Pierwszy taki proces biskupa w Polsce. Prokurator żąda kary, obrona uniewinnienia

Dodano:
Biskupi, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Jacek Turczyk
Dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 20 tys. zł grzywny – takiej kary domaga się prokuratura dla biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża.

Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie zakończyły się mowy końcowe w procesie biskupa Andrzeja Jeża. To pierwszy w Polsce proces sądowy hierarchy kościelnego oskarżonego o niedopełnienie obowiązku niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich.

Sprawa dotyczy dwóch duchownych związanych z diecezją tarnowską – Stanisława P. i Tomasza K. Według prokuratury biskup posiadał wiarygodne informacje o ich czynach, ale zbyt długo zwlekał z przekazaniem ich odpowiednim służbom.

Podczas czwartkowej rozprawy oskarżyciel wniósł o uznanie hierarchy za winnego obu zarzucanych mu czynów. Biskup nie przyznaje się do winy.

Prokurator: Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii

Prokuratura domaga się wymierzenia bp. Andrzejowi Jeżowi kary 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzy lata. Oprócz tego chce ukarania duchownego grzywną w wysokości 20 tys. zł.

W ocenie oskarżyciela społeczna szkodliwość zarzucanych biskupowi zaniechań jest znaczna. Prokurator przekonywał, że w sprawie nie występują okoliczności łagodzące. – Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii. Jeżeli ktoś uważa, że czynił to dla dobra własnego środowiska, w którym funkcjonuje, lub w obawie przed krytyką ze strony społeczeństwa, to tym bardziej zasługuje na karę – podkreślał w mowie końcowej przedstawiciel prokuratury.

Jego zdaniem hierarcha nie wyraził skruchy z powodu opóźnionego zawiadomienia organów ścigania. – Nie ma tam takich słów, za to mogliśmy usłyszeć ogólnikowe deklaracje, jak bardzo złe jest zjawisko pedofilii i że trzeba podejmować z nim walkę. Dla każdego z nas jest to oczywiste – zaznaczył prokurator.

Przestępstwa wobec 23 chłopców. Prokuratura wskazuje na przedawnienie

Jednym z najważniejszych argumentów oskarżenia jest fakt, że zawiadomienia dotyczące obu księży zostały przekazane organom ścigania dopiero po kilku latach od wejścia w życie nowych przepisów. W 2017 roku wprowadzono odpowiedzialność karną za niezawiadomienie o określonych poważnych przestępstwach, w tym o wykorzystywaniu seksualnym dzieci poniżej 15. roku życia. Według prokuratury kuria dysponowała informacjami o czynach duchownych wcześniej, ponieważ prowadziła już własne postępowania kościelne.

Oskarżyciel przekonywał, że biskup powinien zawiadomić organy ścigania niezwłocznie po wejściu w życie odpowiednich przepisów. – Zaniechanie, jakiego dopuścił się biskup Andrzej Jeż, nie składając doniesienia o przestępstwie w momencie wejścia noweli w życie, spowodowało, że czyny o charakterze seksualnym, jakich ks. P. dopuścił się względem 23 chłopców poniżej 15. roku życia, uległy przedawnieniu. Pokrzywdzeni już nie będą mogli dochodzić swoich praw w drodze sądowej w żaden sposób – stwierdził prokurator.

Według oskarżenia zgłoszenie dotyczące księdza Stanisława P. nastąpiło dopiero po publikacji artykułu duchownego Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który nagłośnił sprawę.

Obrona chce uniewinnienia. Ćwiąkalski wskazuje na niejasne przepisy

Z argumentacją prokuratury nie zgadzają się obrońcy hierarchy. Mecenas Zbigniew Ćwiąkalski przekonywał, że odpowiedzialności karnej biskupa nie można oceniać na podstawie późniejszej interpretacji przepisów. Obrona wskazała, że przez kilka lat wśród prawników trwał spór dotyczący obowiązku zawiadamiania o przestępstwach popełnionych przed wejściem w życie nowelizacji z 2017 roku.

Wątpliwości te rozstrzygnęła dopiero uchwała Sądu Najwyższego z 2022 roku, zgodnie z którą obowiązek zgłoszenia obejmuje również wcześniejsze przestępstwa. Adwokat zwrócił także uwagę, że o przestępstwach duchownego miały wiedzieć osoby związane ze szkołą, kuratorium i samorządem.

– Nie można ponosić odpowiedzialności za sam urząd, za wiedzę innych osób, ani za wieloletnie zaniechania wielu instytucji, w tym instytucji państwowych, ale tutaj akurat nikt się nie kwapi, żeby stawiać zarzuty funkcjonariuszom czy pracownikom tych instytucji. Nie można oceniać oskarżonego z perspektywy późniejszej wiedzy i wykładni prawa. W związku z czym jedyny wniosek, jaki zdaniem obrony się jawi, to jest wniosek o uniewinnienie oskarżonego od obu czynów – mówił Ćwiąkalski.

Proces Andrzeja Jeża rozpoczął się w lutym 2026 roku. Podczas wcześniejszych rozpraw hierarcha składał obszerne wyjaśnienia i nie przyznał się do zarzucanych mu czynów

Termin rozstrzygnięcia sprawy wyznaczono na czwartek, 29 października 2026 roku.

Źródło: KAI / PAP/rp.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...