Rosja werbuje "jednorazowych agentów". Były szef AW wskazuje słaby punkt służb
Rosyjskie służby nie muszą już miesiącami przygotowywać każdego wykonawcy. Do części zadań wystarczy osoba znaleziona przez internet, której za pieniądze zleca się wykonanie konkretnego polecenia.
W rozmowie z "Faktem" płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu, podkreśla jednak, że nie oznacza to rezygnacji z tradycyjnej agentury. "To nie jest tak, że Rosjanie wybierają: albo przypadkowa osoba, albo realny agent. Oni wzbogacają swój arsenał o nowe narzędzia, które mają dodatkowe cele" – powiedział.
Jak tłumaczy, klasyczny agent, szczególnie ulokowany wysoko w strukturach państwa i mający dostęp do wrażliwych informacji, może mieć znacznie większe możliwości działania.
"Taka osoba ma oczywiście potencjał szkodzenia nieporównanie większy niż pojedynczy, tzw. jednorazowy agent, bo te osoby, które są pozyskiwane za pośrednictwem Telegrama czy innych podobnych narzędzi, trudno nazywać agentami" – zaznaczył Małecki.
"Instrumenty doraźnego użytku"
Małecki zwraca uwagę, że osoby podejmujące się takich zadań mogą nie zdawać sobie w pełni sprawy, w jakiej operacji uczestniczą. "Oni są instrumentami doraźnego użytku. Ich działania służą temu, żeby wywołać efekt za sprawą skali swoich działań. W tym przypadku chodzi bardziej o propagandowy efekt. Chyba że przejdziemy na kolejny etap, kiedy rzeczywiście ich działania będą przynosiły realne, konkretne szkody, na przykład jakieś katastrofy komunikacyjne" – powiedział.
Według eksperta duża liczba stosunkowo niewielkich incydentów ma również znaczenie z punktu widzenia obciążenia aparatu bezpieczeństwa: "Z drugiej strony oni po prostu odwracają uwagę służb bezpieczeństwa od działań, które mogą być prowadzone w bardziej wrażliwych i newralgicznych miejscach".
ABW w swoim raporcie za lata 2024-2025 wskazuje jednak na dodatkowy trend: po wcześniejszym szerokim wykorzystywaniu "jednorazowej agentury" rosyjskie służby zaczęły również kłaść większy nacisk na tworzenie bardziej złożonych, sieciowych komórek dywersyjnych. Oznacza to, że oba sposoby działania mogą funkcjonować równolegle.
Były szef AW wskazuje "najsłabsze ogniwo"
Zdaniem Małeckiego wykrywanie nieprofesjonalnych wykonawców może być stosunkowo łatwiejsze niż identyfikowanie dobrze przygotowanej agentury. "Jednorazowy wykonawca jest relatywnie łatwiejszy do wykrycia, dlatego że służby aktywnie działają w cyberprzestrzeni, mają monitorowane kanały komunikacyjne. Zwłaszcza że te rekrutowane osoby nie są szkolone, nie mają profesjonalnego przygotowania, popełniają błędy, które są w stanie je zdekonspirować" – powiedział.
Problemem jest jednak skala. "Najsłabsze ogniwo to skala działań państwa, czyli ograniczone zasoby osobowe i finansowe służb specjalnych. Rekrutacja takiego wykonawcy przez Rosjan jest relatywnie krótkotrwała, nie wymaga szkolenia, dużych nakładów i można to robić na dużą skalę. Skala zagrożeń, z którymi muszą się dzisiaj mierzyć nasze służby, jest nieporównanie większa niż jeszcze 5 czy 10 lat temu" – ocenił były szef AW.