof Varga w "Newsweeku" stwierdził, że jest głupsza od orangutana. – Barbary Mróz-Gorgoń już nie ma – mówi ktoś, kto ją dobrze zna. – Niedługo wyrzucą ją z Uniwersytetu Ekonomicznego, a ona jest w takim stanie, że nie ma siły ruszyć się z łóżka, żeby pójść na uczelnianą komisję bronić się przed zarzutami" – czytamy we wstępie.
Burza po komentarzu Wielowieyskiej. "Hipokryci"
Do artykułu odniosła się dziennikarka Dominika Wielowieyska. "Ten moment, w którym krytyka pogalopowała za daleko. Można być krytycznym wobec czyjejś pracy, ale w pewnym momencie warto się zatrzymać" – oceniła.
Komentarz Wielowieyskiej wywołał burzę.
"Pani Redaktor, "Gazeta Wyborcza" publikowała bez zgody opisywanych nawet informacje o orientacji seksualnej czy przyjmowanych lekach, aby uderzyć w osoby z drugiej strony politycznej barykady, więc dzisiaj akurat kuriozalnie brzmi narzekanie na hejt. Śp. Andrzej Kern też mógłby coś o tym powiedzieć…" – stwierdził prawnik Ordo Iuris Bartosz Lewandowski.
"Serio? Gdzie podziały się hamulce kiedy jazda trwała np. na kpt. Annę Michalską?" – dopytywała Marzena Paczuska.
"Tzn. Dokąd pogalopowała? W analizę pracy habilitacyjnej pani doktor, i że to już za daleko? Bo ew. za to miałaby być wyrzucona z uniwersytetu, że jej habilitację napisało AI i że według pani doktor "wszyscy tak robią"" – zauważyła posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska.
"Tak jak Wyborcza zatrzymała się w pewnym momencie przy dr Dariuszu Ratajczaku? A nie, czekaj...nie zatrzymała się. Hipokryci. Ostatnie środowisko dziennikarskie, które miałoby prawo do moralizowania" – przypominał Wojciech Wybranowski.
"A krytyka wobec pani Izabeli z Torunia nie pogalopowała za daleko? Nie widzę żadnych przeprosin z waszej strony za nagonkę z jaką się spotkała" – dodał od siebie Sauel Pereira.
Głos w sprawie zabrał też Krzysztof Stanowski. "Co za kabaret." – stwierdził krótko szef Kanału Zero.
"To samo mówiłam, gdy w pewnym momencie tsunami krytyki uderzyło w Michała Kolankę. To nie jest kabaret. Krytyka? Tak. Ale w pewnym momencie to zamienia się w owczy pęd, który przekracza granice racjonalności i takiego ludzkiego spojrzenia na pewne zjawiska. Ta osoba przyznała się do błędu, już zrezygnowała ze stanowiska, zniknęła, nie broni się. A skoro tak, to po pewnym czasie mamy już tylko kopanie leżącego. Jednocześnie mamy całą plejadę postaci, które zwyczajnie kradły, oszukiwały i bezczelnie śmieją się nam w nos. A prawicowe media są wyjątkowo dla nich wyrozumiałe" – odpowiedziała mu Dominika Wielowieyska.
Afera Mróz-Gorgoń
Fundacja Marka Polska Think Tank opublikowała dokument "Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska". Badania i opracowanie wyników zleciło w ramach zadania publicznego Ministerstwo Sportu i Turystyki, przekazując na ten cel 200 tys. zł. Teraz jednak resort odcina się od dokumentu.
Pracami kierowała dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, która 31 lipca została powołana na funkcję pełnomocnik rządu ds. promocji marki Polski w randze sekretarz stanu. Dokument był prezentowany przez autorkę jako "pierwsze tak kompleksowe badania o tym, kim jesteśmy, jakie wartości kształtują nasz wizerunek i jak widzimy potencjał Polski". Problem w tym, że raport był pełen błędów i anglicyzmów. Dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń przyznała ostatecznie, że raport powstał przy użyciu sztucznej inteligencji. Sprawa odbiła się ogromnym echem.