Gwiazda TVN w centrum zamieszek. "Raca leciała na mnie"
Sandra Hajduk-Popińska znalazła się w samym centrum gwałtownych wydarzeń w Paryżu. Dziennikarka "Dzień Dobry TVN" opowiedziała na antenie o tym, co zobaczyła na ulicach francuskiej stolicy. Wśród demonstrantów latały race i petardy, a w pewnym momencie prezenterka sama musiała ratować się ucieczką.
Sandra Hajduk relacjonowała zamieszki w Paryżu. Nagle zrobiło się niebezpiecznie
W ostatnich dniach sytuacja we Francji przyciąga uwagę mediów z całego świata. Sobotnie demonstracje w Paryżu przerodziły się w niebezpieczne starcia, których świadkiem była również Sandra Hajduk. Gospodyni śniadaniówki TVN przebywała w dzielnicy łacińskiej, w okolicy Panteonu, skąd obserwowała rozwój wydarzeń. W poniedziałkowym wydaniu "Dzień Dobry TVN" opisała atmosferę panującą wśród protestujących. Jak relacjonowała, na ulicach panował chaos, słychać było krzyki, a ludzie rzucali w siebie niebezpiecznymi przedmiotami.
– Tłum rzucający w siebie racami, petardami. Trudno mi dokładnie określić, co to było, natomiast w powietrzu czuć było smród palonych rac. Było słychać krzyk, było widać biegnących ludzi – opowiadała.
Sytuacja stała się szczególnie groźna, gdy jedna z rac poleciała w kierunku dziennikarki. – Zresztą był taki moment, w którym ja też biegłam, dlatego, że znalazłam się w samym środku tych wydarzeń. W pewnym momencie jedna z rac leciała na mnie, więc ja też biegłam z tłumem, który uciekał – dodała.
Dziennikarka TVN była zaskoczona zachowaniem młodzieży
Prezenterka zwróciła uwagę, że wśród osób biorących udział w gwałtownych zajściach było wielu młodych ludzi. Z jej obserwacji wynikało, że niektórzy traktowali całe wydarzenie jak rodzaj rozrywki, mimo niebezpieczeństwa, jakie stwarzali dla siebie i otoczenia.
– Urządzili sobie trochę z tego wydarzenia zabawę, bowiem poza tymi krzykami, poza tymi nieciekawymi obrazkami było słychać też zwyczajnie śmiech. Mówię zupełnie poważnie, ci młodzi ludzie mieli z tego pewnego rodzaju fun, jakkolwiek strasznie to nie brzmi. Urządzili sobie swego rodzaju zabawę na takim polu bitwy, którym stał się Paryż. Zabawę bardzo nieciekawą i bardzo niebezpieczną. Było to szokujące doświadczenie, bo byłam gdzieś pomiędzy lękiem a braniem udziału w jakimś dużym flash mobie, którego nie byłam w stanie zrozumieć – mówiła Hajduk.
Podczas połączenia z Francji dziennikarka została również zapytana o aktualną sytuację w stolicy. Zapewniła, że po sobotnich wydarzeniach na ulicach ponownie zapanował spokój. Zaznaczyła jednak, że uporządkowanie przestrzeni publicznej nie oznacza, iż zniknęły wszystkie społeczne konsekwencje zamieszek.
– Jest już spokojnie, jest już cicho. Na ulicach nie ma śladu tego, co wydarzyło się w sobotę. (...) Dziś w Paryżu jest bezpiecznie i spokojnie można tu przyjechać, można się dobrze czuć spokojnie i nie odczuwa się już dzisiaj tego, co wydarzyło się w sobotę – podsumowała.