Chajzer wraca do tragedii sprzed 11 lat. "Nigdy nie usłyszałem słowa przepraszam"
Od tragicznej śmierci syna Filipa Chajzera minęło 11 lat. Maks zginął w 2015 roku w wypadku samochodowym. Pojazdem kierował wówczas były teść prezentera. Samochód zjechał ze swojego pasa i uderzył w naczepę ciężarówki. Śmierć syna była dla Chajzera ogromnym ciosem. Prezenter mówił później publicznie o załamaniu nerwowym, depresji oraz terapiach, z których korzystał, próbując poradzić sobie ze stratą.
Teraz wrócił do tych wydarzeń podczas rozmowy w podcaście Cypriana Majchera. Przyznał, że mimo upływu lat skutki tragedii pozostają z nim do dziś. – Życie po takiej stracie nigdy nie będzie już normalne. I to wie każdy, kto przez coś takiego przeszedł. Nie da się posklejać, nie da się złożyć, nie ma na to antidotum – powiedział dziennikarz. Jak dodał, "nie ma żadnego sposobu, żadnej terapii, nie ma takiego czasu, który może poskładać tę rozbitą głowę, rozbite serce i duszę".
Chajzer o byłym teściu. "Nigdy nikt nie podjął ze mną próby rozmowy"
W pewnym momencie prowadzący zapytał Chajzera o relację z byłym teściem, który prowadził samochód w chwili tragicznego wypadku. Chciał wiedzieć, czy kiedykolwiek rozmawiali o tym, co się wydarzyło. – Nigdy nikt nie podjął ze mną próby rozmowy. Nigdy nie usłyszałem jednego słowa, nigdy nie usłyszałem słowa "przepraszam" – odpowiedział Chajzer.
Prezenter przyznał jednocześnie, że nie wie, czy takie przeprosiny cokolwiek by zmieniły. Jak zdradził, nie otwierał nawet dokumentów dotyczących postępowania prowadzonego po wypadku. – A czy to by coś zmieniło? Czy ja tego chcę? Nie otworzyłem ani jednego pisma z prokuratury, ani jednego listu. (...) Długie lata analizowałem to każdej nocy: co by było? Gdyby to, gdyby tamto? – wspominał.
Mimo bólu i braku rozmowy Chajzer zaznaczył, że ostatecznie wybaczył byłemu teściowi.