Pan Piotr zabrał głos po uwolnieniu z aresztu przez sąd
Sąd Rejonowy w Warszawie nie zgodził się na jego miesięczny tymczasowy areszt. Mężczyzna opowiedział w rozmowie okolicznościach zdarzenia i o tym, jak został potraktowany na komendzie policji, między innymi w zakresie dostępu do adwokata. Odniósł się również do kłamstwa części polityków i mediów jakoby był "nożownikiem" i podziękował wszystkim, którzy mu pomogli i się za nim wstawili.
Gość Republiki został zapytany o ranę, którą ma na czole. – Ciężko mi się do tego odnieść, ponieważ ja tam byłem podduszany i to dosyć skutecznie. Już miałem taki moment, że prawie odleciałem. I nie wiem czy to się wydarzyło w wyniku tej szamotaniny. Tego nie pamiętam – powiedział.
Pan Piotr powiedział, że spokojnie szedł i nie wie, dlaczego policja podbiegła do niego na Marszałkowskiej i chciała wylegitymować, nie podając przyczyny do czego jest zobowiązana. Jak mówił, czuł się zagrożony zachowaniem funkcjonariuszy i dlatego zdecydował się na ucieczkę. Pan Piotr powiedział też, że w momencie, kiedy zetknął się z funkcjonariuszami, nie dotknął ich i w żaden sposób nie wykazywał agresji, natomiast jeden z funkcjonariuszy dotknął jego, stąd decyzja o próbie ucieczki. Jak tłumaczył, liczył, że gdy dobiegnie do biura Adama Borowskiego, które znajdowało się kawałek dalej, zostanie wylegitymowany przy świadkach, którzy będą mogli nakręcić całe zajście.
Dziennikarz wrócił też do policyjnego nagrania z tzw. dołka na komisariacie, na którym policjant uzależnia od podania przez pana Piotra danych osobowych, możliwość skontaktowania się z adwokatem. Jednocześnie nie poinformował, że obrońca został już ustanowiony przez żonę zatrzymanego.
– Stwierdziłem, że nie będę w ogóle z tymi panami polemizował. Powiedziałem, że żegnam panów. Dopiero za drugim razem przyszli, już chyba inni panowie (…). Dopiero wtedy powiedziano mi, że żona dała pełnomocnictwo – opisywał Piotr, ale jednocześnie dodał, że powiedział funkcjonariuszom, że "jak będzie pełnomocnik, będziemy rozmawiać".
Prowadzący Michał Jelonek pytał m.in. o potraktowanie pana Piotra przez dwójkę policjantów. Mężczyzna przyznał, że czuł się jak człowiek napadnięty. W trakcie zatrzymania padały wobec niego między innymi wulgaryzmy.
– Prosiłem, że już wystarczy, że na tyle mnie już stłamsił, że chyba widział jak wierzgam. Próbowałem się z tych więzów wydostać. Przecież on mnie dusił. To tak samo, jakbyśmy zanurzyli się w wodzie, i się nie wynurzyli i dążyli do topienia – relacjonował pan Piotr i tłumaczył, że jedynie chciał się wydostać z opresji – tłumaczył.
Brutalne zatrzymanie na Marszałkowskiej
Do zatrzymania Piotra W. doszło w piątek przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie, w pobliżu zgromadzenia odbywającego się przed Trybunałem Konstytucyjnym. Początkowo policja, a także część mediów podawało, że mężczyzna zaatakował funkcjonariuszkę. Pracownica TVP Info posunęła się nawet do odczytania słów "Policjantka została ranna w starciu z nożownikiem". Okazało się, że był to scyzoryk, którego Piotr W. nie użył, i który został ujawniony, gdy mężczyzna został już obezwładniony, o czym policja poinformowała w swoim pierwszym oświadczeniu.
Opublikowane później nagranie z kamery nasobnej policjanta nie potwierdziło ataku na funkcjonariuszkę, co nie zmienia faktu, że mężczyzna naruszył nietykalność policjanta, odpychając go kiedy rzucił się do ucieczki. Policjanci pobiegli zanim, użyli siły i zatrzymali. Podczas tej akcji mężczyzna stracił przytomność. Na miejsce została wezwane pogotowie. Nagranie świadków z tej części zatrzymania opublikowała Telewizja Republika.
Nagranie z kamerki pokazuje, że wszystko zaczęło się od tego, że policjanci z niewiadomej przyczyny podbiegli do idącego Piotra W., zatrzymali go i bez przedstawienia się ani podania przyczyny chcieli go wylegitymować. Mężczyzna nie reagował na polecenia funkcjonariuszy, nie chciał okazać dokumentu tożsamości i w pewnym momencie odepchnął jednego z nich i zaczął próbował uciec do biura Adama Borowskiego.
Oświadczenie Pana Piotra
Piotr W. w wydanym w sobotę oświadczeniu przekazał, że źle się czuje, boli go głowa i ma ranę. Twierdzi, że nie wykonano mu odpowiednich badań, nie otrzymał kopii protokołu zatrzymania i nie ma kontaktu z żoną.
Jego prawnicy poinformowali, że uzyskali bezpośredni kontakt z klientem dopiero po ponad 24 godzinach od zatrzymania. Policja utrzymuje natomiast, że mężczyzna początkowo odmawiał kontaktu z adwokatem i podania danych osobowych. Nie poinformowano go jednak o tym, że adwokat, która przyszła do aresztu, została umocowana przez jego żonę, a umożliwienie kontaktu warunkowano podaniem danych, co potwierdza nagranie z celi opublikowane przez policję.
Zarzuty. Nie będzie tymczasowego aresztowania
Piotr W. usłyszał zarzuty. Mec. Bartosz Malewski przekazał w sobotę, że dotyczą one zmuszania funkcjonariuszy do zaniechania czynności służbowych oraz naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza, w przypadku policjantki z narażeniem jej na utratę życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec mężczyzny.