Policja weszła do mieszkania prezesa Marszu Niepodległości. "Jesteśmy w szoku"
– Otóż 24 października w sobotę o godzinie 12 usłyszałem łomotanie, walenie do swoich drzwi. Usłyszałem "policja otwierać". Otworzyłem drzwi, a na klatce schodowej zobaczyłem siedmiu funkcjonariuszy. Mieli na sobie kamizelki kuloodporne, mieli tarcze. Dwóch z nich miało wyciągniętą broń palną. Usłyszałem polecenie "ręce za głowę na kark". Oczywiście polecenie wykonałem. Następnie polecono mi wyjść z mieszkania. To też oczywiście uczyniłem – relacjonuje prezes Marszu Niepodległości na nagraniu zamieszczonym na kanale "Głoś Niepodległości".
Policja w mieszkaniu Malewskiego
Następnie do jego mieszkania weszło dwóch z funkcjonariuszy, którzy zweryfikowali i sprawdzili lokal. Gdy okazało się, że żadnego zagrożenia nie ma, Malewski mógł ponownie wejść do mieszkania.
– Usłyszałem, że policja otrzymała zgłoszenie, które zostało wyrażone w moim imieniu, jakobym miał dokonać przestępstwa, jakobym miał pozbawić życia bliskiej mi osoby. W tym momencie zrozumiałem, co tak naprawdę się wydarzyło. Poinformowałem policjantów o tym, że jestem prezesem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, a także o tym, że jestem adwokatem i jestem jednym z obrońców pana Piotra, zatrzymanego 16 października przy ulicy Marszałkowskiej w związku z trwającymi protestami przy Trybunale Konstytucyjnym – mówił.
Malewski podkreśla, że ta sytuacja może spotkać również inne osoby zaangażowane w organizację tegorocznego Marszu Niepodległości. Jak dodaje, organizatorzy już w poprzednich latach otrzymywali liczne groźby. Sprawy były zgłaszane. Jedną umorzono, pozostałe są w toku.
Szef sztabu Marszu Niepodległości Marcin Osowski dodaje w rozmowie z telewizją Republika, że policja podjęła "absurdalne kroki", wysyłając kilka uzbrojonych patroli do tego mieszkania. – Jesteśmy w szoku – przyznaje.