Do Europy z nieoczyszczonymi ściekami
Wynik ma znaczenie także dla Europy. Armenia należy do Partnerstwa Wschodniego, powołanego z inicjatywy Polski i Szwecji, a w 2025 roku jej parlament przyjął ustawę rozpoczynającą proces akcesji do Unii Europejskiej. Naturalnym punktem odniesienia są więc państwa Europy Środkowo-Wschodniej, które w latach 90. odziedziczyły bardzo podobny bagaż: kopalnie, nieoczyszczone ścieki, ogołocone zbocza.
Od ponad roku pada pytanie, czy Armenia może być nie tylko gospodarzem szczytu, lecz także wzorem dla innych państw. W maju 2025 roku ekolog Ruben Chaczatrian napisał w „The Revelator”, że krajowi „daleko do bycia wzorem odpowiedzialnego podejścia do środowiska”, zaś w artykule dla „EVN Report” za najpoważniejsze zagrożenie uznał politykę stawiającą górnictwo ponad ochroną środowiska. Raport Fundacji im. Heinricha Bölla wskazywał na konkurencję między ochroną przyrody a interesami sektora górniczego i energetycznego, a w lipcu „Hetq” pisał, że w przededniu COP17 Armenia składa „ambitne obietnice, w które trudno uwierzyć”. Na tydzień przed otwarciem bilans nie napawa optymizmem.
Ćwierć wieku temu w rumuńskim Baia Mare pękła tama. W efekcie ścieki z cyjankiem spłynęły Cisą i Dunajem aż do delty. Czechy, Niemcy i Węgry zakazały następnie ługowania cyjankowego. Rumunia zrezygnowała później z wydobycia w Roșia Montană: obszar wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a w 2024 roku trybunał arbitrażowy oddalił wielomiliardowe roszczenie inwestora.
Armenia natomiast weszła do spółki. Państwo ma 12,5 proc. udziałów w Lydian Armenia, spółce przygotowującej uruchomienie kopalni na złożu Amulsar w pobliżu uzdrowiska Dżermuk. Od września 2025 roku przedstawicielem rządu w spółce jest Gnel Sanosian, były minister i członek zarządu partii rządzącej. Według ministra gospodarki uruchomienie kopalni planowano na wrzesień, w przededniu konferencji; złoto ma być pozyskiwane przy użyciu roztworu cyjanku sodu.
Tymczasem, jak odnotowano w opracowaniu opublikowanym przez ONZ w Armenii, raporty z monitoringu środowiskowego za 2024 rok przedstawiło zaledwie 9 z 24 przedsiębiorstw górniczych. Sąsiedzi Armenii odpowiedzieli na katastrofy ekologiczne zakazami ługowania cyjankowego. Armenia została udziałowcem kopalni wykorzystującej cyjanek – w branży, w której większość przedsiębiorstw nie informuje nawet o swoim oddziaływaniu na środowisko.
Z wodą Armenia miała kłopot na długo przed cyjankiem. Węgry powstrzymały eutrofizację Balatonu, ograniczając dopływ fosforu i odtwarzając mokradła Kis-Balaton; w Unii Europejskiej ponad 90 proc. ścieków komunalnych oczyszcza się według wspólnego standardu. W Armenii, według „EVN Report”, w 2021 roku oczyszczanie mechaniczne przechodziło zaledwie około 8 proc. ścieków komunalnych, a biologiczne – niespełna 1 proc. UE i Niemcy przeznaczyły niemal 6 mln euro na EU4Sevan, program ochrony jeziora Sewan, którego cele obejmowały również oczyszczanie ścieków. Mimo to jeszcze w dokumencie programowym z 2024 roku Bruksela wskazywała, że nieoczyszczone ścieki zanieczyszczają jezioro. Oczyszczalnie nad Sewanem wciąż mają tylko stopień mechaniczny; oczyszczanie biologiczne pozostaje obietnicą rządu zapisaną w jego programie na lata 2026–2031. Sewan pozostaje najbardziej widoczną porażką.
W przypadku lasów niepewny jest nawet punkt wyjścia. Polska zwiększyła lesistość z 21 proc. w 1945 roku do ponad 29 proc. Armenia obiecuje niemal podwoić swoją do połowy stulecia, choć ostatnia inwentaryzacja lasów pochodzi z 1993 roku. Obietnica opiera się na danych, których nie ma, i na zalesieniach osiągających zaledwie jedną trzecią planu.
