Rosja zaatakuje? Tusk: Nie grozi nam inwazja
W ciągu ostatnich dni premier Donald Tusk kilkukrotnie wskazywał, że w najbliższych tygodniach i miesiącach działania eskalujące Rosji mogą obejmować także uderzenia dronami i rakietami w państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. Podczas czwartkowego spotkania z mieszkańcami Krakowa szef rządu uspokajał jednak, że scenariusz otwartego konfliktu z Rosją są bardzo mało prawdopodobny.
– Nie ma powodu, żeby kogokolwiek straszyć. Problem polega na tym, że możliwe są różne scenariusze. Ten najbardziej prawdopodobny, mówiłem o tym już w Sejmie, […] problem polega na tym, że nikt do końca nie wie, jak ten scenariusz będzie wyglądał. Wiadomo na pewno, że Rosja dzisiaj nie jest zainteresowana pokojem, że Rosja jest zainteresowana eskalacją. Jesteśmy tego świadkami. Nie chcę, żebyśmy byli tego ofiarami – powiedział.
– Nie grozi nam inwazja. Nic na to nie wskazuje. Nie mówimy o wojnie takiej, jaka się toczy w Ukrainie, z frontem, czołgami. Natomiast musimy być przygotowani […] na te paskudne formy presji, te hybrydowe formy wojny, jakie Rosja niestety doskonali – podkreślił.
Tusk: Putin gra na zmęczenie wojną
Szef rządu wskazywał, że Władimir Putin "gra na zmęczenie wojną" chcąc "nie tylko chce zamęczyć Ukrainę, niszcząc jej infrastrukturę przemysłową i energetyczną, ale też zamęczyć Europę". Kolejnym celem prezydenta Rosji, według Tuska, jest także doprowadzenie do zmian politycznych w państwach europejskich.
– Putin chce zmian politycznych w Europie, żeby coraz więcej ludzi i partii politycznych mówiło: a niech się dzieje co chce z Ukrainą, byle to się skończyło, więc będzie prawdopodobnie szukał różnych sposobów, żeby męczyć i będzie miał do tego swoją V kolumnę wszędzie – powiedział.