Grabieże we Francji, podejrzane oferty w sieci. Vinted reaguje
Vinted przekazało, że po wydarzeniach z weekendu natychmiast podjęto działania, aby zidentyfikować i usunąć ogłoszenia, które mogą dotyczyć skradzionych przedmiotów. Platforma zwiększyła również kontrolę podejrzanych ofert.
– Sprzedaż skradzionych przedmiotów lub zachęcanie do ich sprzedaży jest na Vinted surowo zabronione i nie tolerujemy takich działań – oświadczył przedstawiciel firmy, cytowany przez agencję Reutera.
Przedsiębiorstwo poinformowało, że współpracuje z organami ścigania i francuskimi władzami. Zapowiedziało także dalsze dostosowywanie procedur, aby skuteczniej wykrywać podejrzane oferty i przeciwdziałać nadużyciom.
W poniedziałek przedstawiciele francuskiego rządu spotkali się z reprezentantami platform internetowych, w tym Vinted, Amazona, eBaya i TikToka. Rozmowy dotyczyły sprzedaży w internecie przedmiotów, które mogły zostać skradzione podczas grabieży sklepów w trakcie weekendowych zamieszek. Do współpracy wezwano również inne serwisy handlowe.
Vinted walczy ze sprzedażą towarów pochodzących z grabieży we Francji
Do zamieszek doszło w sobotę (17 października) podczas ogólnokrajowych demonstracji przeciwko rosnącym kosztom życia i pogarszającej się jakości usług publicznych. Protesty przerodziły się w starcia z policją, a w wielu miejscach doszło do plądrowania sklepów. Wśród poszkodowanych znalazły się m.in. salony sprzedające luksusowe towary i kosmetyki.
Po wydarzeniach w mediach społecznościowych pojawiły się informacje o podejrzanych ofertach sprzedaży produktów, które mogły pochodzić z obrabowanych sklepów. Problem dotyczył internetowych platform handlowych, na których użytkownicy mogą wystawiać używane ubrania, kosmetyki i inne towary.
Vinted, założone na Litwie w 2008 r., jest jedną z największych europejskich platform sprzedaży odzieży z drugiej ręki. Francja, Wielka Brytania i Włochy należą do jej najważniejszych rynków.
Firma nie podała, ile ogłoszeń usunęła w związku z ostatnimi wydarzeniami. Nie poinformowała również, czy odnotowała podobny wzrost liczby podejrzanych ofert we Włoszech, gdzie także doszło do zamieszek i grabieży sklepów.