Polska nie chce aborcji! Krajobraz po aborcyjnych strajkach i kontrach prolife

Dodano:
Manifestacja przeciwko aborcji Źródło: X
Kaja Godek || Jaki to paradoks, że właśnie te manifestacje, które zaplanowano jako miejsce promocji aborcji i nienawiści do życia, stały się... areną do zaprezentowania głosu w obronie poczętych dzieci!

Na tych zdjęciach widzicie Państwo Bielsko-Białą, Katowice, Poznań i Warszawę – wybór trochę przypadkowy, bo kontry #ZatrzymajAborcję były obecne niemal w całej Polsce – i z każdego miasta można by pokazać podobne kadry.

Taka jest Polska – tu, jak w innych krajach, na siłę zaprowadza się wrogie ideologie, ale, inaczej niż gdzie indziej, u nas opór jest gigantyczny! Zatrzymaliśmy Islam pod Wiedniem, zatrzymaliśmy bolszewię na linii Wisły, teraz zatrzymujemy aborcję – i robimy to w pięknym stylu – jak pokolenia przed nami wobec zagrożeń swoich czasów.

Wczoraj na ulicach miast z jednej strony byli ludzie opętani żądzą zabijania, promowani przez media, podkręcani przez zagraniczne, nieprzyjazne życiu ośrodki. Z drugiej – oddolny ruch społeczny w obronie życia. Niedotowany przez rządy, organy międzynarodowe czy korporacje. Oddolny, ludzki, ale! – doskonale zorganizowany! Jeśli miałabym wskazać jedną dobrą rzecz, jaka zdarzyła się od czarnych protestów po wyroku TK do dziś, to właśnie ta: dobrzy ludzie przestali bać się złych. Nauczyli się, że warto wyjść złu naprzeciw, stanąć z nim twarzą w twarz i powiedzieć NIE.

I tak się dzieje od tamtego czasu, że aborcjoniści co chwilę odpalają jakąś kampanię, która ma ich ponieść i co? I zamiast ich nieść, niesie przesłanie prolife. Przykłady?

Wysłuchanie publiczne w sprawie ustaw o aborcji w maju 2024 – zarządzone przez Dorotę Łobodę, eks-działaczkę Marty Lempart, miało być sceną dla organizacji proaborcyjnych, stało się świętem obrońców życia. I do dziś niezwykle ważnym argumentem, że to, co w tej chwili robi parlament, JEST WBREW LUDZIOM!

Aborcja w 9. miesiącu życia dziecka w Oleśnicy – odpalona przez "Wyborczą" w marcu 2025 jako element normalizacji zabijania dzieci zastrzykami dopłodowymi i normalizacji późnych aborcji w ogóle. Efekt? Ogólnonarodowy szok, zmasowane akcje prolife w Oleśnicy, potem Lubaniu, a następnie na wrocławskim Brochowie – miało wyjść "proabo", wyszło prolife.

Otwarcie Abotaku, paraprzychodni aborcyjnej tuż pod Sejmem – tak, żeby posłowie idąc na obrady widzieli, że aborcja już się dzieje i że legalizacja będzie już tylko potwierdzeniem stanu faktycznego. Co widzą posłowie? Intensywny protest prolife, bo wreszcie znalazło się fizyczne miejsce, gdzie można oprotestować działalność dealerów środków poronnych – do tej pory środowiska nieuchwytnego, operującego wyłącznie online. Posłowie nie tylko widzą protest, również go słyszą – i to nawet z hotelu poselskiego. Ważny argument, by być w swojej pracy politycznej raczej za życiem niż za zabijaniem. Chodnik pod Abotakiem stał się prawdziwym znakiem sprzeciwu wobec zabijania dzieci!

No i te nieszczęsne strajki proaborcyjne z wczoraj – z punktu widzenia feministek trochę odgrzewany kotlet. Akcje w mniej niż 30 miastach w Polsce, gdy jeszcze w 2020 na fali ogólnego poirytowania na rząd (niekoniecznie za aborcję, w znacznej mierze choćby za lockdown) było tych miast kilkaset. Liczebność nie powalała, za to w niemal każdej manifestacji za aborcją towarzyszyły kontrmanifestacje za życiem – były duże, głośne, a w kilku miejscach (Lublin, Bielsko-Biała, Rzeszów) zepchnęły w ogóle aborcjonistów z najbardziej reprezentacyjnych części placów i rynków.

W Warszawie kontra prolife została spacyfikowana przez Policję, która torowała w ten sposób drogę dla czarnego protestu. Jakie to znaczące! Mamy tu skutki długiego marszu przez instytucje – przejmowania struktur państwa przez lewicę, aby dusić zdrowy opór społeczny przeciw bezprawiu, które ma być zaprowadzone.

Bądźmy świadomi. Polska nie chce aborcji. Aborcja jest tu narzucana odgórnie, pompowana przez media, finansowana z grantów – europejskich, czasem światowych lub nawet lokalnych, jeśli jakiś organ samorządu jest wystarczająco zlobbowany.

Tylko trzeba pamiętać, że potem w wyborach nie głosują żadne międzynarodowe fundusze feministyczne. Głosują ludzie. A jeśli doszło już do tego, że strona prolife – nieustannie wychowywana do chorego pacyfizmu i regularnie obsztorcowywana, aby zachowywać się miło i fajnie wobec najgorszych zbrodniarzy, czyli morderców dzieci – jeśli ta strona podnosi głowę i mówi: dość pobłażania zbrodni – to wiedzmy, że w Polsce właśnie dzieje się coś bardzo dobrego...

Kaja Godek
Autorka jest Członkiem Zarządu Fundacji Życie i Rodzina (www.RatujZycie.pl)

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...