Armenia obejmuje ochroną 13 proc. swojego terytorium i zamierza zwiększyć ten odsetek do 20 proc. do 2030 roku, podczas gdy globalne ramy przewidują 30 proc. W Unii Europejskiej ochroną objęta jest ponad jedna czwarta powierzchni lądowej, a Polska, Słowacja, Bułgaria i Chorwacja chronią już ponad 30 proc. swojego terytorium. Co daje długofalowa ochrona gatunków, widać na przykładzie żubra. Do 1927 roku na wolności nie pozostał ani jeden osobnik; gatunek odtworzono z dwunastu zwierząt założycielskich, a dziś największa wolno żyjąca populacja, licząca około tysiąca osobników, zamieszkuje Puszczę Białowieską. Tymczasem w Armenii, według „EVN Report”, pozostało zaledwie od ośmiu do trzynastu lampartów. Krajowi daleko nawet do własnego celu, i tak mniej ambitnego niż cel globalny, a jego najrzadsze gatunki nadal znajdują się na skraju wyginięcia.
Przepisy są tyle warte, ile ich egzekwowanie. W Unii Europejskiej podmiot, którego działalność stwarza bezpośrednie zagrożenie dla środowiska, musi podjąć działania zapobiegawcze, zanim dojdzie do jakiejkolwiek szkody. W lipcu „Hetq” informował, że podczas przygotowań terenu COP17 w Erywaniu ziemia przedostawała się do wąwozu rzeki Hrazdan, zasypując koryto i uszkadzając drzewa – choć zaledwie miesiąc wcześniej władze miasta przedstawiły objęcie wąwozu ochroną jako jedno ze swoich zobowiązań związanych z COP17. Inspekcja ochrony środowiska potwierdziła zrzut ziemi, ale umorzyła postępowanie: drzewa nie uschły, a koryto rzeki się nie zmieniło, nie było więc „mierzalnej szkody”. W 2025 roku inspekcja odnotowała 3303 naruszenia, o 30 proc. więcej niż rok wcześniej. A jednak nawet tak oczywista sprawa u bram konferencji pozostała bez konsekwencji.
Brakuje też pieniędzy. Instytucje UE uzgodniły, że w latach 2026 i 2027 na różnorodność biologiczną będzie przeznaczane 10 proc. rocznych wydatków budżetu Unii. Według wstępnych szacunków Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) realizacja armeńskiego planu działań na lata 2026–2030 będzie wymagała około 960 mln dolarów, przy czym dla 93 proc. tej kwoty trzeba znaleźć dodatkowe źródła finansowania. Koszt samej konferencji rządowa decyzja szacuje na około 25 mln dolarów. Na konferencję pieniądze się znalazły. Na przyrodę – prawie wcale.
W ciągu ostatniego roku pytań pod adresem gospodarza tylko przybyło: kopalnia wykorzystująca cyjanek, której otwarcie planowano w przededniu szczytu; nieoczyszczone ścieki w jeziorze Sewan; lasy bez inwentaryzacji od 1993 roku; umorzone bez konsekwencji postępowanie w sprawie ziemi zrzuconej w pobliżu miejsca konferencji; plan ochrony przyrody, któremu brakuje dziewięciu dziesiątych finansowania. Wzorem Armenia się nie stała.
Nie chodzi o biedę. Raz po raz, gdy przepisy dotyczące ochrony środowiska zderzały się z interesami przemysłu lub wpływowych właścicieli, ustępowały przepisy. Brzegi jeziora Sewan przez lata zabudowywano. Już w 2019 roku Artur Grigorian, były szef inspekcji ochrony środowiska, ostrzegał przed praktykami korupcyjnymi w sektorze górniczym. Dziś samo państwo ma udziały w kopalni wykorzystującej cyjanek.
Globalny przegląd nie ukarze za to Armenii: zgodnie z zasadami konwencji nie ma on charakteru sankcyjnego. Inaczej będzie w negocjacjach akcesyjnych z Unią. Tam pytania będą dotyczyć tego, czy zbudowano oczyszczalnie ścieków, czy prowadzi się inwentaryzację lasów i czy nadzór środowiskowy działa w praktyce. Kraj, który ustawą zbliża się do Unii, a zarazem raz po raz poświęca przyrodę prywatnym interesom, idzie do Europy drogą hipokryzji. Europa Środkowo-Wschodnia przeszła tę drogę naprawdę.
Borislav Sandov – międzynarodowy ekspert ds. środowiska, były wicepremier ds. polityki klimatycznej oraz minister środowiska i wód Bułgarii