Kto wywołał wojnę?
W wywiadzie dla Kanału Zero powiedział mianowicie: „Ukraina wywołała tę wojnę, bo prowokowała Rosję coraz bardziej zbliżając się do niej i wymordowując Ukraińców pochodzenia rosyjskiego w najbliższych Rosji terenach”. Prowadzący wywiad Paweł Figurski słusznie podziękował za „klarowną odpowiedź”. Trudno bowiem jaśniej, niż to uczynił Klimek, wyrazić swoje prorosyjskie stanowisko. Szczególnie, że chwilę potem polityk zadał dziennikarzowi retoryczne pytanie: „Słyszał pan o wojnie prewencyjnej? O wojnie sprawiedliwej?”.
Z kontekstu wynika jasno, że zdaniem Klimka wojna Rosji przeciwko Ukrainie ma charakter prewencyjny i sprawiedliwy. Przy czym chodziło nie tyle nawet o aktualną inwazję, ale o 2014 r. i konflikt na Donbasie. Rosja, według polityka Konfederacji Korony Polskiej, miała prawo bronić rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy przed samą Ukrainą.
Punkt widzenia Moskwy
Wstyd przypominać, ale wojna Rosji z Ukrainą nie jest wojną sprawiedliwą i prewencyjną. Donieck i Ługańsk w 2014 r. należały do Ukrainy i nic nie usprawiedliwia rosyjskiej interwencji, dokonanej rękami tamtejszych prorosyjskich zdrajców. To samo dotyczy Krymu. Oczywiście, nastroje były w dużej mierze prorosyjskie. Ale świętym prawem każdego państwa jest obrona własnej integralności terytorialnej. Kto jak kto, ale polityk rzekomo prawicowy powinien to doskonale rozumieć i taką obronę pochwalać. Przecież gdyby np. idea autonomii Śląska (w końcu również region górniczy, podobnie jak Donbas) przerodziła się w ideę separatystyczną, to Klimek pierwszy mówiłby o tym, że trzeba ten bunt zdławić, rozjechać czołgami. I wtedy miałby świętą rację!
Rosyjskojęzyczni mieszkańcy Ukrainy to obywatele Ukrainy, Rosjanom nic do tego, co się z nimi dzieje. Wyobraźmy sobie analogiczną sytuację: w Polsce żyją setki tysięcy Ukraińców. Załóżmy, że Kijów postanawia uderzyć na nasz kraj w obronie swoich rodaków, bo uznał, że są nad Wisłą prześladowani. Zgodnie z logiką Klimka, Ukraina, napadając w takiej sytuacji na Polskę, rozpoczęłaby wojnę sprawiedliwą. Już widzę, jak zwolennicy niedoszłego prezydenta Krakowa witają Zełenskiego z kwiatami…
Kompromitujące jest przyjmowanie punktu widzenia Moskwy. Nie dlatego, że „Moskwa jest zła”, ale dlatego, że ten punkt widzenia jest oparty na fałszywym obrazie rzeczywistości. Rosja napadła na Ukrainę, nie odwrotnie. Rosja zajęła ukraińskie terytorium, nie odwrotnie. Nie da się logicznie uzasadnić takiej „polityki”. A już na pewno nie jest w stanie przekonująco bronić takiego stanowiska ktoś, kto jednocześnie opowiada się za pokojem i szermuje hasłami pacyfistycznymi…
Komu kibicują "pacyfiści"?
Dlatego najbardziej kompromitująca wcale nie jest sama prorosyjska postawa takich polityków jak Klimek. Najgorsza jest hipokryzja. Jak można z jednej strony opowiadać się za pokojem, a z drugiej strony sympatyzować ze stroną, która wojnę rozpętała? Załóżmy na moment, że Klimek ma rację i Rosja prowadzi wojnę sprawiedliwą i prewencyjną. Ale jednak sama ją zaczęła. A przecież Klimek i jego środowisko polityczne przekonują, że po pierwsze wojna jest zła (niezależnie od przyczyn), a po drugie – Polska nie powinna się wtrącać, gdy inni się biją, żeby samej po głowie nie dostać. A czym jest publiczne wychwalanie jednej ze stron konfliktu, jak nie wtrącaniem się do tego konfliktu?
Wniosek nasuwa się oczywisty. Środowisko polityczne Klimka (może część, może całość KKP) nie jest antywojenne, tylko antyukraińskie i prorosyjskie. A zatem, panowie „pacyfiści” – przestańcie się wstydzić i zacznijcie wyrażać swoje poglądy z otwartą przyłbicą. Przyznajcie w końcu, że nie jest wam obojętne, kto wygra wojnę na Ukrainie… Jestem ostatnim, który by blokował wolność słowa. Uważam, że powinniście mieć prawo głosić nawet takie – moim zdaniem szkodliwe – poglądy. Ale uważam też, że przede wszystkim powinniście uczciwie o tych poglądach mówić.
Chyba że się mylę, a wy wcale nie jesteście prorosyjscy. Tylko w takim razie przestańcie chwalić Moskwę i przyjmować jej perspektywę. Bądźcie konsekwentni: jeśli uważacie, że „to nie nasza wojna”, to milczcie na temat jej przyczyn. A jeśli uważacie, że „to jest nasza wojna, powinniśmy kibicować Rosji”, to przestańcie udawać gołąbków pokoju. Nie wszyscy wyborcy są aż tak naiwni, by uwierzyć w wasze retoryczne kombinacje…